Jeśli śledzisz mnie od dłuższego czasu, to pewnie wiesz, że raczej jestem niezdarą i że to zawsze mnie piłka uderzała w głowę na lekcjach w-f (a jeśli jeszcze nie znałeś tak intymnych szczegółów z mojego sportowego życia, to już je znasz).

Chcę jednak przerwać złą sportową passę 😉 i dlatego piszę dzisiaj o surfingu! Dlaczego?

Tematycznie wiąże się to z bardzo fajną akcją, którą współorganizuję razem z Edytą Niewińską, polską pisarką mieszkającą w hiszpańskiej Andaluzji i która w październiku 2018 roku wydaje swoją nową książkę „Pod powierzchnią”. Postanowiłyśmy, że razem zabierzemy cię w podróż, którą nazwałyśmy „Śladami literackich bohaterów: Hiszpania, jakiej nie znasz”. A tematyka surfingu w Hiszpanii pojawia się w tej książce… stąd u mnie wpis na taki temat, który może interesować także fanów Hiszpanii.

Czy warto wybrać Hiszpanię jako miejsce do surfowania?

Oczywiście! Jest to kraj, który nie jest zbyt drogi, nie jest daleko od Polski, a jednocześnie posiada piękne i adekwatne do uprawiania tego sportu plaże! Najważniejsze żeby była fala 🙂

Najlepsza pora do surfowania w Hiszpanii?

Można uprawiać ten sport przez cały rok 🙂 Jeśli dopiero zaczynasz swoją przygodę z surfingiem, lepiej abyś przyjechał do tego kraju latem. Fale są wtedy mniejsze i łagodniejsze. Jeżeli natomiast masz już doświadczenie lub wręcz jesteś zaawansowany – możesz przylecieć do Hiszpanii jesienią czy zimą, daj się zaskoczyć większym falom.

Surfing w Hiszpanii – na co uważać

Oczywiście zawsze przed rozpoczęciem surfowania należy sprawdzić warunki pogodowe, temperaturę, wiatr… Możesz to zrobić na hiszpańskiej stronie agencji meteorologicznej AEMET.

Jak wybrać dobrą szkółkę surfingową w Hiszpanii i jakie są ceny za kurs surfowania w Hiszpanii?

Być może twój pierwszy kontakt ze szkółką surfingową będzie internetowy: sprawdzisz jaką firma ma stronę internetową, czy podoba ci się jej lokalizacja, czy jest dobry transport na miejsce (samolot + transport lokalny). No i oczywiście opinie innych kursantów! Możesz je sprawdzić na Facebooku – na profilu fanpage danej szkoły lub w Google.

Najlepiej jest zrobić research na własną rękę, jednak tutaj podam ci kilka rzeczy na tacy, może akurat ci się spodobają? Mianowicie chodzi o El Palmar, miejsce, które pojawia się w książce Edyty Niewińskiej „Pod powierzchnią”. Dlaczego El Palmar to świetne miejsce do surfowania (nauki surfowania)?

Surfowanie w El Palmar (Costa de la Luz, Kadyks, Hiszpania)

Tutaj oddaję głos Edycie Niewińskiej, która mieszka w pobliżu El Palmar i wie o czym mówi:

„Mówi się, że najlepszą plażą Europy do nauki surfingu jest plaża El Palmar, należąca do Vejer de La Frontera.

El Palmar mieści się pomiędzy Conil de La Frontera a przylądkiem Trafalgar / Canos de Meca. We wszystkich tych trzech miejscach (El Palmar, Conil, Trafalgar) można surfować, ale tylko El Palmar ma niepowtarzalny klimat, którego warto zasmakować.

Plażę od rzędu sklepików, szkół surfowania i barów oddziela droga, po której nie tylko jadą samochody w poszukiwaniu miejsca do parkowania, ale przede wszystkim rowerzyści i deskorolkowcy. Kiedy przyjeżdżasz do El Palmar, parkujesz w pierwszym lepszym miejscu bądź na upatrzonym czy ulubionym parkingu, bo szkoda tu czasu na siedzenie w samochodzie. Sama plaża jest piaszczysta i szeroka, można spokojnie plażą dojść kilka dobrych kilometrów do przylądku Trafalgar, znanego ze słynnej bitwy hiszpańsko-angielskiej.

El Palmar to chyba największe zagęszczenie szkół surfingu. Jest ich tak wiele, że nie wiadomo, którą wybrać. Wiele z nich powstało w ostatnich latach, kilka jest tu „od zawsze”. Wszystkie mają dobrą renomę, świetnych instruktorów i w zasadzie takie same ceny. Najstarsze szkoły surfingu to 9 pies, Kotadalu i Surf School Homies. W szkołach surfingu można wynająć sprzęt, żeby posurfować samodzielnie, można wykupić dwugodzinną lekcję surfingu albo kilkudniowy surf camp.

Co ważne, w El Palmar surfuje się przez cały rok, zimą surfują tu znacznie bardziej doświadczeni surferzy ze względu na wyższe fale. Woda w Oceanie Atlantyckim zimą zazwyczaj nie spada poniżej 17-15 stopni, a słoneczne dni w grudniu i styczniu to niemal norma. Latem El Palmar tętni życiem, funkcjonują tu bary z doskonałym jedzeniem i świetną muzyką na żywo, na przestrzeni kilku kilometrów naprawdę jest w czym wybierać. Życie tutaj to przede wszystkim surfing, bodyboarding, SUP i wieczorna fiesta. Sklepów z ubraniami jest niewiele, większość skupiona jest na ryneczku. Dwa sklepy spożywcze, jeden z tytoniem, rzeźnik i sklep rybny i to wszystko. Prawdziwy klimat małej nadmorskiej miejscowości.

Ale El Palmar jest najciekawsze poza sezonem. Kiedy wyjeżdżają turyści, tłumnie okupujący plaże i bary, zaczyna się prawdziwe życie El Palmar. Właśnie wtedy przyjeżdżają w swoich camper-vanach prawdziwi surferzy. Plaża zmienia swój klimat na bardziej hipisowski, staje się małą wioską surferskiej wspólnoty. Nierzadko można wówczas spotkać surferów czekających pół dnia na tę idealną na falę, a ich wyluzowany klimat udziela się każdemu.

El Palmar to także świetne miejsce do ćwiczenia jogi na plaży. Znajduje się tu tylko jedna stacjonarna szkoła jogi A-Frame, która oferuje zarówno możliwość wykupienia karnetu na kilka lub kilkanaście wejść, jak też uczestniczenie w pojedynczej lekcji. Jej zaletą jest to, że rozmaitość uczonych tam stylów jogi pozwala każdemu wybrać coś dla siebie. Ale jest też wielu instruktorów jogi, którzy regularnie organizują sesje na plaży. Zazwyczaj zaczynają się one wcześnie rano, o 8.30-9.00, żeby uniknąć mocno prażącego słońca. Wystarczy rozejrzeć się dookoła i poczytać plakaty znajdujące się na drewnianych budynkach szkół surfingu czy restauracji – właśnie tak się ogłaszają instruktorzy prowadzący jogę na plaży. Można też oczywiście dołączyć w trakcie spaceru, zgodnie z regułą typową dla El Palmar – bez planowania, spontanicznie, jak się uda to się uda!

No i na koniec rzecz, o której muszę wspomnieć – zachody słońca. W El Palmar są zabójczo wręcz spektakularne. Kilka razy zdarzyło mi się zobaczyć zachód słońca tak kiczowaty, tak pocztówkowy, że aż nie wierzyłam, że to możliwe. Właśnie dlatego dałam taką scenę w mojej powieści – Susana po prostu musiała zobaczyć ten zachód słońca!”

surfing w Hiszpanii książki o hiszpanii

Edyta Niewińska, powieść „Pod powierzchnią”

Uwaga, teraz fragment książki „Pod powierzchnią”, opisujący ten zachód słońca, który Edyta nazywa wręcz kiczowatym… ale w dobrym znaczeniu.

„Pola. Łąki. Pagórki. Krowy. Linia oceanu w oddali. Tyle widziała po drodze. I słońce, zbliżające się coraz bardziej w kierunku horyzontu. Pomarańczowe, wielkie słońce. Wyglądało jak rozżarzona kula ognia. Jakby krwawiło. To najpiękniejszy i najbardziej kiczowaty zachód słońca jaki widziałam w życiu, pomyślała Susana.

Wjechała na wybrzeże pełne barów chiringuito. Zaparkowała pod pierwszym lepszym. Weszła do środka, zamówiła piwo. Usiadła przy oknie. Widok zachodzącego słońca pozbawił ją nie tylko tchu, ale też myśli. Po raz pierwszy od bardzo dawna po prostu przestała myśleć i chłonęła piękno. Po co? Przecież to tylko chwila, po której nic nie zostanie. Może tylko blednąca z czasem pamięć koloru nieba, które teraz przeszło w róż, mieszający się z ciemniejącym błękitem.

– Piękne, prawda? – kelner postawił na jej stoliku szklaneczkę piwa.

– Już nie będzie takich zachodów słońca…

– Będą. Może nie mamy takich spektakularnych codziennie, ale i te zwykłe są przepiękne.

– Nie wiem, dlaczego to mówię. Ale ten jest ostatni.

– Na zdrowie.

Wystraszyła kelnera. Czy naprawdę ten jest ostatni? Od niedawna słowo „ostatni” budziło w niej niepokój i nerwowość. Oddychaj. Wypuść powietrze, wypuść myśli, niech umysł trwa, a myśli niech płyną jak chmury wokół górskiego szczytu. Powtórzyła mantrę w myślach kilka razy. Jeszcze chwilę niech trwa to kiczowate piękno. Jeszcze trochę niech pozachwyca serce, duszę i oczy. Nie ma czasu na odmawianie sobie przyjemności. Czas, który jest tak bardzo względny, nagle się skurczył. Ale dziś może się rozciągnąć, w nieskończoność. To zachwycające, jak pewne chwile potrafią trwać. Słońce skryło się za horyzontem zadziwiająco szybko, w niecałe dwadzieścia minut, ale zmieniający się koloryt nieba nie ustąpił jeszcze mrokowi. Zapatrzona w przestrzeń Susana wypuściła myśli wraz z kolejnym, zbyt płytkim oddechem. Kiedy nauczę się oddychać prawdziwie?

– Jeszcze jedna szklaneczka? – kelner pojawił się niespodziewanie.

– Nie, chyba nie, prowadzę…

– No to w takim razie bezalkoholowe – uśmiech kelnera dodał uroku tej melancholijnej chwili – Wakacje?

– Wakacje od życia.

– To dobrze wybrałaś. A może kawa i ciastko zamiast piwa?

– Czytasz mi w myślach. Poproszę.

Zmienił się kolor nieba, róż z chabrowym przeszedł w purpurę z granatem. Zmienił się nastrój. Uśmiech kelnera, łagodnie sącząca się z głośników muzyka, słodycz na talerzu. Nawet jeśli to ostatni taki zachód słońca, smakuje jak zapomniana rozkosz. Jak często sobie tego w życiu odmawiałam? Ile razy było nie, choć powinno być zapraszam? I po co? I dlaczego to przychodzi dopiero teraz? Na takie pytania nie ma łatwej odpowiedzi. Może lepiej, zamiast odpowiadać, włączyć tę rozkosz do codziennego menu. Przynajmniej wreszcie będzie inaczej.”

Edyta Niewińska


Przeczytaj BEZPŁATNIE 10 stron powieści: http://powiesci.edytaniewinska.com

Bądź we czwartki o 19.15 na żywo – możesz dopytać także o kwestie związane z surfingiem! –  https://www.facebook.com/EdytaNiewinska.pisarka/

hiszpania surfing gdzie najlepiej surfować w Hiszpanii

Sytuacje awaryjne

Pamiętaj, że jeśli dojdzie do jakiegoś wypadku (z twoim udziałem lub jedynie zobaczysz wypadek jako świadek), należy powiadomić służby ratownicze na plaży lub zadzwonić pod numer ratunkowy 112. Numer ten działa w Hiszpanii, ale powinien działać także w każdym innym kraju.

Czy muszę wykupić specjalne ubezpieczenie?

Ja bez ubezpieczenia nigdzie bym się nie ruszała! Na szczęście teraz możesz wykupić ubezpieczenie w dowolnej firmie praktycznie w kilka minut, przez internet, płacąc kartą bankową i gotowe!

Pamiętam że na różne wyjazdy wakacyjne zazwyczaj kupowałam sobie ubezpieczenie dostępne z mojego banku – po zalogowaniu się na konto widniała także opcja ubezpieczeń. Oczywiście jako osoba, która nie uprawiała sportów ekstremalnych, nie szukałam nawet szczególnych ofert ubezpieczeniowych, sprawdzałam tylko warunki pierwszego dostępnego (czyli tego bankowego) ubezpieczenia i za nie płaciłam. Moje ryzyko na wakacjach polega na przykład na tym, że zjem 4 kulki lodów zamiast zwyczajowych 3 (bo trudno mi przychodzi zdecydowanie się tylko na 2 smaki!) i się przejem, na niczym więcej.

W przypadku wakacji, które mają na celu uprawianie surfingu, zdecydowanie polecam wykupić specjalne ubezpieczenie, obejmujące także leczenie urazów spowodowanych uprawianiem sportów. Nie polecę żadnej konkretnej firmy, bo nie mam w tym doświadczenia, ale na pewno na rynku znajdziesz sporo ofert.

Śladami literackich bohaterów – HISZPANIA jakiej nie znasz

Olga Nina w Hiszpanii/blogerka oraz Edyta Niewińska/pisarka pokażą Ci Hiszpanię, jakiej nie znasz. Zobaczysz miejsca, w których rozgrywa się akcja najnowszej powieści Edyty.
Dostaniesz garść praktycznych porad i smakowitych kąsków dotyczących kultury Hiszpanii od Olgi. A do tego dziesiątki prawdziwych historii i osobiście przeżytych przygód.
Przez resztę lata i trochę dłużej śledź nas na:
https://www.facebook.com/olganina123/
https://www.facebook.com/EdytaNiewinska.pisarka/