Masz pracę, mało zarabiasz, masz beznadziejnego szefa? Ale super! Przynajmniej co miesiąc masz stałą wypłatę na koncie. No taaak, nieważne że nieduża, ale lepsze są małe pieniądze ale regularnie, niż coś więcej ale bez stałej daty wpływu pieniędzy na konto… (jak dzieje się to czasami podczas prowadzenia działalności gospodarczej…)

Jesteś przedsiębiorczy, zakładasz firmę, szukasz klientów? Biedaczek… (plus poklepanie po plecach ze współczuciem). Pewnie niedaleko zajdziesz. No bo kto normalny w dzisiejszych czasach zakłada firmę w Hiszpanii? Nikt… Będziesz mieć szczęście, jeśli znajdziesz choć jednego klienta… Przecież prowadząc działalność nie masz zapewnionej pensji! Kryzys jest!

Mieszkając w Polsce miałam kilku znajomych, którzy założyli swoje firmy. W głębi duszy ich podziwiałam, za ich zaradność, pomysł na siebie, przedsiębiorczość, odwagę.

W Hiszpanii, po niełatwych i często niepomyślnych przejściach zawodowych (na przykład zobacz jakie są warunki pracy kelnera w tym pięknym kraju, na podstawie moich doświadczeń), postanowiłam zaryzykować i zarejestrować moją działalność gospodarczą. Milionów nie stracę, owszem, krok poważny, ale nie taki, żebym miała się bać i do końca życia nie spróbować. No bo co mogłam stracić? 50 euro miesięcznie składek czy 50 euro na księgową (na którą zdecydowałam się od pierwszego miesiąca, moje nastawienie było takie, że nie chcę tracić czasu na zajmowanie się papierami, to była bardzo dobra decyzja!).

 

Działalność gospodarcza w Hiszpanii – czy jestem zadowolona?

Zwykle jestem bardzo zadowolona ze swojego wyboru, szczególnie kiedy patrzę na hiszpańskie warunki pracy.

Już nie mówię o samym rodzaju pracy, bo to oczywiście zależy od szczęścia, umiejętności i innych czynników, ale mam na myśli hiszpańskie godziny pracy. Praca w biurze to zajęcie od godziny 9 do 19, czasami nawet do 20, owszem, z przerwą na jedzenie, 2 lub 3 godziny. To zdecydowanie nie jest mój rytm dnia. Prawie rok temu wzięłam ślub, za jakiś czas będziemy myśleli o powiększeniu rodziny. Urlop macierzyński w Hiszpanii to tylko 4 miesiące.

Dla mnie rodzina jest ważniejsza od jakiejkolwiek kariery zawodowej, dlatego mówię wprost: nie wiem jak miliony hiszpańskich kobiet (i mężczyzn – nie zapominajmy o hiszpańskich ojcach) mogą oddać takiego małego, 4-miesięcznego bobasa do żłobka, po to aby móc wrócić do pracy? W Hiszpanii jest to bardzo krytykowane, szczególnie mając na uwadze zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) dotyczące karmienia piersią przez pierwszych 6 miesięcy życia dziecka. Jeśli matka chce karmić piersią, a musi wrócić do pracy, to wyobrażam sobie jak musi się nagimnastykować, żeby móc to robić.

urlop macierzyński w hiszpanii działalność gospodarcza

Jest to dla mnie skandalem i tyle. Skandalem ze strony kraju, który pozwala (a wręcz wymusza!) takie zachowanie. Możecie mi powiedzieć, że w Stanach Zjednoczonych w ogóle nie ma urlopu macierzyńskiego, a wtedy ja odpowiem, że dobrze, ale w plemionach afrykańskich dziecko jest cały czas przy matce, przywiązane do niej chustą, i spędzają tak razem cały dzień, prawdopodobnie dopóki dziecko nie nauczy się chodzić. No dobra, trochę zmyślam, może to moja romantyczna wizja, ale nie wyobrażam sobie oddać dziecka, które dopiero co się urodziło, aby opiekowały się nim obce (choć prawdopodobnie wykwalifikowane) osoby w żłobku. Zrobię wszystko, aby do tego nie dopuścić.

Szczyt marzeń… praca w urzędzie

Dla wielu Hiszpanów szczytem szczęścia jest praca w jednostce administracji państwowej, w jakimś urzędzie, ratuszu czy innych takich. Aby się tam dostać trzeba zdać mnóstwo egzaminów, bardzo trudnych dla Hiszpanów, nie mówiąc już o obcokrajowcach, ale późniejsza praca jest całkiem nieźle płatna i przede wszystkim… gwarantowana do końca życia (jeśli ktoś już otrzyma finalnie swoje stanowisko pracy).

Dlatego nawet już się nie dziwiłam, kiedy podczas moich wizyt w hiszpańskim urzędzie pracy, kiedy nadchodziła moja kolej, siadałam przy biurku urzędniczym, oczywiście od strony petenta, a pani urzędniczka rozmawiała przez telefon.

– OJEJCIUUU a jak się ma mój kochany bratanek? Co tam u niego słychać? – mówiła pani do słuchawki telefonu, a jak, stacjonarnego. Domyślam się, że ta rozmowa była przeprowadzona na koszt podatników. Musiałam posiedzieć jeszcze chwilkę, cierpliwie, bo jak mąż mi powiedział „urzędników państwowych lepiej nie wkurzyć, bo potem w niczym ci nie pomogą”. Pani gdy skończyła rozmawiać, po jakichś 5 minutach, usprawiedliwiła się, że ostatnio jej bratanek był chory i tylko chciała się upewnić czy było z nim wszystko w porządku.

W GODZINACH PRACY? ZA KTÓRE PŁACĄ WSZYSCY PODATNICY? – krzyczałam, ale tylko wewnętrznie, no bo przecież urzędnika nie można wkurzyć, bo nie będzie chciał mi w niczym pomóc. Zanim zacznę robić awanturę w urzędzie pracy, muszę poznać trochę bardziej obowiązujące zwyczaje, może to standard tutaj – tłumaczyłam sobie. To było jakieś 3 lata temu. Nie sądzę, żeby do dzisiaj wiele się zmieniło. Ale za to nie zmieniło się postrzeganie pracy urzędnika państwowego jako najlepszej w całym kraju, prestiżowej, pewnej i przez to pożądanej przez Hiszpanów.

Kiedyś na spotkaniu ze znajomymi skarżyłam się, że kiedy mówię, że prowadzę własną działalność gospodarczą, ludzie mówią: aha… i nie bardzo wiedzą jak to dalej skomentować, robiąc minę „kurde, mogłem nie pytać, bo pewnie jest biedna jak mysz kościelna”. Żaliłam się, że powinnam pewnie nazwać moje stanowisko Project managerem lub Dyrektorem finansowym, wtedy by wzbudziło więcej podziwu wśród rozmówców. A przecież prowadząc firmę wykonuję wszystkie te obowiązki: zarządzam swoimi projektami i finansami.

Kolega odpowiedział na to, że zawsze mogę powiedzieć na odczepne, że pracuję w urzędzie miasta. Wtedy każdy się zachwyci moją funkcją zawodową. Ale się uśmialiśmy. No prawda!!

prowadzenie działalności gospodarczej w Hiszpanii

Czy potrzebuję podziwu innych?

Nie, tak naprawdę nie. Ale czuję jakąś wewnętrzną niezgodę na fakt, że kiedy ktoś mówi angielską nazwę swojego stanowiska, które pełni w firmie, która wyzyskuje pracowników po 12 godzin dziennie za taką sobie średnią pensję (nadgodziny oczywiście w ramach dobrego serca i często nawet bez słowa „dziękuję” ze strony szefa), to wszyscy obecni kiwają głowami z podziwem, a kiedy ja mówię w Hiszpanii, że prowadzę działalność, to wszyscy kiwają głową ze współczuciem 😉 Mimo że domyślam się, że zarabiam więcej niż ta osoba na angielskojęzycznym (z nazwy…) stanowisku.

Gdy opowiadam o swojej firmie w Polsce, znajomym, czuję, że są ze mnie dumni, bo prowadzenie firmy to nie byle jakie przedsięwzięcie. Mam wrażenie, że jest to zupełnie inaczej odbierane przez moich znajomych z tych dwóch krajów. W Hiszpanii prowadzenie firmy nie jest TOP, bo tutaj TOP jest posiadanie stabilnego zatrudnienia. Najlepiej jako urzędnik państwowy.

 

Wpłata na konto najlepszym zabezpieczeniem

Często pracuję z firmami, których wcześniej nie znałam ani nie widziałam na oczy żadnego ich pracownika, na przykład w przypadku tłumaczeń ustnych, kiedy ktoś przyjeżdża z Polski na jakieś spotkanie czy załatwić różne sprawy w Madrycie, ale dopiero za kilka tygodni. W takim przypadku wyceniam usługę i przesyłam firmie ofertę, w której obok kwoty za wykonanie usługi podany jest także numer mojego konta bankowego, prosząc o wpłatę 50% całości kwoty przed wykonaniem zlecenia. Póki co żadna firma nie miała z tym żadnego problemu. A jeśli jakaś firma nie uznaje takiego sposobu pracy, to może do mnie zadzwonić na kilka dni przed spotkaniem i zapytać się, czy mam wolny termin na tłumaczenie (najczęściej już nie). W taki sposób nie rezerwuję sobie terminu na tygodnie wcześniej, nie wiedząc nawet czy firma się pojawi i mi zapłaci, a może odwoła w ostatnim momencie… szkoda stresu.

Działalność gospodarcza w Hiszpanii – aspekty formalne

Niestety, tutaj nie jestem dobrym doradcą. Kiedy rozmawiam z księgową, to zawsze zapisuję sobie co ma mi do powiedzenia, inaczej po godzinie już tego nie pamiętam. Mogę powiedzieć tylko, że moje koszty prowadzenia firmy obecnie wzrosły do 192 euro miesięcznie na Seguridad Social czyli hiszpański ZUS i oprócz tego płacę 50 euro netto za księgową (no, to tak mniej więcej – jeśli mam więcej papierów do przygotowania, to oczywiście dolicza sobie więcej za każdą usługę).

I to by było na tyle. Jeśli masz jakieś pytanie dotyczące formalnych aspektów prowadzenia działalności w Hiszpanii, to możesz je zadać, chociaż nie gwarantuję odpowiedzi – jak wspominałam, nie chcę się zajmować takimi sprawami. Na księgowości znam się na tyle, abym była w stanie wystawić poprawnie fakturę, niewiele więcej.

Czym tak naprawdę się zajmuję?

Po pierwsze: świadczę usługi tłumacza i ogarniacza dla firm (najczęściej polskich), które mają coś do załatwienia w Hiszpanii, ale nie mają żadnego pracownika, który mówiłby po hiszpańsku. Współpraca taka może trwać od kilku godzin do kilku miesięcy. Robiłam już wiele rzeczy dla różnych polskich firm, od zebrania i opracowania informacji, po tłumaczenia ustne i pisemne, koordynację różnego rodzaju projektów, codzienne wsparcie administracyjne, itp. Jeśli moi klienci wracają do Hiszpanii z jakimś kolejnym projektem, również zwracają się do mnie. Póki co jakieś 80% zapytań o współpracę przychodzi do mnie, bo klienci znaleźli w internecie mojego bloga! Około 20% to klienci, o których zabiegam ja sama. Współpracuję tylko z firmami, nie dlatego,  że tak sobie postanowiłam, a dlatego że tak po prostu wychodzi –  ale jestem z tego bardzo zadowolona.

Prowadzę (od niedawna!!) sklep internetowy, w którym można kupić specjalny kubeczek do picia dla dzieci, Doidy Cup. Sklep stworzyłam sama, pierwsze sprzedaże już za mną, rozpoczynam niedługo akcję marketingową w hiszpańskim internecie. Mam już umówionych kilka blogerskich współprac z hiszpańskimi mamami i sklepami, itp, więc wszystko powoli powinno iść do przodu. Jeśli mieszkasz w Hiszpanii i jesteś zainteresowany zakupem kubka, to zapraszam do mojego sklepu, a jeśli chcesz go kupić w Polsce, to istnieje także polski sklep (nie mój, znajomej).

doidy cup hiszpania sklep

Sprzedaję kursy online, które są dostępne tu: https://olganina.com/kursy/, jeśli jeszcze ich nie widziałeś, to serdecznie zapraszam. Póki co kurs podstawowy dostępny jest w dwóch wersjach, z konsultacjami na Skype i bez nich, jestem w trakcie przygotowania jego kontynuacji, a potem przygotuję jedno wyzwanie, które od dawna już mi siedzi w głowie, więc będzie się działo z hiszpańskim!!

Aha, no i jeszcze taka mała rzecz: sprzedaję również ebooka na temat „B2 z francuskiego w 18 miesięcy, czyli jak się uczyć, żeby się nauczyć”, ebook dostępny jest TU.

Jakby tego było mało – to mam jeszcze kilka pomysłów w głowie, brak tylko czasu na ich realizację 🙂 Póki co prowadzenie firmy w Hiszpanii nie wychodzi mi na złe.

A co jeśli się nie będzie wiodło?

Co zrobię jeśli nie będę miała więcej klientów? Na żadną z moich usług? Hm, nie wiem, ale albo zacznę zastanawiać się nad zmianą profilu mojej działalności, albo po prostu zamknę moje sklepiki i zajmę się dziećmi, swoimi lub cudzymi. Nie martwię się tym, chociaż staram się zastanawiać nad strategią, aby moja firma działała jak najdłużej i jak najlepiej, w końcu taki jest cel firmy: zarabiać pieniądze. W moim przypadku chcę jeszcze, aby to zarabianie było dla mnie przyjemne i możliwe do pogodzenia z planami osobistymi.

A jak u Ciebie? Zakładasz lub prowadzisz firmę?

Myślisz nad otwarciem swojego biznesu w Hiszpanii? Prowadzisz tutaj działalność gospodarczą? Daj znać, może połączymy siły (często potrzebuję pomocy innych tłumaczy hiszpańskiego, bo sama się nie wyrabiam), a może po prostu chcesz się zareklamować: tutaj jest na to miejsce, możesz wpisać w komentarzu czym się zajmujesz i podać do siebie kontakt (stronę internetową lub fanpage na Facebooku). Bardzo proszę o komentarze/ogłoszenia w języku polskim.

Myślisz nad otwarciem firmy w Hiszpanii? W jakiej branży? A może nie masz jeszcze pomysłu, ciągle się zastanawiasz? Jeśli tak, to może zainspirujesz się którymś z poniższych wpisów:

Jak zarobić w Hiszpanii? Niecodzienne sposoby

Pomysły na biznes, w Hiszpanii i nie tylko!

Kontrowersyjne: dawczyni komórek jajowych, chęć zarobku czy dobre serce?

Najprostszy pomysł na posiadanie własnego sklepu online *sprzedaż w Polsce (ale nie musisz tam być!)*