O co chodzi?

Chciałabym Wam polecić, zarekomendować i zachęcić do przejrzenia następujących kursów językowych:

Bezpłatny kurs Języka hiszpańskiego dla początkujących – edX

Bezpłatny kurs Języka chińskiego dla początkujących – Coursera

 

Są one internetowe, nie zobowiązują nikogo do niczego (czyli jeśli ktoś się zapisze, a kurs potem oleje z braku czasu, nagłej demotywacji, zmiany planów, itp., to absolutnie nic się nie stanie i nie będzie trzeba iść do kąta, płacić kary za odstąpienie, na dodatek można zapisać się pod fikcyjnym nazwiskiem więc wstydu publicznego też nie będzie).

Czy za kurs otrzymuje się certyfikat? Nie wiem, ale kto tam dba o certyfikaty (HAHA to taki żart, zrozumie tylko ten, kto czyta mojego bloga o języku francuskim, na którym w co drugim wpisie od prawie roku trąbię wszystkim o tym, żeby zdawali certyfikaty 🙂 ).

Czy kurs ma jakieś ramy czasowe? To jest właśnie fajne! Kurs z chińskiego już jest otwarty, a kurs hiszpańskiego rozpoczyna się 15  września i trwa 16 tygodni. Ale obydwa kursy są tzw. self-paced, co oznacza, że tempo nauki określamy sobie sami. Trochę motywacji w formie daty końcowej nie zaszkodzi.

A co mnie tak interesuje, żeby ludzie uczyli się języków i dlaczego o tym piszę na blogu?

No właśnie, że mnie interesuje, lubię języki obce. Nie, mało powiedziane, jest to moja pasja, pracuję z językami, w wolnych chwilach czytam francuską Bescherelle (książeczka z odmianami chyba wszystkich istniejących czasowników) lub hiszpański słownik wyrazów bliskoznacznych (i mam wielką radochę, gdy mój chłopak nie zna jakiegoś słowa, a ja tak). I, jak każdy pasjonat, cieszę się gdy coraz więcej ludzi podziela moją pasję.

Czy sama zrobiłam jakiś kurs na stronie edX lub Coursera?

Tak, owszem. Zrobiłam i to wiele. Nie wszystkie co prawda dokończyłam… dlatego możecie być pewni, że za zapisanie się na kurs i jego niedokończenie, nie ma żadnych konsekwencji (oprócz poczucia porażki, niskiego morale, depresji sezonowej, popłakiwań w kącie.. ale jeśli sądzicie, że Wam to nie grozi, to tym bardziej zachęcam!).

No dobrze, wszystko brzmi wspaniale, mogę uczyć się języków bez wstawania z łóżka, a czy jest jakiś feler?

Hm. Feler jest.

KURSY SĄ PO ANGIELSKU.

Jeśli po tym zdaniu nie poczułeś kropelek zimnego potu na czole, oznacza to, że Twoja podświadomość akceptuje takie wyzwanie i jeśli sobie pomyślisz „eee, zrobiłbym kurs, gdyby był po polsku..” to po prostu zmarnujesz świetną okazję na bezpłatną naukę hiszpańskiego lub bezpłatną naukę chińskiego od podstaw. Moim zdaniem jeśli kursy dotyczą podstawowych zagadnień językowych, to na pewno angielski nie będzie na poziomie królowej Anglii. Raczej odwrotnie, twórcy wiedzą, że mają studentów z całego świata i że nie każdy musi mieć Proficiency. Możesz więc powrócić do marzeń o połączeniu tych dwóch czynności: nauki i leżenia w łóżku!

nauka języków obcych w domu

Ale ja nie chcę uczyć się ani hiszpańskiego ani chińskiego!

Aha. No to po co czytasz artykuł?

 

Żart. Bardzo się cieszę z moich wszystkich czytelników. Wolałabym co prawda, aby każdy był choć minimalnie zainteresowany tym, o czym piszę, ale nie można mieć wszystkiego 🙂 .