Nie jestem fanką futbolu. Ale czasami obejrzę sobie jakiś mecz z dreszczykiem emocji – na przykład taki Real Madryt, który jest mi najbliższy z hiszpańskich drużyn z Bayernem, w którym gra Lewandowski? JUHUUU, sama nie wiem komu kibicować!

Albo taki Ronaldo… toż to jest dopiero persona! Jedni go uwielbiają, inni się podśmiewają, ale… prawda jest taka, że trudno jest przejść obok niego obojętnie.

Dlatego postanowiłam wpleść troszkę hiszpańskiego futbolu na mojego bloga! Ale nic w stylu kto wbił ile bramek i ile razy od momentu założenia klubu ktoś wygrał jakieś tam turnieje czy inne piłkarskie mistrzostwa, a tematy raczej ogólne, do konwersacji przy kawie i piwku, z koleżanką i z tatą męża. Bo ja tak naprawdę nie jestem zainteresowana tym, ile kto strzelił bramek. Mnie interesują plotki 🙂 Więc na jeden dzień zamieniam się w Pudelka!

REAL MADRYT

Jedna z madryckich drużyn piłkarskich. Real oznacza królewski, dlatego drużyna ta jest nazywana Królewskimi, a po hiszpańsku Los Blancos.

Głównym rywalem Królewskich jest klub FC Barcelona, a mecz rozgrywany pomiędzy tymi dwoma drużynami nazywa się el clásico. Byłam kilka razy podczas el clásico w hiszpańskich barach i co mnie zdumiało, to fakt, że przy tym samym stoliku siedzieli fani jednej i drugiej drużyny. Kiedy akcja meczu robiła się trochę nudnawa, kibice normalnie ze sobą rozmawiali.  Może tak się dzieje i w Polsce, ale ja raczej kojarzę wrogie spojrzenia i obraźliwe komentarze wymieniane pomiędzy kibicami przeciwnych ekip. Jeśli tak nie jest, to przepraszam, proszę o sprostowanie w komentarzu. Może oglądałam mecz w barze w złej części Warszawy?

Santiago… co?

Czy jest tutaj jeszcze jakaś osoba, która nie wie kto to / co to Santiago Bernabéu?

Dzisiaj to jest nazwa stadionu Królewskich, znajdującego się w Madrycie, a sam Bernabéu to piłkarz drużyny i wieloletni jej prezes, stąd uhonorowanie stadionu jego nazwiskiem. Ponoć wbrew jego woli. Spekuluje się także na temat frankistowskich sympatii Santiago Bernabéu, jednak zdecydowanie więcej źródeł odrzuca taką teorię. Jeżeli kogoś interesuje jego postać, zachęcam do przeczytania interesującego artykułu TU.

Na stadionie nie byłam i nie wiem czy się tam kiedyś wybiorę, ale jest on sam w sobie miejscem odwiedzin turystów, nawet gdy nie ma meczu.

Bilety na stadion Santiago Bernabéu można zakupić TUTAJ. Bilety dla dzieci 5-14 lat kosztują 18 euro, a osoby powyżej 14 lat i dorośli muszą zapłacić 24 euro za wizytę na stadionie. Podczas niej wchodzi się do wszystkich miejsc, gdzie pojawiają się piłkarze i działacze, na przykład do szatni, na teren gry, ławkę rezerwowych, sklep kibica i wszystkie inne, które mogą interesować fanów piłki nożnej. Przed zakupem biletu należy sprawdzić, czy każde miejsce będzie dostępne danego dnia – może się zdarzyć, że z powodu meczu lub innego wydarzenia, niektóre z atrakcji będą niedostępne.

Jeśli chodzi o same bilety na mecz RM, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Mój mąż był kiedyś na takim meczu, ale sprzedaż biletów jest otwarta najpierw dla członków klubu płacących składki, a dopiero później dla zwykłych osób. Bilety zazwyczaj sprzedają się na pniu, nie mówiąc już o cenach. Za jedyne 35 euro można mieć miejsce, z którego mecz trzeba oglądać lornetką, ale i tak nie brakuje amatorów na takie wrażenia. Na przykład mój mąż. Twierdzenie, że nie chce wydawać 200 euro na oglądanie meczu z bliska, bo z bliska to może sobie obejrzeć w telewizji, wydaje mi się całkiem rozsądne (i przyjazne dla budżetu domowego).

Ponoć na stadionie to chodzi o emocje. A potem takie zdjęcia powstają:

santiago bernabeu widoczność bilet za 35 euro

Anonimowa informacja o bombie

W 2004 roku podczas meczu pomiędzy Real Madrytem a Real Sociedad otrzymano anonimowy telefon od osoby podającej się za członka ETA (więcej o terroryzmie w Hiszpanii możesz przeczytać TU), która zapewniała, że na stadionie jest podłożona bomba i wybuchnie o godzinie 21 (było około godziny 20:15).

W poszukiwaniu ładunku wybuchowego najpierw sprawdzono przestrzenie wspólne (korytarze, toalety, kosze na śmieci), jednak gdy niczego nie znaleziono, z obawy, że bomba mogłaby się znajdować na trybunach i spowodować śmierć lub uszczerbek na zdrowiu kibiców, zdecydowano się na ewakuację stadionu. 70 tysięcy kibiców zostało ewakuowanych w przeciągu ośmiu minut (jak zapewniała hiszpańska policja), w tym celu otwarto bramki pomiędzy trybunami a boiskiem, aby kibice mogli bezpośrednio przejść do wyjścia.  Nie znaleziono żadnych materiałów wybuchowych. Mecz został wznowiony od 84. minuty miesiąc później, był to najkrótszy mecz na świecie!

Relację z momentu, kiedy szefowie i sędziowie dowiadują się o bombie możecie obejrzeć poniżej (niestety po hiszpańsku, ale z napisami!). Muszę przyznać, że obecni na meczu Hiszpanie okazali się niezwykle opanowani. Ja chyba bym krzyczała, biegała w kółko i płakała, nie mówiąc już o wypytywaniu policjantów o co chodzi. Czyżby wieloletnie ciche (acz krwawe) zagrożenie terroryzmem ze stroni ETA wykształciło w nich takie odruchy?

Uprzedzam, że jakość nagrania jest słaba, no ale cóż, takie czasy wtedy były.

 

 

Informację o podłożonym ładunku wybuchowym uznano za prawdopodobną, gdyż to nie byłby już pierwszy raz. W 2002 roku ETA podłożyła bombę w samochodzie, tuż przed meczem RM – FC Barcelona, której wybuch zranił 17 osób.

Polacy nie mogą się poszczycić zbyt szeroką obecnością w pierwszej drużynie RM. Jedynie Jerzy Dudek miał ten zaszczyt, jednak praktycznie prawie nie grał – był bramkarzem zastępczym.

Jeśli chodzi o inne znane osoby, to w składzie RM znajdowali się między innymi (oprócz wspomnianego już Santiago):

David Beckham, Luis Figo, Zinedine Zidane, Iker Casillas, Vicente del Bosque, Alfredo di Stefano… I wielu wielu innych, o których nie wiem, że byli/są znani i zdolni.

Hymn Real Madrytu

Wydaje mi się piękny i tak naprawdę to od jego wysłuchania naszła mnie wena na napisanie tego wpisu.

Powyższe wideo jest ze słowami. Nie wiem czy warto, abym zabrała się ja jego tłumaczenie, bo pewnie fani RM znają już tekst i tłumaczenie na polski, a ci, co nie są kibicami prawdopodobnie nie są aż tak zainteresowani, aby je czytać 😀

Cristiano RONALDO

Przejdźmy do tego, jakże znanego gracza! Cristiano Ronaldo, inaczej zwany CR7, od numeru na koszulce. Czy ktoś jeszcze nie wie, że ten piłkarz jest Portugalczykiem? Ja dowiedziałam się całkiem niedawno, kilka lat temu. Przez bardzo długi czas myślałam, że jest Hiszpanem. Chyba nawet już mieszkałam w Hiszpanii i przypadkiem obejrzałam wiadomości sportowe, w których wypowiadał się Ronaldo po hiszpańsku. I w taki oto sposób odkryłam, że po hiszpańsku to ja mówię lepiej niż on 😉

Ronaldo podpisał umowę z siecią portugalskich hoteli Pestana, na sygnowanie hoteli w różnych lokalizacjach swoim nazwiskiem. Póki co jeden hotel znajduje się w Lizbonie, a drugi w stolicy wyspy Madera, Funchal. O tym ostatnim chcę powiedzieć kilka słów, bo go widziałam.

Wszystko pięknie i cacy, hotel ma nowoczesne wnętrza, mocne kolory, jest położony tuż przy wybrzeżu.

hotel ronaldo funchal madeira 2

 

Mnie się jednak wydaje, że architekci czy inni specjaliści nie przemyśleli jednej rzeczy. Hotel jest położony dokładnie w miejscu, gdzie cumują wielkie promy, luksusowe statki pasażerskie. Co powoduje, że widok z okna jest… taki. Morza nie widać, bo przypłynął prom.

hotel ronaldo funchal madeira

 

Nie wiem sama kto kogo ogląda. Czy osoby nocujące w hotelu, czy te przebywające na statku. Może mi to ktoś wyjaśni.

Zdjęcia hotelu pochodzą z oficjalnej strony hotelowej: https://www.pestanacr7.com/es/hotel/pestana-cr7-funchal

Ja byłam w dwóch hotelach tej sieci, ale żaden z nich nie był hotelem Ronaldo (nie chciałam), natomiast w mieście Funchal, skąd Ronaldo pochodzi, zrobiłam sobie zdjęcie ze statuą Ronaldo, znajdującą się tuż przy jego hotelu. Wybaczcie, zdjęcie nie jest zbyt twarzowe. Nie planowałam jego późniejszego zamieszczenia na blogu 😀 Moja postura a’la Ronaldo też chyba nie wyszła. Ale to nic, nie wstydzę się.

 

Lotnisko na Maderze ma już imię CR7! Nie wiem czy fakt, że jest to jedno z najbardziej niebezpiecznych lotnisk w Europie ma coś wspólnego (mogą lądować tam tylko najbardziej doświadczeni piloci!), raczej nie, ale samo lotnisko wygląda pierwsza klasa.

Najlepsze z niego są widoki. Oto sala, w której można poczekać sobie na samolot. Zdjęcie sprzed kilku miesięcy.

Madera lotnisko imienia cristiano ronaldo

 

Jakby tego było mało, Ronaldo nie ma dziewczyny, żony. Przynajmniej oficjalnie.

Krążą plotki, że zapłacił miliony monet pewnej kobiecie, aby urodziła mu dziecko, czyli że wynajął sobie surogatkę. Piłkarz nigdy nie potwierdził takiej informacji, ale też nie zaprzeczył. Syn CR7 urodził się w 2010 roku. Nazywa się… Cristiano Ronaldo Jr.

Kolejne plotki, które pojawiają się tu czy tam mówią, że być może znany piłkarz jest gejem. Moje osobiste zdanie jest, że nie, ale co ja tam wiem. Kochałam Rickiego Martina przez wiele nastoletnich lat, a później wyszedł z szafy, więc teraz już nic nie jest pewne.

No i wiadomość z tego roku: Cristiano Ronaldo po wbiciu piłki w bramkę podczas meczu (nie wiem jakiego, bo się nie znam), włożył sobie piłkę pod koszulkę. Ponoć jest to gest zadedykowania gola dziecku, które lada moment ma się narodzić. Oczywiście stało się to powodem wielu spekulacji, czyżby CR7 znowu skorzystał z usług matki zastępczej i spodziewał się kolejnego dziecka?

Przyznam się, że podczas przygotowywania tego wpisu przeczytałam kilka artykułów z polskich i hiszpańskich portali plotkarskich i znalazłam tam nawet wzmianki o bliźniakach, które Ronaldo ma przywieźć tuż po ich narodzeniu ze Stanów Zjednoczonych. Prywatnym jetem, do Madrytu.

Czy to prawda? Okaże się już niedługo! Ja jestem ciekawa jak będą nazywać się jego dzieci. Ronaldinho i Ronaldininho?

 

Podczas przeczesywania różnych stron internetowych znalazłam także informację, że matka Cristiano Ronaldo wyznała, że nie był on oczekiwanym dzieckiem i mało co nie podjęła decyzji o aborcji. Sądzę, że to bardzo odważne i bolesne stwierdzenie – ciekawe co na to sam zainteresowany. Pewnie nie było mu miło, ale może fakt, że w domu panowała bieda, a ojciec alkoholik nie pomagał w utrzymaniu, jakoś usprawiedliwia to wyznanie matki w jego oczach?

 

Od siebie dodam tylko, że możesz powiedzieć, że bardzo dobrze znasz język hiszpański, jeżeli słuchasz transmisji meczu w hiszpańskim radiu i wszystko rozumiesz. Czasami zdarza się, że jedziemy samochodem przez kilka godzin, a akurat odbywa się jakiś super ważny mecz. Miguel oczywiście musi go wysłuchać. Ja po raz pierwszy z zainteresowaniem słuchałam takiej transmisji, bo było to dla mnie coś zupełnie nowego, nowe słownictwo, nowe tempo mówienia (krzyczenia?), te emocje… Ale potem szybko się znudziłam i teraz gdy mąż słucha meczu w radiu, ja po prostu się wyłączam, nie słucham, myślę o swoich sprawach.

 

Na pewno ominęłam milion innych ciekawostek dotyczących tego tematu. Jeśli znasz jeszcze jakiś smaczek, ploteczkę o RM lub CR7, to nie wahaj się zamieścić jej w komentarzu!