Trawa jest bardziej zielona u sąsiada.

Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma.

Itp.

Mam zamiar przybliżyć Wam dzisiaj kilka hiszpańskich absurdów, abyście nie myśleli sobie, że życie w Hiszpanii to usłane różami, fiesta i siesta. Pozwalam sobie stosować takie nazewnictwo, bo mimo (pierwotnie dla mnie) negatywnego zabarwienia, Słownik Języka Polskiego tłumaczy, że absurd to coś, co jest pozbawione sensu, niedorzeczność, nonsens. Do każdego z punktu poniżej proszę dopasować sobie dowolne z tych trzech stwierdzeń. Mnie kosztowało trochę czasu zanim się do nich przyzwyczaiłam.

Oczywiście piszę to trochę z przymrużeniem oka, nie mam zamiaru deprecjonować żadnego hiszpańskiego zwyczaju, w końcu tu mieszkam, ale zdziwić się czy oburzyć prawo mam, więc się dziwię/oburzam, co następuje:

JEDEN. O której się spotykamy? Hiszpańskie godziny.

„Rano” dla nich oznacza „od kiedy wstaniesz do obiadu”. „Buenos días” wchodząc do sklepu mówi się ok. do godziny 13-14. Skąd wiesz do kiedy dokładnie? Po prostu: jeśli zjadłeś już obiad, to mówisz „buenas tardes”. Bardzo subiektywne. Teraz już wiem, ale kiedyś jak rozmawiałam z Miguelem to myślałam, że oszaleję. Mówił mi: Dzisiaj rano wypiłem trzy kawy. Już go sobie wyobrażałam pochłaniającego te trzy kawy pomiędzy godziną 9 a 10. Ale nie, on je wypił od 9 do 14. (I tak dużo, zwykle tyle nie pije.) Dalej z godzinami: umawiając się z koleżanką nie umawiam się na godzinę, ale na „po obiedzie”. Skąd wiem o której? Obiad je się pomiędzy 13.30 a 16. Więc „po obiedzie” znaczy, że nie spotkamy się wcześniej niż o 16.30. Oczywiście około 16 konkretyzujemy godzinę!

godziny posiłków w Hiszpanii

DWA. DROBNE ŻYCIOWE WĄTPLIWOŚCI: Poczta.

Na poczcie wysyłając list dostajesz informację, że nie jest rejestrowany (czyli polecony), ale za to dostajesz numer do „śledzenia przesyłki”. Ciekawa jestem jak wygląda ekran śledzenia przesyłki w momencie gdy list się gubi. „List wyszedł z Zaragozy 15 maja, trafił do Madrytu do centrali lotniczo-pocztowej 16 maja, a potem ślad zaginął”?

TRZY. ŚMIERĆ W DRODZE PO BUŁKI.

W Hiszpanii przechodzenie przez pieszych na czerwonym świetle nie jest karane mandatem, można to zrobić nawet na oczach stojącej nieopodal policji i nic się nie stanie. Absurd? Gdzie tam, pewnie mi jeszcze powiecie, że to praktyczne. Ale… trzeba to zobaczyć. Ludzie na przejściach mają takie zacięcie, aby przejść na czerwonym świetle, że patrzą w obie strony czy nie jadą samochody, rozglądają się nerwowo, kiedy by tu przebiec (swoją drogą… nawet babuleńki i dziaduleńkowie z laskami przebiegają!), że nie zauważają, że światło dla pieszych już jest zielone i nadal się rozglądają. Ja nie narażam się na taki stres, a potem jeszcze na bieg, zamiast robić to co oni, czekam spokojnie, nawet gdy na horyzoncie nie ma żadnych samochodów. Na coś trzeba umrzeć, tak, ale mnie raczej nie przydarzy się śmierć na czerwonym świetle.

CZTERY. KALI MÓWIĆ PO ANGIELSKU.

Często zdarza się, że Hiszpanie piszą w cv: „Język angielski – zaawansowany (poziom B1)” (Przyp. red. Poziom B1 jest poziomem średniozaawansowanym niższym, w żadnym wypadku zaawansowanym!) Prześmieszne. Aż płakać się chce.

Czy jesteś zainteresowany kursem hiszpańskiego online przygotowanym przez OlgaNina.com?

Możesz zapisać się TU. Kurs startuje 17 czerwca 2016 roku.

 

PIĘĆ. Kawa na śniadanie, smażone na kolację. Pietruszka jest niejadalna.

Dieta śródziemnomorska jak dla mnie jest mitem! To co czytacie w „Claudii” na temat jedzenia i dlaczego Hiszpanie są tacy zdrowi i szczupli to nieprawda. Dieta śródziemnomorska to koncepcja, idea, nazwa. jak inaczej wytłumaczyć fakt, że Hiszpanie na śniadanie jedzą croissanty lub inne sztuczne i pełne „E” słodkie wypieki? Albo jeszcze lepiej: nic nie jedzą! Często słyszę tu i tam, że ktoś mówi: dzisiaj na śniadanie miałem (bo jak inaczej? „Jadłem”?) kawę (często w barze i w biegu). Jeśli chodzi o mnie, to jest nóż w żołądek. Podczas mojego w sumie trzyletniego pobytu w Hiszpanii zjadłam więcej smażonych potraw niż przez całe moje poprzednie, „polskie” życie! Jeśli chodzi o warzywa itp, ok, jedzą sporo, ale gdy na talerzu mają natkę pietruszki, to ją odsuwają na bok, nie jedzą, bo to „dekoracja”. Gdy idziemy do restauracji z rodzicami Miguela, to zgarniam listki pietruszki z każdego talerza. Pomijam już godziny:wielka kolacja o 22 to jest samobój odchudzaniowy.

kawa na śniadanie w Hiszpanii

SZEŚĆ. And the winner is… MAJONEZ!

W Hiszpanii bitwę majonez vs ketchup zdecydowanie wygrywa majonez!!! Jest uważany za „szlachetniejszy” i je się nawet krewetki z majonezem (ja tego nie zrozumiem nigdy), podczas gdy ketchup kojarzony jest prawie tylko z McDonaldsem. Natomiast ja za majonezem nie przepadam i jem go raczej okazjonalnie, ale ketchup owszem, lubię, ale pewnie tylko dlatego, że naczytałam się, że jest całkiem zdrowy (oczywiście mówię o dobrym ketchupie, nie najtańszym, pełnym konserwantów).

SIEDEM. Bank dla klienta czy klient dla banku?

Banki w Hiszpanii. Mogłabym napisać cały poemat. Otwarte są od godziny 9 do 13. Ewentualnie do 13.30. Chcesz coś załatwić w banku? Musisz iść i zrobić to osobiście? No tu już pytaj szefa, czy możesz przyjść do pracy później (haha, jeśli oczywiście tę pracę masz). Nie muszę chyba tłumaczyć, że nie będziesz jedyną osobą, która o 9 zjawi się pod drzwiami banku, bo chce coś załatwić z samego rana, kolejki proszę ja ciebie, kolejki w banku! Najlepsze jest to, że dla Hiszpanów to jest coś całkowicie normalnego. Bo przecież banki tak pracują. Przez całe życie to widzieli. Miguel na początku w ogóle nie rozumiał moich oburzeń na ten temat. I gdy mu powiedziałam, jakie są godziny otwarcia banku dla klientów w Polsce, zrozumiał. Chociaż było mu tak samo ciężko uwierzyć jak mi. Dodam jeszcze, że w Hiszpanii praca w banku (na stanowisku obsługi klienta do godziny 13, a potem praca papierkowa) cieszy się wysokim prestiżem, wiadomo, że osoby pracujące w banku nie zarabiają źle, w przeciwieństwie do pracowników biurowych, którzy są określani „administrativos”, co niby nie ma negatywnego wydźwięku, ale już samo w sobie oznacza, że przez cały dzień przekładasz papierki (trochę jest takie podejście, że to nie jest ważna praca, na co ja się bardzo oburzam wewnętrznie, bo według ich podejścia moje wszystkie stanowiska w Polsce były „administrativos”) i zarabiasz jakieś 900 euro (co jest niską pensją, chociaż wszystko się relatywizuje w czasach kryzysu i obecnie wiele osób cieszy się, że ma nawet takie nieduże dochody, oczywiście nie chcę porównywać kosztów życia w Madrycie i w miasteczku 30.000 mieszkańców, wiadomo).

OSIEM. Wali się i pali, ale obiad o 14 trzeba zjeść.

Czy to w szkole, czy to w banku, czy to w domu na bezrobociu czy łupiąc w kopalni, pomiędzy godzinami 13.30 i 16 praktycznie każdy Hiszpan zje swój obiad. Jest to tak silne przyzwyczajenie, te godziny obiadowe, że dla znajomych Hiszpanów okazywało się czymś trudnym do zrozumienia, gdy ja im mówiłam, że zjadłam obiad o godzinie 13 lub (w drugą stronę) o 17. Oczy jak 5 złotych (przepraszam, jak 2 euro), pytanie: ojej, a co, musiałaś cośtam zrobić, że dopiero o 17 mogłaś zjeść? W domyśle: biedaczka, pewnie miała ważną sprawę, jak to w ogóle możliwe przełożyć obiad na taką późną godzinę? A ja przez długi czas tego nie rozumiałam. W końcu… się przyzwyczaiłam. Nie można żyć na przekór wszystkim i wszystkiemu.

DZIEWIĘĆ. A na deser.. owoce i jogurt/ryż na mleku.

Jeśli już mowa o obiedzie, to wspomnę też o deserze. Jak w temacie, owoce i jogurt to bardzo częsta oferta deserowa w hiszpańskich domach i restauracjach. Ja nie lubię owoców na deser, nie wydaje mi się to ani zdrowe ani apetyczne (owoce jem na śniadanie lub na drugie śniadanie, co też spotyka się z kompletnym niezrozumieniem ze strony Hiszpanów), poza tym słyszałam, że niektóre owoce w żołądku się fermentują, więc lepiej jeść je na pusty żołądek. Tak samo z jogurtem czy innymi deserami typu ryż na mleku – przetwory mleczne to zupełnie nie jest to coś, na co miałabym ochotę po zjedzeniu kotleta czy ryby.

DZIESIĘĆ. Telewizję oglądamy od 22.30.

Tak zwany prime-time, czyli najciekawsza oferta telewizyjna zaczyna się od 22.30 i kończy się po północy. Wcześniej nie ma po co włączać telewizora. (Wyrażę w tym miejscu moją opinię, że w ogóle nie ma po co go włączać, ale jeśli ktoś jest zainteresowany, to niech czyta) W zależności od upodobań i kanału, ale najlepsze programy, filmy i seriale rozpoczynają się tak późno. Dlaczego? Ponieważ czas kolacji w Hiszpanii to godziny 21-23. Dopiero po zjedzeniu kolacji ludzie zasiadają w hiszpańskich fotelach (a kto wie, pewnie i tak większość z nich jest kupiona w IKEI, czyli wyprodukowana w Polsce), biorą piloty i włączają pudło. Ależ mam nostalgię za polską telewizją i filmami na TVN o 21, po których człowiek może iść spać jeszcze przed północą.

JEDENAŚCIE. Kaska ściąga się z konta sama. 

Chcesz mieć kablówkę? Telefon komórkowy na abonament? Kupić samochód na raty? Masz mieszkanie i płacisz za wodę, prąd czy gaz? Uprzejmie informuję, że w tym celu musisz mieć konto bankowe i zgodzić się na polecenie zapłaty, czyli na fakt, iż ustalonego dnia co miesiąc bank będzie ściągał pieniążki (określoną z góry kwotę lub tyle, ile wygadasz przez komórkę albo ile wody zużyjesz i ile wyliczy Ci urząd miasta). Polecenie zapłaty jest tak powszechnie stosowaną metodą płatności, że nawet odważyłabym się powiedzieć, że jedyną! Na dodatek uważam za skandaliczny fakt, iż praktycznie nie jest możliwe posiadanie telefonu komórkowego na abonament jeśli nie zgodzisz się na taki proceder. Tęsknię za czasami, gdy siadałam z rachunkami przed komputerem i ją płaciłam ja sama. Gdy opowiadam o tym Hiszpanom, mówią: aaach, jakie to męczące, siadać przed komputerem i płacić rachunki. No ale przynajmniej rozumiem już co robią ci pracownicy banków po południu, gdy nie obsługują klientów w okienku.

DWANAŚCIE. Więzienie za wakacje w czasie wyborów.

Po szczegóły zapraszam TU.

Podczas mojego pobytu w Hiszpanii zdziwiło mnie wiele rzeczy, kilka też oburzyło (jak te całe banki! No nie mogę!), na pewno to nie jest całkowita lista moich hiszpańskich problemów. Na pocieszenie i żeby nie wyglądało, że jestem zgorzkniała (nie nie, wcale nie jestem, dzisiaj miałam bardzo dobre śniadanie – kawę, w poniedziałek muszę zwolnić się z pracy rano bo muszę iść do banku, ale przynajmniej nie muszę płacić rachunków, bo same się zapłacą, niezależnie od tego, czy wystawią mi poprawnie fakturę, a może się pomylą o trzy zera i wpiszą na listę dłużników, poza tym wczoraj po obiedzie spotkałam się z koleżanką żeby rozmawiać z nią po angielsku na zaawansowanym poziomie B1 i niestety zobaczyłam jak samochód przejechał staruszka przebiegającego na czerwonym świetle, bo mu wypadła laska z ręki, a wieczorem obejrzałam fajny film w tv, który skończył się o 1 w nocy, czy zrozumie mnie ktoś, kto nie mieszka za granicą? Nie wierzę, na pewno myślicie, że przesadzam, ale za to mam 320 słonecznych dni w roku, w tym 100 upalnych), no więc żeby nie wyglądało na to, że jestem zgorzkniała, napiszę także coś na temat fajnych rzeczy w Hiszpanii, bo takowe również tutaj znajduję. Buziaki.