Co robią Hiszpanie w sobotę lub w niedzielę po śniadaniu a przed obiadem? Idą na spacer? Idą na siłownię? Uczą się języków? No może niektórzy tak. Ale większość tych, których znam idzie na vermú.

Co to jest vermú?

Tak, to jest to, z czym pewnie większość z Was kojarzy tę nazwę: słodkie ziołowe wino (najbardziej znane w Polsce to chyba Martini i Cinzano). Nie jestem specem od alkoholi więc nie wdaję się w większe rozprawki, natomiast już spieszę z wyjaśnieniem na czym polega zjawisko hiszpańskiego vermú. Wcale nie trzeba iść i się upijać o 12 w dzień, nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby spotkać się ze znajomymi (czy już kiedyś wspominałam, że jedzenie w Hiszpanii ma charakter „socjalizacyjny”, nieważne czy jesz zapiekane kanapki w zaniedbanym barze czy wykwintne specjały w świetnej restauracji), przy czymś do jedzenia – najczęściej są to tapas – na pewno o nich jeszcze nie wspominałam, ale ogólnie to są niedrogie, niewielkie przekąski, czasami jest to kromka bagietki polana oliwą z oliwek i z rzuconym od niechcenia plasterkiem suszonej szynki serrano lub twardego sera żółtego (tzw. curado), a czasami bardzo wymyślne i skomplikowane konstrukcje z nieziemską kombinacją smaków, dla każdego coś dobrego. Do takiej przekąski, czy to bardziej tradycyjnej czy też może z rodzaju „nowej kuchni”, trzeba się czegoś napić. Może to być szklaneczka piwa – tak, szklaneczka! W Hiszpanii tradycyjne piwne cañas są wielkości małej szklaneczki od Nutelli, kosztują średnio 1-1,50 euro, a używa się ich, bo latem jest bardzo gorąco i każda większa ilość napoju bardzo szybko się ogrzewa. Zamiast więc wypić półlitrowy kufel piwa, pije się tutaj trzy cañas, a piwo zawsze pozostaje chłodne. Powoduje to oczywiście śmieszne sytuacje, bo gdy rozmawiam z kimś z Polski i mówię mu, że wypiłam wieczorem trzy piwa, to ta osoba wyobraża sobie szaloną imprezę, podczas gdy ja ledwo co wypiłam równowartość jednego polskiego piwa 😉 Często pije się również caña con limón, dosłownie piwo z cytryną, ale oznacza to piwo z gazowanym napojem cytrynowym rodzaju Fanta. Jest to naprawdę bardzo smaczne, ja zawsze piłam mniej więcej pół na pół, rozcieńcza piwo i nadaje mu świeży smak. Sprawa nie jest już jednak aktualna, gdyż przestałam pić piwo. No dobrze, odeszłam od tematu. Napojem może być piwo, cola, sok, cokolwiek, nie musi to być żaden prawdziwy alkoholowy wermut, chociaż często widzę także i osoby pijące wermut.

Podsumowanie wykładu w formie wzoru matematycznego, który właśnie wymyśliłam:

Sobota lub niedziela po śniadaniu i przed obiadem (Tapas + napój + spotkanie towarzyskie) = Vermú

 

Przechodząc do konkretów, chciałabym opisać nasz ostatni wermut (przejdę na pisownię polską, jako że już wszystkim wyjaśniłam o co chodzi), który wydarzył się w Huesce, czyli mieście rodzinnym Miguela, w którym ogólny poziom życia i zadowolenia z poziomu życia jest bardzo wysoki, a w dużej mierze jest to zasługą wszechobecnych restauracji, ale! Nie byle jakich restauracji, a świetnych. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że w 52-tysięcznym mieście znajdują się aż trzy restauracje wyróżnione gwiazdką Michelin? Dla przypomnienia, w Warszawie znajduje się jedyna w całej Polsce restauracja Atelier Amaro posiadająca gwiazdkę, czyli prestiżowe wyróżnienie przewodnika turystycznego Michelin. Huesca znajduje się 70 km od Zaragozy w stronę Pirenejów, tak, mój mężczyzna to prawdziwy człowiek gór!

Hueskowe restauracje z gwiazdką to:

Tatau Bistro

Las Torres

Taberna Lillas Pastia

Jeśli ja lubię jeść, to w porównaniu ze mną Miguel uwielbia jeść. Postanowiliśmy wybrać się na sobotni wermut do restauracji Tatau Bistro. Jest to niewielki lokal ze stolikami w dalszej sali, jako że stoliki rzecz jasna zarezerwowane są na obiad, wermut, jako gorszej jakości klienci, możemy spożyć na stojąco przy barze lub przy wysokich stołach i na wysokich krzesłach. Nam udało się nawet usiąść (zatłoczone są te hiszpańskie bary, ale weszliśmy akurat gdy ktoś się zwijał ;)), więc mogliśmy spożyć nasze przekąski 🙂 Oczywiście przed obiadem, który szykowała nam w domu mama Miguela nie mogliśmy się zbytnio najeść, zresztą to nie jest idea wermutu, chodzi o to, żeby wyjść, być wśród ludzi, socjalizować się (czyli to, za czym ja nie przepadam, ja zdecydowanie wolę jeść). W sobotę byliśmy tylko my dwoje, Miguel i ja. Zamieszczam zdjęcie baru z Facebooka restauracji (link, podobnie jak zdjęcie wyróżniające post na samej górze), byliśmy tam dwa razy i nigdy nie było tak pusto, aby dojść do kontuaru trzeba było się wręcz delikatnie wpychać 😉

bar tatau bistro, huesca, la barra, restauracja z gwiazdką Michelin

 

Zamówiliśmy po kieliszku czerwonego wina Monegros Garnacha (cena 2, 50 euro za kieliszek, a to i tak sporo, bo było też wino za 1,50 euro i to wcale nie gorsze, ale Miguel chciał spróbować Monegros, wino w Hiszpanii jest dobre i tanie) oraz patatas bravas. Oczywiście znów okazuje się, że czegoś nie wyjaśniłam. Patatas bravas są to pokrojone w kawałeczki smażone w głębokim oleju ziemniaki, polane majonezowym sosem i pikantną przyprawą. Jest to jedna z najbardziej typowych hiszpańskich raciones, czyli „porcji” – które są trochę większe od tapas. Nasze były podane w przezroczystej miseczce, a sos znajdował się zarówno na dole miseczki, jak i były nim polane ziemniaki – mimo że pomysł jest dość prosty, to zazwyczaj w hiszpańskich barach patatas bravas polane są sosem jedynie z góry, a pod koniec trzeba jeść same ziemniaki. Cóż powiecie? Smażone ziemniaki z majonezem, co to za filozofia? No właśnie, a w Hiszpanii są serwowane nawet w restauracji z gwiazdką Michelin! (Ja sama na początku się dziwiłam, no ale cóż… Mogę powiedzieć tylko tyle, że smaczne). Zdjęcie robił Miguel, następnym razem go poinformuję, że idzie na bloga, może zrobi jakieś lepsze ujęcie. Cena: 2,50 euro za porcję. Zjedliśmy na pół, zazwyczaj ziemniaczki się współdzieli, jedząc z jednego talerza 🙂 Aha, jeszcze jedna informacja: w Hiszpanii ziemniaki je się z chlebem 🙂

bar restauracja tatau bistro huesca patatas

 

Naszym kolejnym daniem było domowe foie micuit. Jest to kacza wątróbka i nie wytłumaczę dokładnie jak jest przygotowana, ale jest pół-ugotowana z solą i pieprzem, można porównać ją do pasztetu. Jest to jednak bardziej kremowe, nie zawiera kawałeczków mięsa ani niczego, dostaliśmy ją na talerzu udekorowanym konfiturą z pigwy i pokropionym słodkiem sosem Pedro Ximénez przygotowanym z wina o tej samej nazwie. Foie micuit (posypane solą w płatkach) należy rozsmarować na cieniutkich sucharkach, które przyniesiono nam w komplecie 🙂 Ja zjadłam tylko 2 tosty, ze względu na fakt iż nie jem glutenu (ograniczam), za to solidnie posmarowane foie 🙂 Cena: 5,90 euro.

bar tatau bistro huesca foie micuit

Gdy chciałam iść do toalety, pan kelner zaoferował się, że mnie odprowadzi do drzwi i dokładnie wskazał gdzie powinnam iść. Taki luks proszę państwa.

I taki był nasz wermut 🙂 Co o nim sądzicie? Moje wnioski są następujące:

  1. W Hiszpanii wychodzenie do barów i restauracji jest o wiele tańsze, przez co o wiele bardziej popularne, praktycznie każdy może sobie pozwolić na wyjście np. raz w tygodniu.
  2. Wyobrażacie sobie pójść do restauracji z gwiazdką Michelin w Warszawie i zjeść dwie przekąski, zapłacić w sumie 45 złotych i wyjść? Ja nie byłam w Atelier Amaro, ale uważam, że jest to niemożliwe, albo zamawia się obiad za co najmniej 250 złotych za osobę albo nic 😉
  3. Kiedy przyjeżdżam do Warszawy i widzę w menu w barach kieliszek średniej jakości wina za 12 złotych lub więcej, to aż coś mi się skręca w środku 😉 Tutaj można się napić normalnego wina (nie niedobrego) za 1,50 euro, a dobrego za 2,50 euro.

Żeby nie było, że tacy jesteśmy eleganccy i ą i ę, to dodam, że przy wyjściu zapomniałam zabrać moją dżinsową kurtkę z restauracji. Musieliśmy po nią wrócić (na szczęście Huesca jest mała, przejście z jednego końca miasta na drugi nie zajmuje nawet pół godziny spacerkiem, a to nie była taka odległość). Przemili panowie kelnerzy już mnie zapamiętali i wręczyli mi moją dżinsówkę 😉

Podsumowanie i co mówi moje podniebienie?

Bardzo chętnie wrócę na więcej! Tym bardziej, że ceny nie powalają z nóg, a jedzenie jest naprawdę świetne, ślinka nam ciekła gdy patrzyliśmy na inne serwowane potrawy, zdecydowanie mamy ochotę na powrót do tego miejsca!