Nie wiem czego oczekiwałeś klikając na ten wpis, ale jestem prawie pewna, że nie przeczytasz tego, co sobie wyobrażasz. Wielkanoc w Hiszpanii wszystkim się pewnie kojarzy z majestatycznymi procesjami po miastach, wsiach i polach, których uczestnicy przebrani są w najprzeróżniejsze stroje (najczęściej przypominające te z Ku-Klux-Klanu, białe lub czarne, spiczaste czapy, no wiesz).

A jeśli Ci się nie kojarzy z czymś takim, to powinna, bo to jest coś bardzo typowego.

Problem jest taki, że ja nie lubię ani procesji, ani wymiar religijny nie jest dla mnie motywatorem, a największa przyczyna to taka, że nie lubię tłumów. Nie lubię stać wśród miliona innych ludzi, którzy są z dziećmi, krzyczą, palą papierosy i nie martwią się czy komuś nie przypalą ubrania, jedzą, piją, oblewają, polewają, szturchają, popychają i wszystko inne, co możesz sobie wyobrazić. Hiszpanie i wszyscy inni turyści, bo jeśli ktoś nie wie, to do Hiszpanii przylatuje na ten okres bardzo wiele osób z innych krajów (akurat dzisiaj oglądałam w wiadomościach!). Więc to nie jest rozrywka dla mnie, niestety. W związku z tym nie mam ani jednego zdjęcia z takich procesji ani obchodów.

Nawet nazwa Wielkanoc (Pascua) nie jest jakoś często używana, raczej się mówi Semana Santa, czyli Wielki Tydzień. Wielki Czwartek i Piątek są dniami wolnymi, za to poniedziałek po nie jest już dniem świątecznym. No cóż, pod względem wielkanocnych dni wolnych Hiszpanie i tak wypadają na plus w porównaniu z Polską 😉

Z moich obserwacji wynika, że ludzie przeżywają Wielkanoc (czy też Semana Santa) na dwa sposoby. Jedni chodzą na procesje, przeżywają ekstazę religijną, płaczą pod figurami czy obrazami świętych, bardzo silnie. A inni… mają po prostu dodatkowe dni wolne i wyjeżdżają na urlop. Przy czym zupełnie nie obchodzą świąt. Żadnego lepszego śniadania, a już na pewno nie w polskim stylu (Hiszpanie by pomyśleli, że stół zastawiony szynkami i sałatkami i pieczeniami to chyba na kolację!!). Nie ma jajek, zajączków, koszyczka ani takich innych rzeczy. Hiszpanie bardzo się dziwią, kiedy im opowiadam o święceniu pokarmów.

Wielkanoc w Hiszpanii jak się spędza

Mój mąż zdziwił się, kiedy się go spytałam jak obchodziła święta wielkanocne jego rodzina kiedy był małym chłopcem.  – A jak mieliśmy obchodzić? – spytał.  – Zawsze jechaliśmy na plażę, bo już była ładna pogoda!

Z tego co widzę, to podobne doświadczenia ma wiele osób. Zero gotowania, sprzątania, mycia okien. Tylko spakować walizkę, wystać swoje w korku na wyjeździe z miasta i mini wakacje gotowe! Wiele osób bierze sobie wolne dni od poniedziałku do środy i w taki sposób wolny robi się cały tydzień, a nawet 9 dni. W Madrycie już od kilku dni można zaobserwować mniej ludzi w metrze i na ulicach, część już wyjechała.

Nie jest to także szczególnie rodzinne święto. W tym roku specjalnie obserwowałam znajomych i ich plany (aby mieć jakiś szerszy obraz w celu opisania tego na blogu, jak to jest nie tylko w rodzinie Miguela) – każdy kto może, wyjeżdża. I nie do rodziców na wizytę świąteczną ani nawet po napełnienie słoików. Na wypoczynek. Z partnerem, ze znajomymi. Plaża szczególnie popularna. Którakolwiek.

Dla mnie jest to całkiem nowe, nie jestem przyzwyczajona do takiego sposobu spędzania Wielkanocy. Ale nie ukrywam: jest to dla mnie coś nowego i ekscytującego. Jak to?

Nie muszę sprzątać? Nie muszę wycierać kurzu z miejsc, które zwykle są niedostępne? Nie muszę stać 14 godzin w kuchni, a potem wkładać tony półmisków do zmywarki?

Nie, właśnie nic takiego nie muszę.

My w tym roku też wyjeżdżamy.

Na plażę.

Jak prawdziwi Hiszpanie!

Jestem bardzo zadowolona, jedziemy na kilka dni na plażę, na relaks, na wypoczynek! Nie lecę do Polski, bo za cenę biletów na Wielkanoc polecę sobie dwa razy, w innym terminie. Raz byłam w marcu, kolejny raz będę w maju. Na mało dni, owszem, ale w taki sposób widzę się z rodziną dwa razy zamiast jednego.

W 2013 roku spędziłam moje pierwsze święta wielkanocne poza domem – właśnie w Hiszpanii. Wybrałam się wtedy na takie mini wakacje – bodajże niecały tydzień. Zwiedziłam rejony Hiszpanii, do których nie wróciłam do tej pory, jestem więc bardzo zadowolona. Było nas 10 osób, wypożyczyliśmy samochody i pojechaliśmy na zwiedzanie Hiszpanii. Oto trasa, jaką wtedy pokonaliśmy. Mieszkałam w Saragossie, stąd taka „baza”.

wielkanoc w Hiszpanii - inna niż w Polsce

 

Jak widzicie, nie mam zbytnio wiedzy, którą mogłabym się pochwalić jeśli chodzi o święta wielkanocne w Hiszpanii. Nie wiem czy jestem taką ignorantką, a może tak naprawdę nie ma już nic więcej do opowiedzenia.

Aha, no nie, zapomniałabym! Torrijas!

Torrijas – typowe jedzenie wielkanocne. No dobrze, jest dostępne przez cały rok, ale podczas Semana Santa szczególnie!

A co to jest? Są to smażone „tosty” z czerstwawego pieczywa zmoczonego mlekiem z cynamonem… tak mniej więcej. Ale jeśli ktoś mnie śledzi dłużej, to wie, że potrafię przypalić garnek z wodą, dlatego lepiej nie będę się wypowiadać na temat jedzenia.

Torrijas w Hiszpanii je się w zasadzie przez cały rok, ale od zamierzchłych (może średniowiecznych?) czasów w okresie Wielkiego Postu zalecany był… post. Można było zjeść tylko jeden posiłek, dlatego śniadanie przygotowywano z chleba moczonego w mleku i innych odżywczych składnikach. Widocznie taka torrija, czyli kromka starego chleba moczona w mleku, okazała się największym smakołykiem podczas postu.

Mi torrijas nie smakują, ale mąż się zajada. Smutna prawda jest taka, że niestety w okresie wielkanocnym ich cena wzrasta. Coś takiego jak cena karpia przed Bożym Narodzeniem w Polsce. Ze zwykłego śniadania lub deseru (tak! może mieć te dwa przeznaczenia!) podczas Wielkanocy w Hiszpanii przeistacza się w kromkę chleba z dodatkami, za którą czasami przychodzi płacić nawet 4 euro. Prześmiewczy artykuł na ten temat: El gran timo de las torrijas. Jeśli nie znasz słówka timo, to już tłumaczę: oszustwo, kłamstwo.

Jak zwykle – co mi się podoba?

Mi w Hiszpanii się podoba ten brak spinki wielkanocnej. Miliona przygotowań na jeden czy dwa dni świąteczne.

Są dni wolne – są. Ktoś jest religijny i ma ochotę pójść boso na procesję, do kościoła i na wystawienie figury świętego – to sobie idzie. Są nawet tacy, co się biczują lub biją w bębny dopóki nie poleci im krew z dłoni (tak tak… cóż za ferwor, serio podziwiam!). Ci co wierzący czy też praktykujący nie są – mają dni wolne. Nie są zobligowani do spędzania pierwszych dni wiosennych siedząc przy stole, wręcz przeciwnie!

Nikt nikogo nie ocenia, nie mówi że tak jest lepiej, a tak gorzej. Mam znajomego, który w jednym roku nosi wielkie stelaże z figurami świętych, jako wkład w życie kościoła w jego mieście (nie wiem jak to jest, ale wydaje mi się, że to jest wielki wysiłek fizyczny!!) i wyrażenie religijności (bo jest wierzący), ale w następnym leci sobie na tygodniowy urlop. Trochę tego, trochę owego. W jednym roku ma ochotę przeżywać święta tak, w drugim inaczej, czuje się wolny, żeby podjąć decyzję w zależności od samopoczucia. Czy to nie jest fantastyczne? Nikt mu nic nie mówi.

NIGDY w Hiszpanii nie usłyszałam, żeby ktoś komentował w negatywny sposób to, co inna osoba robi podczas Semana Santa. Nigdy nie usłyszałam, żeby ktoś krytykował tych, którzy wyjeżdżają, albo np. wyszydzał osoby, których wiara jest tak silna, że przez cały rok oczekują na to, aby przejść długą procesję boso lub się biczować. Jak to możliwe? Odpowiedź jest prosta: szacunek i niewtykanie nosa w sprawy innych.

Jeśli jesteś zadowolony ze swojego życia, to nie zastanawiasz się „co by tu można komuś wypomnieć, że źle robi”.

Co mi się nie podoba w hiszpańskiej Wielkanocy?

Jeszcze nie wiem 😀 Może na plaży będzie więcej ludzi niż sobie wyobrażam albo przy wyjeździe z miasta/powrocie utkniemy w mega korku. Ale takie sprawy są już problemami pierwszego świata, więc dziękując losowi że żyję w pierwszym świecie i w XXI wieku, biorę je na klatę.

 

Słowem: kolejna Wielkanoc w Hiszpanii przede mną! Ktoś już ma większe doświadczenie w jej spędzaniu w tym kraju? Czy potrawa potaje jeszcze występuje podczas tych świąt w jakimkolwiek hiszpańskim domu, czy to tylko już pozostało na reklamach? Jest jeszcze coś, co się tradycyjnie przygotowuje na tę okazję?

Podoba Ci się któryś z hiszpańskich sposobów spędzania Semana Santa?

 

Jeśli Ci się podobało, udostępnij u siebie! Dzięki!