Hiszpanie. Fiesta i sjesta. Tylko się bawią i odpoczywają.

Nie mają większych zmartwień w życiu, jakoś to będzie.

Lubią corridę, zabijanie zwierząt jest dla nich rozrywką.

Życie nocne nie zna granic, a mieszanie wina z coca-colą przelewając z jednej butelki do drugiej to normalka (tzw. calimocho).

Faceci to latino-loversi, rozkochać, wykorzystać i porzucić.

Słońce cały czas, zawsze i wszędzie.

Myliłam się. Hiszpania nie jest taka.

Wielu Hiszpanów się bawi i odpoczywa, robią to częściej niż Polacy, ale dzięki temu komfort życia, moim zdaniem, jest o wiele wyższy.

Corrida jest tematem kontrowersyjnym. Ja jestem wielką jej przeciwniczką, ale i wśród Hiszpanów jest ich wielu. To nie jest tak, że wszyscy uwielbiają patrzeć na zabijane byki, jakkolwiek by to zostało nazwane (sztuką? tradycją? w dupie mam taką tradycję).

Życie nocne w Hiszpanii jest bardzo aktywne, zarówno w stolicy, jak i w mniejszych miastach czy wioskach (wystarczy jeden bar). Poznałam jednak wielu Hiszpanów, którzy od imprez bardziej sobie cenią spokój, prywatność, książkę i herbatę w domowych pieleszach (tak, coraz więcej Hiszpanów przekonuje się do herbat!). A calimocho zostało mi zaproponowane tylko jeden raz, serio! Chyba nikt z moich znajomych tego nie pije. Może to napój nastolatków? Ktoś wie?

Nie wiem jaka jest w Hiszpanii proporcja latino-loversów do zwykłych facetów, którzy mają uczucia tak samo jak ja i tak samo jak Ty, ale w końcu wyszłam za mąż za Hiszpana. Znam też wiele przykładów szczęśliwych par czy małżeństw, w których hiszpański facet nie okazał się tym złym. Dla mnie stereotyp latynoskiego kochanka jest całkowicie obalony (tylko uważaj na tych, którzy mówią, że chcą na chwilkę spróbować bez prezerwatywy, to nie jest normalne!).

A słońce… No cóż, tej zimy śnieg pojawił się w wielu miejscach Hiszpanii, nie tylko w górach. Zasypało wiele wiosek i miasteczek, a płatki śniegu dotarły nawet do Murcji, w której śnieg nie pojawił się od 30 lat. Nie zapominaj o wiecznie deszczowej Galicji czy Saragossie, w której wiatr cierzo daje do wiwatu.

Tego się nauczyłam mieszkając w Hiszpanii w sumie około 5 lat.

Ale co powoduje, że mój podziw dla Hiszpanów jest tak duży?

Ich odwaga. I życie „musi toczyć się dalej”.

Opisałam już kiedyś jak Hiszpanie podchodzą do terroryzmu. (Czy można przyzwyczaić się do terroryzmu?). I nadal jestem pod wrażeniem odwagi tego narodu. W Hiszpanii przez wiele lat zabijali się nie tyle wyznawcy innych religii, co po prostu obywatele tego samego kraju. Urodzeni w tym samym szpitalu. W tej samej wspólnocie autonomicznej. Posiadający wspólnych przodków. Czasami sąsiedzi i „przyjaciele”. Wszystko w imię przyznania „niepodległości” jednemu regionowi. Kraju Basków. Wieloletnia działalność ETA.

Piszę o tym, gdyż obecnie zagrożenie terroryzmem pojawia się po raz kolejny. Nie wiemy kto i gdzie uderzy, nie wiemy kto i gdzie zginie. Może ja, a może Ty. Wystarczy znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej godzinie. I koniec.

Chcąc nie chcąc, odnoszę to trochę do historii Hiszpanii i do ciągłego zagrożenia atakami terrorystycznymi, które były realnym niebezpieczeństwem przez kilkadziesiąt lat.

Jednak co mnie zdumiewa, to fakt że Hiszpanie sami siebie nie określają jako męczenników, cierpiętników, jako poszkodowanych (eee, jakoś mi tak przychodzi do głowy przeciwne porównanie do Polski?). Owszem, pamięć o ofiarach terroryzmu separatystycznego ETA istnieje, założono specjalnie stowarzyszenia, które zajmują się pomocą rodzinom. Ale w świadomości narodowej jest to po prostu bardzo ciężki okres, który się skończył. Życie toczy się dalej.

Za to ich podziwiam. Że nie tworzą męczeńskiej historii, nie przypisują sobie narodowego bohaterstwa, po prostu – otrzepują się i żyją dalej. Odważnie. Korzystając z każdej fiesty i każdej sjesty, z każdej imprezy i z możliwości bycia wśród przyjaciół.

jacy są hiszpanie, terroryzm ETA

Nie wiem czy każdy Hiszpan gdy ucina sobie sjestę myśli „wykorzystam ten czas na sen, bo może to być ostatnia drzemka w moim życiu”, przypuszczam, że raczej myśli „ojej, może odeśpię trochę ostatnią noc zanim znowu wrócę do pracy, ale mi się nic nie chce” 😉 ale może to dlatego właśnie są tacy? Korzystają z życia, bo tak zostali nauczeni, ale nie w duchu marnotrawstwa dnia codziennego, tylko właśnie korzystając z każdej chwili – ja sądzę, że coś w tym może być. I że mogło to być spowodowane długotrwałym zagrożeniem, przez jakie oni, ich rodziny musieli przejść. Ale oczywiście to tylko moja teoria. Może dorabiam dupie uszy, a Hiszpanie to po prostu lekkoduchy, kto wie. Ja się jednak cieszę, że codziennie mam szansę widzieć, jak celebrują życie, czego uczę się i ja.

Refleksje takie wywołała we mnie akcja „Klubu Polki na obczyźnie„, do którego należę, a której tematem było: „Jak zmieniło się moje postrzeganie kraju, w którym mieszkam” (TUTAJ link do całej akcji, zachęcam do zajrzenia! Informacje z pierwszej ręki na temat mieszkańców wieeelu miejsc na świecie!).

Kraj, którego mieszkańców jeszcze kilka lat temu uważałam za lekkoduchów, teraz postrzegam zupełnie inaczej.

Miałam ochotę na takie poważniejsze refleksje, bo o Hiszpanii napisałam z ironią już kilka wpisów:

Dlaczego Hiszpania jest fajna?

Absurdy Hiszpanii

Nie jedź do Hiszpanii na wakacje – 7 powodów

Czy Hiszpanie robią to lepiej?

Dlatego chwilowo znudziłam się pisaniem, że Hiszpanie jedzą obiad o 14, są śmieszni i głośni i mają pozytywne nastawienie do życia. Chciałam ich pokazać z tej drugiej strony.

A jeśli interesujesz się Hiszpanią i chcesz razem ze mną odkrywać jej tajemnice – kliknij Lubię to na moim fanpage na Facebooku.

Jeśli Ci się podobało, udostępnij u siebie! Dzięki!