Nie sądzę, żebym była na tyle interesującą osobą, żeby wszyscy chcieli o mnie czytać, ale zdałam sobie sprawę, że w żadnym miejscu nie mam opisanej drogi, którą przeszłam w Hiszpanii. Wiem jednak, z pytań które otrzymuję na maila, że jest to coś, co interesuje więcej osób:

Olga, a dlaczego przyjechałaś do Hiszpanii?

Jak poznałaś swojego męża? Po jakim czasie wzięłaś ślub z Hiszpanem? (i nie, nie uznaję tego pytania za wścibskie – a jedynie za próbę wybadania terenu – bo wiem, że Hiszpanie zwykle nie garną się do ołtarza, więc 100% rozumiem, sama bym chciała wcześniej wiedzieć!)

Gdzie pracowałaś, co robiłaś, gdzie mieszkałaś?… itp.

Domyślam się, że chodzi o pomysły, inspiracje, porady, a nie tyle o moją historię, no ale jak już pytacie.. to przełamuję skromność i przekazuję na Wasze monitory/wyświetlacze telefonów moje hiszpańskie cv. Nie tyle zawodowe, co przede wszystkim życiowe. Wyszła trochę telenowela, dlatego niech czyta kto chce. Ja się otwieram 🙂

2010, WARSZAWA

Zakończyłam właśnie kilkuletni związek (pierwszy poważny!) z moim byłym. Nowe życie, nowe możliwości. Mieszkając w Warszawie chodziłam na kurs hiszpańskiego i zakochałam się w moim lektorze. On we mnie trochę mniej, ale przynajmniej dobrze udawał, a ja byłam wniebowzięta! Hiszpan, pochodził z Saragossy. Niewiele wiedziałam o tym mieście, no ale cóż nawet nie przypuszczałam jeszcze, że tam w przyszłości zamieszkam.

Akurat dowiedziałam się, że mogę wyjechać na Erasmusa do Hiszpanii, a z racji dobrego poziomu hiszpańskiego miałam pierwszeństwo w wyborze miasta. Zastanawiałam się pomiędzy Madrytem, Barceloną, którąś z Wysp Kanaryjskich, już nie pamiętam, no i… Saragossą. Dałam się zwieść namowom mojego ukochanego lektora, żeby wybrać Saragossę, bo to jest zdecydowanie tańsze miasto niż Madryt i Barcelona, a jednocześnie dojazd tam jest o wiele łatwiejszy niż na Wyspy Kanaryjskie, będę na kontynencie, łatwiej można podróżować, bardzo studenckie, itp. (Ale żeby nie było, wiedziałam, że jego w tej Saragossie nie będzie i że nasza znajomość ma określony termin ważności, nie to że rozkochał i porzucił – od początku wszystko było jasne).

Po tej relacji byłam przekonana, że jeśli będę mieć męża, to tylko Hiszpana.

2010-2011. Erasmus w Hiszpanii

Pojechałam na Erasmusa na semestr zimowy, od września do lutego. Oczywiście, według sugestii mojego Hiszpana od przelotnej znajomości, wybrałam Saragossę. Poznałam tam Miguela, który co prawda miły, ale nie garnął się do poważniejszych deklaracji. Erasmusa spędziłam super (na końcu wpisu zamieszczam linki do moich wpisów o Erasmusie). Co mi się podobało w znajomości z Miguelem, to fakt, że nasza relacja nie polegała (jak sobie większość osób wyobraża) głównie na seksie (bo Erasmus orgasmus…), ale właśnie na robieniu razem fajnych rzeczy: wycieczkach, wyjściach do typowo hiszpańskich barów i restauracji, weekendowych wypadów, albo nawet na oglądaniu telewizji w piątkowy wieczór u mnie czy u niego w mieszkaniu. Było tak… swojsko. Fajnie. On taki elegancki, adwokat, zawsze wiedział co powiedzieć, a ja w podartych dżinsach i często bez makijażu, a i tak się mu podobałam. Ja biedna studentka, bo przecież na Erasmusie i na marnym stypendium, a on dobrze zarabiający, płacił za większość rzeczy bez mrugnięcia okiem, na dodatek robił to w taki sposób, że nie czułam się źle, a gdy przesadziłam z alkoholem na imprezie, zawsze był obok, żeby odwieźć mnie do domu.

Było fajne, ale nadal po tych kilku miesiącach nie chciał mnie nazwać swoją dziewczyną. Ja byłam zakochana. Oznajmiłam mu więc w styczniu, że w lutym moja wymiana studencka Erasmus się kończy. Jakoś zapomnieliśmy uszczegółowić, on myślał, że zostanę do czerwca, do końca roku akademickiego. No i tutaj wielki dramat. Ale nie mój, tylko jego.

Oczywiście nie żałowałam wyboru miasta na Erasmusa. W Saragossie było super!

 

2011-2012, WARSZAWA, GDAŃSK

Po moim powrocie do Polski (miałam jeszcze do odbębnienia 1,5 roku studiów prawniczych) postarałam się, aby Miguel szybko o mnie zapomniał. Byłam pewna na 100% że nie chcę związku na odległość. To nie dla mnie, nie miałam ani czasu ani pieniędzy na loty do Hiszpanii, nie miałam ochoty być przez dwa lata na odległość i widzieć się co miesiąc, żeby potem być może stwierdzić, że nic z tego nie będzie, bo nikt nie będzie chciał zrezygnować z wygodnego życia w swoim kraju. Chociaż uwaga – znam przypadki sukcesów takich relacji!! Jedynie mówię, że to nie dla mnie i od początku o tym wiedziałam.

Każde z nas miało swoje życie. Ja na rok zamieszkałam w Gdańsku, zaczęłam tam nawet studiować filologię polską podczas gdy kończyłam pisać pracę magisterską o pięknym temacie Asymetryczna konwergencja spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu mieszkalnego do odrębnej nieruchomości lokalowej (czy jakoś tak). Pracę obroniłam, studia skończyłam, chociaż egzamin z prawa karnego powtarzałam chyba z 5 razy. Nigdy nie byłam wzorową studentką i czasami mam ochotę przewrócić oczami, kiedy ktoś pyta co studiowałam, a ja odpowiadam że prawo, na co widzę reakcję pełną podziwu. No tak, studiowałam prawo i skończyłam, ale to były dla mnie okropne męki!

Miałam wtedy też chłopaka – Polaka, z którym się później rozstałam. Ale pomyślałam sobie: Jeśli będę mieć kiedyś męża, to tylko Polaka. 

No i nie wiedziałam co zrobić ze swoim życiem. Na pomoc przyszła mi moja kochana uczelnia. Dostałam maila od działu praktyk i karier, który zachęcał absolwentów do podjęcia praktyk z programu Leonardo da Vinci (obecnie Erasmus+ obejmuje wszystkie te programy, z tego co mi wiadomo), w dowolnym kraju w Unii Europejskiej, na dodatek obiecywali mi kaskę na utrzymanie, zwrot jakichś tam kosztów itp. Świetnie. Ale wiedziałam, że nie chcę praktyk w żadnej sztywnej kancelarii, że prawo to nie dla mnie, a jedyna jego gałąź, która mnie kręci to prawo pracy (no i oprócz tego rzeczowego, z pracy magisterskiej, ale i tak nie w kancelarii!).

Przypomniałam sobie ćwiczenie coachingowe: wypisz rzeczy, które lubisz i w czym jesteś dobra. Już nie będę się rozpisywać, ale wynik był jednoznaczny: JĘZYK HISZPAŃSKI. Pomyślałam sobie, że może kariera tłumacza to będzie coś dla mnie? Nie miałam o tym pojęcia, ale w końcu kto nie próbuje, ten nie świętuje. Napisałam do Polaków – tłumaczy przysięgłych (kombinacja językowa: polski i hiszpański oczywiście) mieszkających w Hiszpanii, którzy byli wpisani do oficjalnego rejestru tłumaczy w Hiszpanii, z uprzejmą prośbą przyjęcia mnie na praktyki. Miłe zaskoczenie: odpisali mi wszyscy lub prawie wszyscy, niestety z negatywną odpowiedzią. Albo nie mieli warunków lokalowych, albo nie mieli wystarczająco dużo pracy, albo mieli zaplanowane wyjazdy itp. Ale naprawdę bardzo miło potraktowali moje zgłoszenie!

2013, MADRYT

Jednak dostałam odpowiedź: od tłumaczki przysięgłej z Madrytu. Nie przerażała jej wizja mojego braku doświadczenia, dawała mi wolną rękę co do terminu przyjazdu. Zdecydowałam się na powrót do Hiszpanii w lutym 2013 roku. Bilety lotnicze z Warszawy do Madrytu były strasznie drogie, nie było low costów typu Ryanair, dlatego kupiłam sobie jakiś bilet do Barcelony, potem (oczywiście w ramach oszczędności, po taniości) pojechałam autobusem (ALSA) do Saragossy, żeby spędzić tam kilka dni i odwiedzić hiszpańskich znajomych, a potem (tym samym środkiem transportu) udać się do Madrytu na moje praktyki.

Miguelowi nie powiedziałam, że przyjeżdżam. Ale i tak się dowiedział. Czym prędzej zaprosił mnie na kolację, oczywiście się zgodziłam, ale zaznaczając, że JAKO PRZYJACIELE czy jak to się mówi. Bez problemu. W sumie spotkaliśmy się kilka razy podczas tych 3-4 dni, które spędziłam w Saragossie. Widziałam, że zachowywał się jakoś… inaczej niż wcześniej, był przejęty, zwracał uwagę na szczegóły… Ja wręcz przeciwnie, byłam bardzo zrelaksowana, dobrze się z nim czułam, ale oczywiście jako koleżanka 🙂

Od mojego pierwszego dnia w Madrycie Miguel był obecny w moim życiu. Na początku faktycznie jako kolega, ale potem zaczął mnie zwyczajnie podrywać, a i ja nie pozostawałam obojętna na jego starania. Po zakończeniu praktyk przeprowadziłam się do Saragossy.

2013-2016, SARAGOSSA

Mam bardzo mieszane uczucia co do tego miasta. Z jednej strony wielka radość: tam rozwijał się nasz związek z Miguelem, nowe miejsce (uwielbiam się przeprowadzać), z drugiej strony nie miałam pracy, a gdy miałam, to była ona raczej słaba (przeczytaj wpis: Praca w barze w Hiszpanii), nie miałam pieniędzy, ale.. znowu Miguel o mnie dbał. Potrafił docenić, że to dla niego rezygnuję z wygodnego życia i dobrej pracy w Polsce. Nigdy mi więc niczego nie zabrakło, chociaż czasami miałam naprawdę trudne momenty (przeczytaj wpis: Emigracja – czy jest taka różowa? Życie jak w Madrycie? – czyli jak życie „żony piłkarza” było podszyte goryczą). Miałam też kilka lepszych prac, ale nie do końca na tyle, żebym chciała w nich zostać na lata. Zlecenia tłumaczeniowe wpadały raz na jakiś czas, czasami znajdowałam coś przez hiszpańską agencję pracy (fatalnie płatne, ale cóż, mogłam zostać w domu i nie zarobić nic), a czasami podsyłała mi coś moja pani tłumaczka przysięgła (u której zrobiłam praktyki).

Rzuciłam palenie, bo nie miałam pieniędzy na fajki. Przynajmniej jakieś plusy bycia biedną. Teraz jestem z tego bardzo zadowolona, chociaż jakieś dwa razy w roku można zobaczyć mnie z papierosem, bo uwielbiam palić, szczególnie jak jest jakaś imprezka. Jednak mało imprezuję, to i mało palę.

2016, MADRYT

W 2016 roku Miguel dostał zawodową propozycję przeniesienia się do Madrytu, oczywiście dla mnie to też była świetna okazja. W tym samym roku wzięliśmy ślub (TU i TU przeczytasz dwa artykuły o ślubie w Hiszpanii). Już się nie wymigiwał jak w 2010 roku!

Ja też wzięłam sprawy w swoje ręce i zaczęłam prowadzić firmę. Musiałam nauczyć się wielu rzeczy, przełamać swoje blokady w wielu sytuacjach, ale wniosek mam jeden: nikt mi nie odbierze tego, czego się nauczyłam.

hiszpania historia

2018…. 🙂

Póki co mieszkamy nadal w Madrycie, ale nie czujemy się tu jakoś przywiązani (w negatywnym tego słowa znaczeniu). Nie mamy hipoteki, nie mamy dzieci, nie mamy w sumie większych zobowiązań – jeśli w przyszłym roku okaże się, że mój mąż dostanie propozycję pracy w Polsce lub we Francji (raczej te dwa kraje bierzemy pod uwagę, z racji tego, że ja jestem z Polski i ewentualnie Francja, bo obydwoje mówimy po francusku), to bez problemu spakujemy walizki i pojedziemy gdzie będzie trzeba. Jeśli zostaniemy w Madrycie to dla mnie też fajnie, bo bardzo lubię to miasto (jedyne co mi przeszkadza to duże zanieczyszczenie powietrza, jeśli będziemy mieć dzieci, to wolałabym je mieć w jakimś mniejszym mieście).

MOJE WNIOSKI:

Nigdy nie wiesz, gdzie rzuci Cię życie. I deklaracje typu „Jeśli będę miała męża, to musi to być Hiszpan/Chińczyk/Polak” itp. są według mnie bez sensu. No ale to człowiek po fakcie widzi 🙂

Nawet jeśli jest źle, to w Hiszpanii przynajmniej świeci słońce. Ale słońca do garnka nie włożysz.

Jeśli myślisz o założeniu firmy to możesz zrobić dwie rzeczy: albo ją założyć albo myśleć dalej.

Warto jest wykorzystywać wszelkie stypendia typu Erasmus na studia, na praktyki. Owszem, czasami nie starcza na pokrycie wszystkich kosztów, ale doświadczenie jest niezwykłe! Polecam.

***

Masz zamiar pojechać na Erasmusa? Byłeś już? A może czasu studenckie już dawno za Tobą i teraz zmagasz się z trudnościami „dorosłego” życia? W Hiszpanii czy w innym kraju? Ja nadal do końca nie odnalazłam tego, co chciałabym w życiu robić, ale to nic, wcale się tym nie martwię.

Wpisy o Erasmusie:

Jak szukać praktyk Erasmus w Hiszpanii?

7 rzeczy, na które musisz uważać w Hiszpanii (także dla Erasmusów)

7 błędów popełnianych na Erasmusie