//Gdzie zjeść w Madrycie?

Gdzie zjeść w Madrycie?

Niniejszy wpis ma kilka podpunktów, a to dlatego, że w Madrycie można zjeść i pysznie, i tanio, i drogo i niesmacznie.. Słowem, jeśli wejdziesz do losowo wybranego baru na twoim turystycznym szlaku, to możesz doświadczyć każdej z wypisanych sytuacji. Wiem też, że jest kilka kategorii osób szukających restauracji: jedni szukają taniego jedzenia, inni pysznego, kolejne osoby chcą spróbować czegoś tradycyjnego, typowo hiszpańskiego, a jeszcze następni nie patrzą na tradycję, ale przede wszystkim szukają kulinarnych nowinek. Postaram się krótko opisać i polecić kilka barów i restauracji w Madrycie, głównie w centrum (bo do mojej dzielnicy to pewnie żaden turysta się nie zapuszcza, za daleko ;)). Pod opisami restauracji zamieszczam także mapkę i uwaga (aktualizacja grudzień 2018 r.) dodaję mapkę ogólną polecanych przeze mnie miejsc na zjedzenie posiłku w Madrycie (mapa Google, pod koniec wpisu!).

Co warto wiedzieć o jedzeniu w restauracji/barze w Hiszpanii?

Przede wszystkim to, że najkorzystniejszą formą jedzenia obiadu w Hiszpanii jest tzw. menú del día – jest to menu składające się z kilku pierwszych i kilku drugich dań-do wyboru, często wchodzi w nie także deser i/lub kawa. W niektórych miejscach wliczone jest także wino (i to niezłe), jednak częściej zdarza się, że podawane wino należy wymieszać w kieliszku z gazowaną wodą mineralną (nie jest zbyt dobre a z zimną wodą mineralną, tzw. gaseosa, nabiera lepszego, orzeźwiającego smaku) lub po prostu nie jest wliczona nawet lampka wina (szczególnie w Madrycie nie ma co liczyć na wino… No ale są wyjątki).

Menu obiadowe może mieć cenę od np. 9 euro do.. hoho, ale rozsądna cena do tak do 15 euro za jeden zestaw obiadowy w zwykłym barze czy restauracji, w dni powszednie. W weekendy może wzrosnąć do 20, 25 euro za osobę. Nie trzeba się sugerować ceną – można znaleźć dobre menú del día już za 10 euro!

Menu kolacyjne są droższe od obiadowych, a wybieranie potraw z karty jest najdroższe (ale tak jest chyba na całym świecie).

Przed wejściem do restauracji możemy zapoznać się z tym, co dane miejsce nam proponuje, najczęściej menu jest umieszczone przed wejściem.

Ach, byłabym zapomniała! Od Madrytu na południe Hiszpanii przy zamówieniu napoju (piwa, coli, itp.) podana zostanie nam mała przekąska. Może to być talerzyk oliwek (pestki wyjmujemy z buzi ręką!), może to być miseczka chipsów, mini kanapeczka, a wybór należy do kelnera (w niektórych miejscach kelnerzy pytają się, ale to raczej rzadkość, częściej nakładają nam to, co akurat mają pod ręką). Jeśli więc wychodzisz na piwo i masz zamiar wypić 3 małe piwa (hiszpańskie -0,2 l), jest bardzo prawdopodobne, że razem z piwem również się najesz przekąskami.

No dobrze – przechodzimy do konkretów:

 

LA LATERAL – dobra jakość, cena niezgorsza, tradycyjna kuchnia w całkiem nowoczesnej odsłonie

Sieć lokali całkiem znana wśród madrytczyków, ja byłam akurat w barze znajdującym się na Plaza Santa Ana (blisko Plaza Mayor i Plaza del Sol, centralnych punktów miasta), ale ma także kilka innych lokalizacji (do sprawdzenia: tutaj). Usiadłam przy barze (akurat wtedy się spieszyłam, ale warto pamiętać, że często przy barze ceny są niższe niż przy stoliku).

Zamówiłam tortillę de patatas – bardzo smaczna, dość mocno usmażona, ale bardzo miękka – tak powinno być! Na zdjęciu dwa kawałki, jakby ktoś miał wątpliwości. Potem rabo de toro – czyli dosłownie ogon byka, dostałam bardzo smaczne i soczyste mięsko w kształcie jakby wyjęte z foremki. Smak ma intensywny, dlatego polecam na spróbowanie, czy w ogóle coś takiego Wam zasmakuje. Mi smakuje i to bardzo! Zamówiłam jeszcze krokiety (croquetas) – te chyba były z szynką, krokiety w Hiszpanii to są takie jakby panierowane podłużne kotleciki z beszamelu smażone na głębokim tłuszczu – tak w skrócie można je opisać. Zdjęcia potraw i mapka poniżej. Za 2 osoby zapłaciliśmy około 16 euro (cena z napojami).

gdzie zjeść w Madrycie tortilla madryt

 

ABSOLUTNY HIT – tani obiad (za 11 euro) tuż przy Gran Vía!

Niedawno odkryliśmy miejsce, które nas zauroczyło. Taberna dNorte tuż przy centralnej ulicy Madrytu – Gran Vía. Jakość i niezwykle dobra cena, w restauracji, która tak naprawdę jest restauracją hotelu II Castillas  (ale wygląda na to, że właściciele chcą odciąć jeden biznes od drugiego, co dla mnie jest całkiem zrozumiałe – zwykle restauracje hotelowe nie są jakieś rewelacyjne).

Jeśli chodzi o tapas z karty, to polecam ensaladilla rusa – jak nasza sałatka warzywna na Wielkanoc, ale z tuńczykiem. Aż trudno uwierzyć, że coś co zawiera majonez może mieć taki delikatny, świeży smak! Jedna (duża!) porcja kosztuje 5,50 euro, ale spokojnie można się nią podzielić – gdy zamówimy ją w kilka osób, dostaniemy talerzyki i widelce dla każdego. Kolejna tapa, którą polecam zamówić to mejillon tigre – mule, nieco pikantne, cała muszelka wypełniona masą z omułka 😀 jajka, cebulki i jeszcze jakichś innych przysmaków, których nie rozróżniłam. Jedna sztuka kosztuje 1,70 euro.

Jeżeli mamy ochotę na kompletny obiad, to dNorte miło nas zaskakuje – za 12 euro w ciągu tygodnia i za 15 euro w weekendy i święta mamy świetne, dobrej jakości, smaczne i wyglądające na zdrowe, menu. W cenie tej otrzymujemy pierwsze i drugie danie, deser, chleb i napój (butelka wody, kieliszek wina, napój, itp).

Pierwsze danie możemy wybrać spośród czterech lub pięciu opcji. Menu się nieco zmienia, ale do wyboru jest zazwyczaj mniej lub bardziej skomplikowana sałatka, zupa krem z warzyw – moja ulubiona! Bardzo polecam! i jeszcze dwie inne potrawy, a na drugie danie są do wyboru pulpeciki mięsne (albóndigas), dwa rodzaje mięsa i – MÓJ ABSOLUTNY HIT – merluza (morszczuk), która w różne dni jest przygotowana na różne sposoby, ale zawsze mnie zachwyca – świeżutka ryba, mięciutka, pachnąca morzem! W końcu bar nazywa się dNorte – co oznacza „z północy”, dlatego morszczuk z Morza Kantabryjskiego jest wyśmienity.

Na deser polecam manzana asada – czyli zapiekane jabłko. Ponoć zapiekają ją z likierem pacharán, ale w smaku w ogóle tego nie czuć – jabłko jest słodziutkie, przypieczone, skarmelizowane.

Tak samo jak porcje np. cecina, czyli hmmm, surowej, suszonej szynki wołowej – ja uwielbiam! Sardynki anchoas czy pieczona czerwona papryka (ja za pieczoną papryką nie przepadam, ale jak ktoś lubi, to otrzyma cały talerz pieczonych papryk – nie jest pikantne! Ale ośmielam się stwierdzić, że to nie jest smak, który by podpasował polskiemu podniebieniu).

Nie polecam natomiast albóndigas – czyli pulpecików jako dania z karty. Może i są smaczne, ale porcja jest strasznie mała w porównaniu do ceny.

Miejsce jest bardzo miłe, łatwo do niego trafić, obsługa jest bardzo sprawna i sympatyczna. Jeśli macie taką możliwość, to polecam zarezerwować stolik – w godzinach obiadowych miejsce bardzo szybko się wypełnia. Jednak co zauważyliśmy – to nie turystami, a Hiszpanami, którzy pracują w okolicy, takie są przynajmniej nasze obserwacje.

Restauracja Opera Victoria przy METRZE OPERA – centrum miasta

Moją ulubioną restauracją, która z dziwnych powodów nie jest kosmicznie droga, jest Opera Victoria, przy metrze Opera w Madrycie. Jest niezmiernie elegancka, potrawy to pyszne jedzenie hiszpańskie, ale czasami bardziej unowocześnione (w pozytywnym znaczeniu tego słowa), obsługa jest na medal, a ceny… prawie że wydają mi się niskie.

Jeśli chcesz komuś zaimponować, zabrać go w piękne miejsce, gdzie poczujesz się świetnie obsłużony i bardzo dobrze zjesz, to zdecydowanie polecam to miejsce. Ja chciałam zaimponować mojej mamie, która lubi eleganckie miejsca, ale wiedziałam też, że obejdzie się bez wydawania milionów na jedzenie w restauracji. Moim zdaniem to jest miejsce idealne.

W ciągu dnia jest dostępne menu dnia, ale oczywiście można też zamawiać jedzenie z karty. Polecam zarezerwować stolik, w innym przypadku (szczególnie w weekendy itp) może się okazać konieczne poczekanie na stolik.

Tutaj możesz zobaczyć opis restauracji, zdjęcia eleganckiego wnętrza i kartę dań.

Opera Victoria Caños del Peral, 2

ZONA PONZANO – METRO ALONSO CANO

W tym wpisie polecę tylko dwa bary ze strefy Ponzano (biorącej nazwę od ulicy Ponzano), znajdującej się przy stacji metra Alonso Cano, bo tylko w dwóch byłam ostatnio, ale prawda jest taka, że gdziekolwiek byście nie poszli w obrębie tych kilku ulic, prawdopodobnie spotka Was miła i pyszna niespodzianka. Ostatnio jest to bardzo modne miejsce na tapas, kolację czy drinki.

BAR SYLKAR – pyszna tortilla…

Być może nie wszyscy wiedzą, że w Hiszpanii, korzystając z ułatwienia istnienia tapas, czyli małych przekąsek, można zjeść kolację jednego dnia w kilku barach. W pierwszym miejscu zamawiamy kawałek tortilli i małe piwo, w drugim mini sałatkę i napój niegazowany, w trzecim jakiś pincho (rodzaj tapasu czyli przekąski). Często zdarza się też tak, że w każdym z tych barów zawsze zamawiamy tę jedną, konkretną rzecz – specjalność danego miejsca. Skutkuje to faktem, że pisząc na bloga o moich ulubionych miejscach na jedzenie w centrum Madrytu, mogę zarekomendować na przykład taki oto fantastyczny bar Sylkar, znajdujący się we wspomnianej zonie Ponzano w Madrycie, ale jedyną rzeczą, której tam spróbowałam była właśnie tortilla…

Po jej zjedzeniu wstaliśmy od baru (nie było wolnych stolików i trzeba się na to przygotować – szybkie zjedzenie czegoś przy barze na stojąco, jeśli nie masz tyle szczęścia, aby złapać wysoki stołek jest takie hiszpańskie – i wyszliśmy do kolejnego miejsca, dając możliwość dopchania się do kontuaru innym klientom, głodnym wrażeń sławnej tortilli… No właśnie, co w niej jest takiego szczególnego?

Od razu muszę powiedzieć,że nie polecam nawet próbowania tej tortilli osobom, które nie mogą patrzeć na surowe jajko i obawiają się salmonelli 😉 (ŻART…) Tortilla de patatas, której sposób przyrządzenia jest opisany TUTAJ, w barze Sylkar jest szczególna. Masa z jajek i ziemniaków jest przekładana na patelnię praktycznie tylko na chwilę. Efekt? Masa ścina się tylko z zewnątrz, a w środku po przekrojeniu jest prawie płynna i rozpadająca się. Nie mam niestety własnego zdjęcia, ale pokażę Wam jedno dostępne ze strony TripAdvisor: TUTAJ. Trzeba przewinąć do zdjęcia prawie płynnego placka z widocznymi kawałkami ziemniaków i jajkiem.

Dla tych wrażliwych na salmonellę: w Hiszpanii nie ma salmonelli. Przynajmniej w barach. Przy tak dużej „produkcji” tortilli i przy takich wysokich temperaturach nie jest możliwe używanie jajek. W gastronomii jest obowiązek używania preparatu jajecznego, który nie ma ani salmonelli, ani się nie zepsuje, jest to coś w stylu pasteryzowanego jajka (nazywa się huevina). Więc nawet jeśli tortilla wygląda jakby była niedosmażona.. Nie ma obaw. Nic się nie stanie.

Cena 1 kawałka tortilli i napoju – około 4-5 euro.

CANDELI RESTAURANTE. Coś dla wymagających, ale i tak nie najdroższe

Weszliśmy tam, bo jakoś nam się spodobało.. Krótki rzut oka na TripAdvisor i do środka! Niestety nie mam zdjęć niczego, ale postaram się krótko opisać moje wrażenia. Byliśmy we 3 osoby, zamówiliśmy 4 lub 5 dań do podziału (bardzo hiszpańskie – nawet w całkiem eleganckich miejscach zamawia się kilka różnych rzeczy, a następnie dzieli się je pomiędzy współbiesiadników). W skrócie: jakość produktów jest bardzo wysoka, widać to. Przez ponad 3 lata kosztowania hiszpańskiej gastronomii nauczyłam się odróżniać świeżą, ale to bardzo świeżą rybę dobrej jakości od tej mniej świeżej, mrożonej lub po prostu średnio przyrządzonej. Zjedliśmy dorsza w tempurze – był przepyszny, w formie panierowanych kulek, ryba była taka świeża i rozpływała się w ustach. Zamówiliśmy także pieczoną ośmiornicę – świeża, rewelacyjnie przygotowana, miękka (co w przypadku ośmiornicy nie jest takie łatwe!), a jednocześnie chrupiąca. Najlepsza ośmiornica w moim życiu! Za 3 osoby z napojami zapłaciliśmy nieco ponad 60 euro. Uważam, że 20 euro za osobę za kolację takiej jakości to jest całkiem akuratna cena – jestem przekonana, że za takie przysmaki w Polsce trzeba by było zapłacić więcej. Aha, miły gest restauracji – przed posiłkiem poczęstowano nas zakąską w formie szklaneczki gazpacho z arbuza i tostami z pomidorem i oliwą – mi akurat gazpacho nie smakowało, bo nie lubię arbuza, ale moi współtowarzysze byli zachwycenia.

Jedzenie wegańskie i wegetariańskie w Madrycie

Jeśli nie jesz mięsa, ryb, a może i innych wyrobów pochodzenia zwierzęcego, to polecam Ci 3 restauracje, do których poszłam, zabrałam mojego męża (który uwielbia mięso), a on… zajadał się tam wszystkim, na dodatek nie mógł uwierzyć, że zamienniki mięsa tak pysznie smakują!

Pierwsze miejsce to La Encomienda, w klimatycznej dzielnicy Madrytu La Latina (5 minut spacerem od metra La Latina i chyba 5 od metra Puerta de Toledo), menu zmienia się tam co jakiś czas, więc nie warto, abym polecała jakieś konkretne danie, natomiast obsługa mówi tam świetnie po angielsku i mogę cię zapewnić, że będą znali wszystkie angielskie słówka wiążące się z jedzeniem wegetariańskim i wegańskim. Przynajmniej takie jest moje wrażenie. Adres: Calle Encomienda, 19, Madryt.

Drugie polecane przeze mnie miejsce to Punto Vegano – znajdujące się niedaleko Plaza de España (lokalizacja idealna do zrobienia sobie małej przerwy podczas zwiedzania). Mają zwykle menu dnia, ale także wiele „stałych” dań w ofercie. Jadłam tam już kilka razy i zawsze byłam bardzo zadowolona. Polecam zrobić rezerwację – za każdym razem gdy tam byłam, widziałam osoby, które wchodziły, pytały czy jest miejsce i niestety zostały odesłane z kwitkiem. Lokal jest bardzo mały. Adres: Calle Luisa Fernanda, 27, Madryt.

Jeśli będziesz w okolicach metra Canal, to zdecydowanie polecam bar i restaurację (są dwie sale) Ecocentro – jedzenie wegańskie i wegetariańskie w dobrych cenach, jest przepyszne! Bar to jest coś w stylu Bio Way (czy jak się nazywały te miejsca – bierzesz tackę, bierzesz jakiś eko napój, idziesz, nakładają ci eko obiad 😉 płacisz, idziesz do stolika i zjadasz i wychodzisz), a restauracja to miejsce, w którym lepiej zarezerwować stolik i przyjść na spokojnie, na obiad czy kolację, na które możesz przeznaczyć półtorej godziny (a mi się zdarzyły kolacje i dwugodzinne). Adres: Calle Esquilache, 2, 12, Madryt.

LOW COST – coś miłego za niewielkie pieniądze

100 MONTADITOS – szybkie i tanie. Sieć barów…

…obecna w prawie każdym większym mieście w Hiszpanii, szczycąca się 100 rodzajami kanapeczek (montaditos) do wyboru. Ja już nie byłam dość dawno, ale na początku mojego pobytu w Hiszpanii robiło się tak: w barze na każdym stoliku znajduje się notesik z miejscami do wypełnienia. Musimy wybrać numery kanapek, które chcemy zjeść (są to nieduże kanapeczki, coś w rodzaju mini bagietek lub kajzerek, a w menu są opisane wszystkie rodzaje kanapek i co zawierają, wraz z odpowiednim numerem kanapki), napoje, dodatkowe przekąski takie jak sałatka czy nachos. Ceny montaditos wahają się od 1 do bodajże 2 euro, dodatkowo lokal ma promocje w stylu: w środę i w niedzielę każdy produkt z karty kosztuje 1 euro itp. Uwaga: przy płaceniu za zamówienie musimy podać nasze imię, odczekać chwilę na jego realizację (przygotowanie naszych montaditos), a po kilku minutach obsługa zawoła nas przez mikrofon.. tak, oczywiście po imieniu – wtedy musimy odebrać tackę. Jeśli nazywasz się Katarzyna, przemyśl podanie swojego imienia jako Kate, bo inaczej ani obsługa nie wymówi Twojego imienia, ani Ty nie zrozumiesz, że Twoje zamówienie jest już gotowe. Najlepiej podać jakieś krótkie i łatwe imię czy jego odpowiednik po angielsku lub hiszpańsku, jeśli znasz, a następnie nadstawiać uszu.

Idealne na sobotnie piwo czy na szybki lunch podczas zwiedzania miasta, a na dodatek ceny są bardzo niskie. W zasadzie nic tańszego chyba w Madrycie nie znajdziemy 🙂 Fajne zdjęcia montaditos znajdziemy na przykład na polskim blogu: http://blagers.co/pl/poczestuj-sie-jedna-ze-100-montaditos/ – ja co prawda tym barem nie zachwycam się tak jak autorki wpisu (dla mnie to jest raczej jak fast food, może zdrowszy niż Mc Donalds, ale składający się w większości z pieczywa, którego staram się nie jeść), ale zdjęcia mają bardzo ładne, na dodatek cały wpis jest poświęcony właśnie tej sieci – zawiera wiele ciekawych informacji.

Jeśli więc na Waszej drodze napotkacie charakterystyczny napis 100 montaditos nad wejściem do baru, możecie wybrać to miejsce nie martwiąc się o to, jak taki posiłek zniesie Wasz portfel – nie będzie to bardzo duży wydatek. Trzeba przyznać, że kryzys w Hiszpanii zrobił swoje i tanie bary, właśnie takie jak montaditos, zyskały wielu zwolenników. Kiedy zasoby w portfelu się kurczą, to trzeba szukać tańszych miejsc – i właśnie 100 montaditos na tym zyskało więcej klientów.

 

Czego zatem nie polecam? Nie polecam wszechobecnych barów typu „All you can eat” za 9,90 czy 14,90 euro, których w centrum Madrytu jest pełno. Nigdy nie wiesz czy zjesz tam coś dobrego, a może tylko jakieś resztki z innych barów, które prowadzą właściciele, czy jedzenie będzie świeże. Poza tym zwykle w takich barach obowiązuje samoobsługa, wchodzi tam milion osób, nigdy nie wiesz, czy jedzenie nie było wcześniej dotykane przez inne osoby (no ale to może już moja fobia?). Ja uważam, że za jakość trzeba zapłacić, ale niekoniecznie przepłacać – dowodem na to może być świetna restauracja dNorte, którą opisuję powyżej.

 

Następnym razem obiecuję zrobić więcej zdjęć – w końcu człowiek je także oczami. Ale cieszę się też, że nie żyję tylko internetem i gdy wychodzę ze znajomymi zjeść coś na mieście, nie zawsze wkładam komórkę w talerz, „bo muszę zrobić zdjęcia na bloga” Wydaje mi się to zdrową równowagą.

 

Na koniec zamieszczam obiecaną mapkę Google, na której możesz zobaczyć wszystkie wypisane przeze mnie lokale. Jeśli Madryt jest na mapie oddalony – wystarczy go przybliżyć. Aby otworzyć mapę w nowym oknie, wystarczy kliknąć w znaczek prostokąta znajdujący się po prawej stronie mapki.

Czy byłeś już w 100 montaditos? A może masz za sobą hiszpańskie gastronomiczne doświadczenia? Pozytywne czy negatywne? Czy takie dania wydają się Ci apetyczne?

Uczysz się hiszpańskiego? A może chcesz zacząć się uczyć tego języka?

Mam coś dla Ciebie: bezpłatny mini kurs hiszpańskiego, na który możesz się zapisać w każdej chwili!

Wiem, że moi czytelnicy są na różnych poziomach języka, dlatego przygotowałam mini lekcje na wszystkich poziomach, od początkującego A1 do poziomu C2. Na pewno znajdziesz coś interesującego dla siebie!

bezpłatne lekcje hiszpańskiego online