Cześć! Ostatnio nie ma dnia, w którym się nie roztapiam, nie pocę lub nie narzekam na temperaturę. Jakaś wielka fala gorąca ogarnęła Hiszpanię, a ja jak zwykle, jak co roku, zastanawiam się: czy to jest zwykły klimat tego kraju, czy to już może nadchodzą te wielkie zmiany klimatyczne, którymi nas straszą?

W hiszpańskich wiadomościach spotkałam się nawet z pojęciem „estrés térmico„, czyli stres termiczny. Pojawia się gdy temperatura przez jakiś czas przekracza 30-35 stopni Celsjusza, a jego objawy to zmniejszenie wydolności fizycznej i psychicznej, zmęczenie, złe samopoczucie… W Hiszpanii wiele osób skarży się także na bezsenność – ja czasami też nie mogę zasnąć, kiedy jest tak gorąco, dlatego czasami włączamy po prostu klimatyzację w mieszkaniu, bo inaczej nie można by było zasnąć. Moje biedne ciało nie wie, dlaczego nagle znalazło się w takim klimacie, jak może sobie z tym poradzić i o co w ogóle chodzi. Nic dziwnego.

Dlatego wymyśliłam, że napiszę kilka punktów, które będą jednocześnie zaletami takich upałów. W końcu nie mam żadnego wpływu na temperaturę, więc jedyną możliwością, którą biorę pod uwagę jest albo zmiana miejsca zamieszkania na przykład na Wyspy Kanaryjskie (chwilowo nie jest to możliwe: madryckie zobowiązania jeszcze nas tutaj potrzymają przez chwilę) albo po prostu zaakceptowanie takiego stanu rzeczy i poszukanie jego plusów. Lepsze to niż codzienne narzekanie.

Pranie suszy się w trymiga.

Serio, już po godzinie lub dwóch mogę je z powrotem zdjąć z suszarki i schować do szafki. Niestety minus, który mi się tutaj pojawia jest następujący: prasowanie ubrań w takiej temperaturze jest straszną męką. Nie prasuję ubrań, które tego nie wymagają, ale raz na dwa tygodnie budzę się o godzinie 6 rano aby przejechać tym buzującym gorącą parą żelazkiem po kilku koszulach czy sukienkach, które tego wymagają. No ale ćśśś, miało być o plusach, już nie narzekam.

Niższe rachunki.

Biorę tylko chłodne prysznice, a jak wiadomo, to ciepła woda jest droższa. Na dodatek u mnie w mieszkaniu zimna woda w kranie nie jest taka zła – latem chyba wszystkie hiszpańskie rury się grzeją, więc nawet „zimna” woda jest letnia. Zaleta upałów jak nic!!

Wstaję wcześniej rano.

Gdy sobie myślę, że mogę sobie pobyć chwilkę w temperaturze 22 stopni o godzinie 7 czy 8 rano – to aż mi się chce wyskoczyć z łóżka i to wykorzystać. Już kilka godzin później temperatura dojdzie do 33 stopni, nie ma bata. Wcześniejsze wstawanie zawsze było moim celem – teraz zaczynam go wypełniać!

upały w Hiszpanii

Kiedy upały trwają dłużej, przestaję się pocić.

Po prostu moje ciało się przyzwyczaja. Nie odkryłabym tego, gdyby nie te piekielne temperatury! Nie wiem czy to jest coś dobrego z punktu widzenia biologicznego, w końcu pocenie się to naturalny proces, regulacja temperatury, itp, ale zapewniam, ze dwudziestego dnia upałów już jest mi wszystko jedno czy jest 34 czy 37 stopni, bo moje ciało już nie rozróżnia. Oby do jesieni 😉

Woda w basenie na naszym osiedlu szybciej się grzeje.

Nie jest podgrzewana – dlatego musimy polegać na słońcu! I już około godziny 15 można do niej wskakiwać bez obaw. No a jak wiadomo, basen jest jednym z najlepszych sposobów na ochłodzenie… Szczególnie jeśli mogę zejść na nasz przydomowy (ale ogrodzony!) trawniczek, aby się tam rozłożyć (ja zawsze w cieniu…), a następnie przekąpać. Basen otwarty od 11 do 20, więc zabawa przednia, nawet w ciągu tygodnia!

Poniżej zdjęcie sprzed kilku dni z mojego Insta (jeśli jeszcze mnie nie obserwujesz, to masz szansę nadrobić ten karygodny błąd teraz).

 

Odkryłam nowy napój.

No dobra, to Hiszpanie mi go pokazali. Ja jestem bardzo herbaciana – uwielbiam herbatę, zieloną, czarną, niebieską i każdą inną! W Hiszpanii nikt nie rozumie mojego podejścia: jak w taki upał chcesz pić gorącą herbatę? A normalnie, wiesz że na pustyni ci Berberowie czy jak oni się nazywają, też piją gorącą herbatę w upały? Nieee, nie gadaj… – nikt mi nie wierzy. Ale za to we wszystkich barach podrzucają mi pomysł żeby do gorącej herbaty wrzucić sobie kostki lodu. Gdy parzę herbatę, nalewam tylko 3/4 pojemności kubka, a potem dodaję kostki lodu (ile wlezie). No i proszę, można mieć dobrą, domową Ice Tea bez tony cukru i wypić ją ze smakiem (ale jak dla mnie to tylko opcja na lato – moje herbaciane serce nie będzie chciało tego stosować gdy temperatury spadną do 25 stopni). Piję tak wszystkie kolory herbat, a także czystek, rumianek, itp.

Chętniej chodzę na zakupy.

Nie wiem czy wiecie, ale jestem totalną antyfanką chodzenia do centrów handlowych, nie lubię tego. Jednak czasami trzeba, czasem człowiek musi uzupełnić zapasy, czy to ubrań, czy to kosmetyków. Tak samo nie lubię chodzić na zakupy spożywcze do supermarketów. Na szczęście mój mąż się tym zajmuje, jemu sprawia to przyjemność. Gdyby nie to, zamawiałabym zakupy do domu online, nie zważając na to, że hiszpańskie supermarkety zazwyczaj liczą sobie dodatkowe euro za dojazd, za przygotowanie zamówienia, itp (no kurde no, a w Polsce od jakiejś kwoty zamówienia jest dostawa gratis…. Nie potrafią w e-commerce ci Hiszpanie, nie potrafią!). Jednak podczas takich upałów jakoś przychylniejszym okiem patrzę na centra handlowe i hipermarkety… Po prostu od razu pędzę do sklepu, w którym wiem, że jest klimatyzacja albo do działu z mrożonkami i wtedy ogarnia mnie błogie poczucie chłodku, wyobrażam sobie spadające z nieba płatki śniegu…. i szybko wracam do mojej gorącej rzeczywistości. W Hiszpanii nie jest tak źle, myślę sobie, przywołując w wyobraźni kilkumiesięczną, polską zimę.

Nie wiem czy chodzenie na zakupy to jest zaleta upałów, ale na pewno korzysta z tego mój mąż, gdy kilka razy zwolnię go z tego obowiązku i sama kupię potrzebne do domu rzeczy.

Mniej jem.

Aha, to jeśli już jesteśmy przy zakupach, to warto dodać, że przy takich temperaturach je się o wiele mniej niż zwykle. Co też powoduje oszczędności, hihi. U mnie to chyba tak nie działa – to, czego nie wydam na jedzenie, zostaje wydane na lody, ale przynajmniej pochłaniam mniej „stałych” kalorii niż zwykle. Sądzę, że w Hiszpanii można by zorganizować kilka obozów odchudzających – człowiek w takiej temperaturze naprawdę ma ochotę tylko na owoce i warzywa, czyżby to była naturalna ochrona naszego ciała przed mięsem i rybami, które w takiej temperaturze szybciej się psują i mogą nam zaszkodzić?

Szybciej też „gotujemy” – zamiast stać przez godzinę przy garach i gotować zupę, kroimy warzywa i robimy szybką sałatkę. Piszę w liczbie mnogiej, bo to zazwyczaj mój mąż gotuje, ja tylko pomagam 😉

Nie mam wyrzutów sumienia że nie uprawiam sportu.

Od odchudzania prosta droga do sportu. Jeśli budzę się i usypiam, a temperatura w żadnym momencie dnia nie jest niższa niż 23 stopnie (okej, może w nocy, ale w nocy nie będę uprawiać sportów), to nie czuję się ani trochę źle z faktem, że ani na siłownię, ani Chodakowskiej nie przerobię, ani nie pójdę pobiegać.

Na dodatek gdy patrzę na tych sportowych zapaleńców, którzy o godzinie 15 przy prawie 40 stopniach biegają po mieście, słabo mi się robi. Więc takie upały skutecznie mnie przekonują, że jedna lekcja jogi dziennie wystarczy. Na spokojnie, w domu, bez pocenia się na ulicach, jak ci biegacze. Nie wiem czy bardziej ich podziwiam, czy bardziej mnie dziwią (w końcu to nie może być zdrowe, takie bieganie w wysokich temperaturach?).

 

Czy jeszcze przychodzą Ci do głowy jakieś plusy upałów? Spróbuj, wysil się, nie narzekamy na temperaturę, tylko wytężamy szare komórki, ja chcę usłyszeć jeszcze więcej zalet tych wysokich temperatur. Na pewno mi się przyda takie pocieszenie – póki co wygląda na to, że lato w pełni i nie ma zamiaru odpuścić.

 

Jeśli jeszcze mało Ci Hiszpanii, zapraszam na artykuł: Nie jedź na wakacje do Hiszpanii – 7 powodów.

 

Jeśli Ci się podobało, udostępnij u siebie! Dzięki!