//Jak (na)uczyć Hiszpana polskiego? Możliwości i opcje.
nauka polskiego dla Hiszpanów

Jak (na)uczyć Hiszpana polskiego? Możliwości i opcje.

Mój mąż bardzo lubi podróżować i zanim w ogóle zaczęliśmy być razem, był w Polsce już 3 razy. Gdy się poznaliśmy wiedział już, że jego ulubiona polska potrawa to gołąbki (wymawia: guompki), że nie przepada za bigosem, i że żurek w chlebie jedzą w sumie tylko turyści, ale bardzo mu się podoba taki pomysł. Oprócz hiszpańskiego rozmawia bez problemów po angielsku i po francusku, kiedyś zaczął uczyć się też rosyjskiego. Obecnie porzucił rosyjski na rzecz polskiego, którego uczy się z coraz większą chęcią, widząc, że mimo że w Polsce polityka i klimaty tak średnio nas interesują, to rynek pracy ma się całkiem nieźle, w porównaniu z Hiszpanią (mówię o większych miastach – tylko tam śledzimy ewentualne ogłoszenia). Nie wiem czy się kiedyś przeprowadzimy do Polski, póki co tego nie planujemy, ale w życiu nigdy nic nie wiadomo – tak jak w praktycznie jeden dzień podjęliśmy decyzję o przeprowadzce z Saragossy do Madrytu, możliwe jest, że przeniesiemy się jeszcze w jakieś inne miejsce i możliwe że decyzja zostanie podjęta równie szybko 🙂 Póki co nie zanosi się. Ale temat nauki języka polskiego jest u nas obecny i to od wielu lat.

Wpis nie jest zbiorem porad. Jest opisem naszych doświadczeń i tego co zadziałało, a co nie.

Jak nauczyć Hiszpana polskiego?

Sama udzielałam kiedyś lekcji polskiego, kilku znajomym Hiszpanom, którzy głównie przez pracę potrzebowali mieć kontakt z tym językiem i poznać jego podstawy albo słownictwo biznesowe. Teraz się już tym nie zajmuję, ale mam bardzo miłe wspomnienia. Muszę przyznać też, że sama się bardzo dużo nauczyłam o naszym języku.

Później chciałam uczyć polskiego mojego męża. Zaczęliśmy dość delikatnie – jedna lekcja w tygodniu. Mąż nie okazał się jednak zbyt pilnym uczniem, nie zaglądał do materiałów przez cały tydzień, a na 10 minut przed zaplanowaną lekcją gorączkowo przeglądał materiały z ostatniej lekcji. W ogóle nie chciał rozmawiać ze mną po polsku w domu, w sytuacjach codziennych. Ja się frustrowałam, tak naprawdę to on był moim najgorszym uczniem. Mówiłam mu więc, że jeśli on się nie uczy, to ja nie widzę sensu udzielania mu lekcji, których on nie traktuje poważnie, nie przygotowuje się itp. Sytuacja taka powtarzała się kilka razy: po jakimś czasie uznawaliśmy, że okej, spróbujemy wrócić do tematu i do lekcji, ale kończyło się tak samo. Uznałam to za stratę czasu.

Szkoła polska w Madrycie

Pewnego dnia dowiedziałam się od koleżanki, że w Madrycie i to całkiem niedaleko naszego miejsca zamieszkania znajduje się szkoła polska, działająca głównie w soboty i przeznaczona dla dzieci polskich imigrantów. Szkoła działa dość prężnie, a żeby szerzyć polską kulturę i język nie tylko wśród dzieci, oferuje także lekcje języka polskiego dla dorosłych, głównie tatusiów dwujęzycznych dzieci i mężów Polek, które tutaj mieszkają (oczywiście zapisać może się każdy, ale w praktyce to z nich składały się grupy). 3 godziny raz w tygodniu, mniej więcej co 2 tygodnie, za cenę niewiele ponad 200 euro (za cały rok szkolny).

Wiedziałam jakie mamy doświadczenia z polskim, ale zdecydowałam, że powiem o tym kursie mężowi, niech on zdecyduje, ja nie będę na niego w żaden sposób wpływać. O dziwo, Miguel uznał no dobra, co mi szkodzi spróbować. Po pierwsze zachęciła go cena – jest to dość niska opłata jak na cały rok szkolny. Po drugie – zawsze można się zapisać i zobaczyć jak wygląda taki kurs. I najwyżej można przestać chodzić.

W tym miejscu muszę przypomnieć, że w Hiszpanii nie istnieje coś takiego jak studia zaoczne. Dla Hiszpanów chodzenie w sobotę (jak wypadała ta szkoła polska) na jakiekolwiek zajęcia edukacyjne, to jakiś kosmos. No dobrze, nie chcę generalizować, ale dla mojego co najmniej. Musiał się do tego przygotować mentalnie. Wydaje mi się, że do dzisiaj mój mąż nie wierzy mi, że skończyłam studia zaoczne, on nie jest w stanie zrozumieć takiej koncepcji, jak to jest możliwe, że jakikolwiek człowiek chodzi z własnej woli do szkoły (jaka by nie była i czego by tam nie uczyli, nie mówiąc jeszcze o fakcie, że trzeba za to płacić!) w sobotę i – o matko – w niedzielę. Dlatego kurs w sobotę rano wydał mu się nieco brutalną sprawą, ale dla dobra sprawy uznał, że się zapisze. Po kilku pierwszych zajęciach uznał, że mu się całkiem podoba. Mnie też – nasze weekendy zaczęły być bardziej uporządkowane, wiedzieliśmy, że w sobotę od 10 Miguel ma swój kurs.

Problem? Tak, co najmniej dwa. Po pierwsze kurs ten był (był – bo już rok szkolny się skończył, nasz pierwszy rok prawdziwej przygody z polskim) prowadzony w dość luźny sposób. Mojemu mężowi to pasowało: mówił, że pracuje przez cały tydzień i idąc na kurs w sobotę woli raczej zrobić kilka ćwiczeń i poznać kilka nowych słówek, niż mieć bardzo intensywny kurs. Owszem, liznął tam też trochę gramatyki, ale drugi problem był taki, że jego niesystematyczność w nauce znowu dała o sobie znać, co oznacza, że nie uczył się polskiego w ciągu tygodnia, poza kursem.

Mówił, że lektorka była bardzo fajna, że atmosfera na zajęciach też była w porządku, ale moim zdaniem zabrakło tam elementu motywującego do nauki – sprawdzianów, egzaminów, wejściówek… Może to moje polskie podejście, że jeśli już chodzisz na jakiś kurs, wstajesz rano w sobotę, siedzisz 3 godziny w ławce, to warto by było to lepiej wykorzystać. Mój mąż się z tym absolutnie nie zgadzał – powtarzał swój argument, że po całym tygodniu pracy ma ochotę na naukę w spokojnym tempie i nie potrzebuje żadnych egzaminów.

Escuela Oficial de Idiomas – sposób na tanią naukę języka obcego

Innym rozwiązaniem jest nauka w najbliższej Escuela Oficial de Idiomas – czyli hiszpańskich szkołach językowych, które są bardzo tanie (cena jest podobna do tej szkoły polskiego powyżej, może pomiędzy 200 a 300 euro za cały rok szkolny), ale różnica jest taka, że należy się tam zapisać z dość dużym wyprzedzeniem. Nie wiem czy język polski jest dostępny w każdej takiej szkole, wyobrażam sobie, że nie – nie jest to język tak popularny jak niemiecki, angielski czy francuski – ale zarówno w Madrycie, jak i w Saragossie taka opcja była dostępna.

Na rok szkolny od września/października należy się zapisywać już w kwietniu (ewentualnie do czerwca, w zależności od wspólnoty autonomicznej), jeśli na jakiś język pozostaną jakieś wolne miejsca, to można wziąć udział w rekrutacji uzupełniającej. Warto śledzić na bieżąco stronę Escuela Oficial de Idiomas w naszym lub najbliższym mieście. Na stronach poszczególnych szkół jest opisane wszystko: wymogi, jak należy aplikować, ceny, a im bliżej rozpoczęcia kursu – planowe terminy zajęć.

Tak samo jak w sieci tych szkół Hiszpanie mogą uczyć się polskiego (jeśli jest dostępny), tak i osoby innych narodowości mogą uczyć się innych języków. Oczywiście należy wypełnić odpowiednie wymogi (przebywać legalnie w Hiszpanii, wypełnić odpowiednie dokumenty, różne takie), ale nie ma żadnych przeszkód, aby Polak mieszkający w Hiszpanii zapisał się na lekcje np. francuskiego czy angielskiego w EOI. W wielu z nich są organizowane kursy języka hiszpańskiego dla obcokrajowców – moim zdaniem to świetne i dość tanie rozwiązanie problemu nauki języka hiszpańskiego, gdy ktoś mieszka w Hiszpanii.

Nauka w EOI wiąże się z podjęciem zobowiązania – organizowane są tam egzaminy, sprawdzana jest obecność, jest to kurs bardziej restrykcyjny niż chociażby we wspomnianej przeze mnie szkole polskiej. Wszystko dlatego, że zajęcia mają bardzo przystępne ceny, (ponoć) dość dobry poziom, a liczba miejsc jest ograniczona. Jeśli ktoś się zapisuje, a później się nie uczy… Szkoda miejsca, bo na pewno byłoby wiele osób, które by wykorzystały tę okazję do nauki.

My nie chodziliśmy do EOI, z różnych powodów (zawsze zapominaliśmy zapisać się w odpowiednim terminie, nie pasowały nam godziny albo dojazd…).

Bardzo silny hiszpański akcent

Kolejną kwestią jest silny akcent jaki Hiszpanie mają mówiąc w innych językach. Hiszpański jest przepiękny, nie mówię że nie, ale zostawia bardzo widoczny ślad, jeśli jakikolwiek Hiszpan otwiera buzię i chce wypowiedzieć coś w innym języku. Od razu potrafię poznać, że osoba mówiąca np. po angielsku czy francusku (są to języki, które znam) jest z Hiszpanii.

Nie jest inaczej jeśli chodzi o język polski – mój mąż pomimo chodzenia na kurs polskiego przez rok, pewne (podstawowe) rzeczy nadal wymawia tak samo (niepoprawnie). Z jednej strony to rozumiem – przecież my, Polacy, też mówimy z akcentem w językach obcych i nie ma w tym nic złego, ale co mnie trochę frustruje, to fakt, że mój mąż wymawia niektóre słowa źle, ale nie dlatego, że nie jest w stanie ich wymówić, ale z lenistwa. Kiedy ja go poprawiam i proszę żeby powtórzył – robi to bezbłędnie. Wydaje mi się, że częściowo może to być własnie jego lenistwo, a z drugiej strony brak poprawiania przez lektora na kursie językowym. Moim zdaniem jest to dość ważna kwestia, bo jeśli ktoś nie nauczy się dobrze wymawiać podstawowych, „łatwych” słów, to jak ma później dobrze wymówić polskie łamańce językowe?

Troszeczkę każdego dnia

Teraz kurs polskiego się skończył, nadchodzą wakacje, zmieni się też trochę nasz rytm życia, bo niedługo zostaniemy rodzicami. Dopiero niedawno wpadliśmy na świetny pomysł (a przynajmniej nam się wydaje, że jest świetny, haha). Codziennie podczas obiadu rozmawiamy po polsku. Jako że mój mąż pracuje niedaleko domu, zwykle przyjeżdża na obiad i jemy go razem (jeśli ja jestem w domu). Na dodatek zazwyczaj go jeszcze sam gotuje! Gdy już coś upichci (czasem mu pomagam, a czasem nie, ja nie umiem ani nie lubię gotować), to zasiadamy do stołu i rozmawiamy po polsku. Nasze „rozmówki” są dość płytkie, ale bardzo często zdarza się, że mąż mnie zaskakuje jakimś nowym słowem albo tym, jak potrafi wytłumaczyć mi coś po polsku korzystając ze swojego ubogiego zasobu słów 🙂 Jest to naprawdę rozczulające. Ulubionym tematem Miguela jest jedzenie, jego przyrządzanie, gotowanie i nazwy różnych produktów spożywczych, ale opowiada mi też jak mu poszło w pracy (to już zupełnie niegramatycznie, nie zna żadnego czasu przeszłego) czy jaki ma plan na wieczór albo co mi proponuje.

Wydaje mi się, że taki sposób działałby lepiej, gdybyśmy korzystali z niego podczas jego kursu polskiego – omawiając te same rzeczy, które aktualnie przerabiali na kursie. Jednak jakoś tak w zaganianiu nie wpadliśmy na taki pomysł, nie przyszło nam to do głowy. A szkoda – zamiast uczyć się (czego i tak nie robił), mogliśmy sobie po prostu pogadać po polsku przez godzinkę dziennie, na pewno dałoby to lepsze efekty.

Polecam taki sposób, nawet jeśli zasób słów drugiej połówki nie jest jeszcze zbyt wielki. Przełamuje to pierwszy wstyd przed mówieniem w nowym języku, wymawianiem bardzo trudnych słów, moim zdaniem to niezły sposób. Oczywiście jeśli mąż potrzebowałby języka polskiego do pracy, to musiałby się go o wiele lepiej nauczyć, ale do użytku na poziomie domowym i rodzinnym – póki co się sprawdza. No i oczywiście nie mamy zamiaru skończyć na tym – pewnie Miguel pójdzie jeszcze na jakiś kurs polskiego. Nie wiemy czy na ten sam (tzn. jego kontynuację), wszystko się okaże.

Co jednak już wiem na pewno – nie ma sensu „zmuszać” nikogo do nauki języka obcego, jeśli widzimy, że ktoś nie jest za bardzo chętny, to możemy przypuszczać, że taka nauka nie potrwa zbyt długo albo że nie będzie miała zbyt dobrych efektów. Teraz już to wiem. 

Ważna jest pisownia…

Język polski jest bardzo trudny, chyba nie muszę do tego nikogo przekonywać. Ja sama czasem mam problem z odmianą jakichś rzeczowników przez przypadki. Ale jest trudny nie tylko pod względem gramatyki czy wymowy – także pod względem pisowni. W naszym systemie rozmawiania po polsku przy obiedzie brakuje elementu pisowni – Miguel mniej więcej zna zasady jak się czyta słowo pisane po polsku, ale żeby napisać coś na podstawie słyszanego tekstu – jest to dla niego o wiele większym problemem. Chciałabym wprowadzić także i tę umiejętność do naszej rutyny – póki co nie mam pomysłu, nie chcę żeby znowu zrezygnował z nauki, bo obecnie jest bardzo zmotywowany i zawsze cieszy się na te nasze obiadki z polskim. Może powinnam pokazać mu kilka książeczek dla dzieci, w których tekst nie jest jakiś trudny, albo korzystać z czytanek znajdujących się w podręcznikach do polskiego… Jednak nie jestem do końca przekonana jak to zrobić.

***

Jeszcze jedna uwaga. Kiedyś usłyszałam, że nie jest zbyt dobrze prowadzić samochód i rozmawiać w języku obcym (którego nie mamy świetnie opanowanego, jeśli używając go musimy nieco się wysilać intelektualnie), ponieważ za każdą z tych czynności jest odpowiedzialna inna półkula mózgowa, co powoduje, że wykonywanie jednej czynności może zakłócać drugą. I pół biedy jeśli ktoś prowadząc samochód będzie słabiej mówił w języku obcym, ale gorzej gdy jego reakcje na drodze będą opóźnione przez to, że będzie starał się ładnie wypowiedzieć w języku obcym, może to prowadzić do niebezpiecznych sytuacji! Dlatego ja nigdy nie próbuję rozmawiać z mężem w innym języku niż hiszpański podczas gdy on prowadzi samochód.

Ponoć słuchanie np. podkastów podczas prowadzenia auta jest bezpieczne – człowiek nie musi się wtedy aż tak wysilać umysłowo, a jeśli ma bardziej skomplikowaną sytuację na drodze, mózg automatycznie wyłącza funkcję „języka obcego” i po prostu wtedy tracimy chwilę z nagrania. Niestety nie podam żadnego źródła do tych informacji, bo nie pamiętam skąd o tym wiem. Jeśli ktoś zna jakieś badania na ten temat (albo wie jak działa mózg i że tutaj jakieś bujdy piszę), niech się podzieli 🙂 

***

Żeby mój wpis miał też poparcie specjalisty, poprosiłam o wypowiedź Paulinę, która uczy obcokrajowców (w tym oczywiście Hiszpanów) języka polskiego, żeby odniosła się do tego co napisałam i ewentualnie dodała coś od siebie, a także powiedziała, gdzie w internecie możemy ją znaleźć (albo nasze drugie hiszpańskie połówki, na przykład).

***

Paulina Lipiec – lektorka języka polskiego jako obcego

Polish Daily – jej fanpage na Facebooku

Strona internetowa Pauliny z materiałami do nauki polskiego

Grupa na Facebooku: Mówimy po polsku (zaproś do niej swojego partnera, który uczy się polskiego!)

Paulina Lipiec - nauka polskiego dla obcokrajowców
Paulina Lipiec – prowadzi lekcje polskiego dla obcokrajowców (Skype oczywiście wchodzi w grę!)

 

Bardzo podoba mi się pomysł Olgi z rozmowami przy stole. Nie tylko dlatego, że w towarzystwie żony uczeń się nie stresuje (co czasem może być też problemem, bo nie waha się okazać frustracji i rzucić zeszytem), ale sama kwestia konkretnej pory rozmów jest rewelacyjna. Wyrabianie sobie nawyków jest niezwykle ważne w nauce języka, a żeby nawyk powtarzania słów lub rozmowy się utrwalił, musi mieć „zapalnik” sytuację, która wywoła potrzebę nauki (ta sama pora, podczas picia kawy, zawsze przed pójściem spać).

Chciałabym również zwrócić uwagę Polek i Polaków na często mylne podejście „nauczy się jak będę po prostu do niego mówić”. Prawda jest taka, że nie każdy uczy się języka obcego z taką samą łatwością. Wielu potencjalnych uczniów szybko się zniechęca i partnerzy w tym nie pomagają, bo albo wymagają natychmiastowego zapamiętania często nielogicznych w dosłownym tłumaczeniu fraz albo okazują niecierpliwość i nie umieją odpowiedzieć na pytania. Bardzo ważne w pomocy partnerowi jest odszukiwanie razem z nim informacji o języku zamiast mówienia „tak mówimy i już”, uzbrojenie się w cierpliwość i odpowiadanie ciągle na te same pytania oraz trenowanie prostych rozmów i wyrażania się w łatwiejszy sposób, używając słów i gramatyki, którą nasz partner zdążył już poznać. Wiem, że to często niełatwe, ale w wypadku wątpliwości można poprosić o radę na przykład polonistów, nauczycieli czy lingwistów choćby na grupach typu Uczymy się polskiego na Facebooku.

Wielu Hiszpanów ma problem z polską wymową, ponieważ sam język hiszpański składa się z dość prostych dźwięków. Nauka polskich spółgłosek wymaga od nich wiele czasu i wysiłku. Niestety mają często również problem ze zrozumieniem naszego szeleszczącego, liściastego języka. Pomóc mogą w tym podkasty, które stają się coraz popularniejszą formą nauki „bez nauki”. Ja sama uczyłam się w ten sposób hiszpańskiego i było to nie tylko efektywne, ale również sprawiało mi to dużo przyjemności, bo słuchać historii i krótkich nagrań można praktycznie wszędzie – na siłowni, w drodze do pracy czy podczas sprzątania. Dzięki temu uczniowie osłuchują się z brzmieniem języka i motywują się, jeśli podkast jest przygotowany specjalnie dla ich poziomu, a lektor czyta wolno i wyraźnie (nie jak w radiu). Do nauki polskiego mogą być przydatne nagrania Pod101, Real Polish i oczywiście mój podkast Polski Daily for Beginners, w którym opowiadam napisane przez siebie historyjki dla początkujących.

podcasty po polsku
Podcastów można słuchać w wielu miejscach, nauka jest dzięki temu przyjemniejsza.

***

No i co sądzisz o takich metodach? Oczywiście bardzo chętnie dowiem się, jakie masz doświadczenia w tym temacie, czy pomagałeś kiedyś komuś w nauce polskiego? Może podzielisz się jakimiś sposobami?

 

Uczysz się hiszpańskiego? A może chcesz zacząć się uczyć tego języka?

Mam coś dla Ciebie: bezpłatny mini kurs hiszpańskiego, na który możesz się zapisać w każdej chwili!

Wiem, że moi czytelnicy są na różnych poziomach języka, dlatego przygotowałam mini lekcje na wszystkich poziomach, od początkującego A1 do poziomu C2. Na pewno znajdziesz coś interesującego dla siebie!

bezpłatne lekcje hiszpańskiego online