//Hiszpania odmładza?
życie w Hiszpanii emerytura

Hiszpania odmładza?

Od jakiegoś czasu myślę sobie, na podstawie obserwacji hiszpańskiego narodu i życia tutaj 😉 że ten kraj odmładza. I pół biedy jeśli jakiś Hiszpan urodził się na półwyspie albo hiszpańskich wyspach i tu sobie żyje – on nawet nie zdaje sobie sprawy, jaki on jest odmłodzony. Ale jeśli ktoś, tak jak ja, przyjedzie tutaj w wieku 25 lat, pomieszka przez 6 lat i wydawałoby się, że jest już poważnym, dorosłym człowiekiem, to może się okazać, że to jednak pomyłka!

O czym ja tu bredzę?

W Hiszpanii, jak już kilka razy pisałam, wszystko dzieje się wolniej. Dlatego też wolniej dojrzewają ludzie. I nie mówię o dojrzewaniu płciowym, bo w tej dziedzinie jeszcze nie przyszło mi dokonywać żadnych obserwacji, a o dojrzewaniu do dorosłości – którą ja rozumiem jako samodzielność życiową i odcięcie pępowinki od wszechogarniającej hiszpańskiej mamy. O zdobyciu pierwszej poważnej pracy – często dzieje się to już po trzydziestce, zwykle z powodu trudności na rynku pracy. Wcześniej młodzi zwykle łapią się na staże, praktyki, ewentualnie umowy czasowe, często przez agencje pośrednictwa. No a jeśli człowiek nie ma pracy, to nie ma zbytnio sensu, żeby wyprowadzał się z domu, bo za co będzie żył (za pieniądze rodziców – tego nie rozumiem jako samodzielności).

Mało tego, wielu młodych Hiszpanów, nawet jeśli ma już fajną pracę, to i tak nadal mieszka z rodzicami. No bo uprane i uprasowane (znowu te mamusie hiszpańskie!). W wielu rodzinach, z którymi jestem zaprzyjaźniona, takie pracujące „dziecko” nie dokłada się nawet do utrzymania domu – co dla mnie osobiście jest już nieco dziwne, nie wyobrażam sobie mieszkać u kogokolwiek (u koleżanki, u rodziców, w hotelu?), żeby co miesiąc na moje konto wpływała kasa, a ja bez zapłacenia chociażby za rachunki, dołożenia się do prowadzenia domu, itp! Może to coś „mojego”, w każdym razie dla wielu Hiszpanów taka opcja jest nie do przyjęcia. Pracującym dzieciom (naszym znajomym) nawet nie przejdzie przez myśl żeby dorzucić się do domowej kasy. No cóż, może mają rodziców milionerów, kto bogatemu zabroni.

Wolniej też działają relacje międzyludzkie. Nie ma parcia na założenie rodziny (nad czym ubolewałam we wpisie Czy Hiszpanom niespiesznie do ołtarza?), najpierw chcą mieć stabilną pracę (co oczywiście rozumiem, dziecko samo się nie nakarmi i nie ubierze), no ale jak wyżej pisałam, z pracą różnie bywa, więc wszystko się wydłuża. Jestem jednak przekonana 😉 że gdyby Hiszpanie mieli możliwość otrzymania świetnej pracy w wieku 25 lat, to i tak długo czekaliby z założeniem rodziny i sformalizowaniem związku (więcej szczegółów na temat związków w podanym przeze mnie artykule).

Prowadzi to do… wrażenia młodości

O ile w Polsce czułam, że mając 30 lat, osoba musi mieć ukierunkowaną karierę zawodową, pierwsze stanowisko ze słowem „manager” w nazwie, plany rodzinne, a najlepiej to już w ogóle męża i co najmniej jedno dziecko, to w Hiszpanii 30 lat to wiek bardzo młody, mam na myśli brak oczekiwań społeczeństwa co do takiej osoby. Mam hiszpańskich znajomych którzy w wieku 29-32 lat (prawdziwe przypadki):

– pojechali na wymianę studencką Erasmus (tak, dobrze rozumiesz, to znaczy że jeszcze nie skończyli studiów w tym wieku)

– pisali wiecznie swoją pracę końcową na studiach – no a fakt że nadal mieli „status studenta” uniemożliwiał im (chyba psychologicznie) podjęcie pracy, bo przecież jeszcze „są studentami”. Sytuacja na rynku pracy w Hiszpanii nie pomagała.

– wydawali wszystkie zarobione pieniądze na wycieczki, imprezy, drogie akcesoria. Żeby oszczędzać coś? Wkład własny na mieszkanie? Zarobić na samochód? E tam, rodzice pożyczą jak będzie trzeba. Ludzie zarabiający ponad 2 tysiące euro, na koniec miesiąca mieli „chude dni”, tak im się kasa rozchodziła.

Gdybym się zastanowiła to pewnie jeszcze kilka przypadków bym wymieniła 🙂 

Czy jest w tym coś złego?? Absolutnie nie, ale wydaje mi się, że jest to jedną z największych różnic pomiędzy moimi polskimi i hiszpańskimi znajomymi. Przyznam też, że na początku oceniałam (negatywnie) takie hulanki i brak myślenia o przyszłości. Teraz nauczyłam się, że jedna rzecz nie jest lepsza od drugiej, są po prostu inne i dopóki nikt nikomu nie robi krzywdy… to niech sobie ludzie żyją jak chcą. A co mi do tego, na co wydaje pieniądze mój znajomy 30-latek? Może nawet on, wydając kasę na imprezki, jest szczęśliwszy niż ja, która ciułam te oszczędności, z wizją, że starczy mi chociaż na pół pokoju w Madrycie, a kiedy patrzę na rynek nieruchomości i ceny mieszkań w tym mieście, to moja wizja zamieszkania w małym miasteczku jest coraz bardziej bliska realizacji, haha. A w artykule: Hiszpania – kraj idealny dla innych? więcej na temat tego, że w Hiszpanii nauczyłam się nie oceniać.

Kwestia języka – często mówi się chica, chico

Język hiszpański pomaga w odbieraniu społeczeństwa jako młodego: forma „pan, pani” jest używana naprawdę w dość wyjątkowych przypadkach, szczególnie wobec osób starszych. Aha, no i w sieci sklepów domu handlowego „El Corte Inglés„, gdzie do każdego, niezależnie od wieku, mówią per pan, pani. Do policjantów też mówimy „señor agente„, ale poza tymi sytuacjami? Poznałam szefa mojego męża, pana po 60 (czyli jeszcze nie starszego pana, w sile wieku)? Idę oglądać mieszkanie z pośrednikiem nieruchomości? Kolega przedstawił mi swoją mamę? Idę do fryzjera? Rozmawiam z teściem, który ma ponad 80 lat? W tych wszystkich sytuacjach mówię do ludzi per ty i nikt nie miał mi tego za złe.

Nie potrafię wskazać granic wiekowych, dużo też zależy od wyglądu danej osoby, ale używanie słowa chica, chico, czyli dziewczyna/chłopak w stosunku do osób, które z wieku nastoletniego wyrosły już jakiś czas temu, jest również bardzo popularne. Idziesz na pocztę, widzisz że jest kolejka, chcesz spytać kto jest ostatni.  – Esa chica – uzyskujesz odpowiedź i wskazanie na kobietę w wieku co najmniej 30+. No pewnie, bo wszyscy jesteśmy chicos y chicas!

Babcie w kawiarniach, dziadkowie w barach

Hiszpania jest dla mnie niezwykła, jeśli chodzi o stopień aktywności seniorów. Domyślam się, że większość polskich babć i dziadków prowadzi życie podobne do mojej babci: wyjście na zakupy to wielka wyprawa, chodzenie do lekarza co kilka tygodni, a wyglądanie przez okno i oglądanie Teleekspressu to główna rozrywka dnia.

W Hiszpanii nie do końca tak jest. Tutaj seniorzy prowadzą o wiele bardziej aktywne życie. Po pierwsze: też chorują, też biorą pigułki na strzykające stawy, ale to nie jest główny temat ich rozmów. Nie skarżą się aż tak bardzo (ale owszem, dzielą się jakimiś tam zdrowotnymi perypetiami). Po drugie: starsze panie zwykle są pomalowane, ubrane elegancko (umówmy się: każda na miarę możliwości, nie mówimy o dziedziczkach fortuny Rockefellera, ale widać, że dobierają garderobę ze starannością), często z czerwoną lub fioletowawą szminką, którą zostawiają na filiżance z kawą bezkofeinową… Po trzecie: takie życie towarzyskie, wymiana ploteczek z rodziny, pochwalenie się nowym wnukiem, pokazanie zdjęć żony syna czy umówienie się na mszę i pójście razem na celebrację jakiejś okazji w parafii, to coś, co utrzymuje te panie przy życiu, w dobrym humorze, co sprawia, że im się chce rano wstać.

Samo wyjście do kawiarni to tylko w zasadzie dodatek. Kawę można zrobić w domu, a rogalika kupić w piekarni i zjeść w domu, ale nie, to nie jest to samo. Chodzi o ten akt społeczny. Skoro przez całe życie ci ludzie chodzili do barów, to dlaczego na emeryturze mają przestać? Jedyne co, to może nie siadają już na wysokich stołkach barowych, a przy stolikach na wygodniejszych krzesłach, bo panewka stawu biodrowego jakby coraz słabsza. Ale ci seniorzy są aktywni! I przez to mam wrażenie, że również tacy… odmłodzeni.

A skąd znam życie seniorów w Hiszpanii? A proszę bardzo, biorę w nim bardzo czynny udział w miejscowości skąd pochodzi mój mąż, w Huesce, za każdym razem kiedy tam jedziemy. I wiem, że spotkania w kawiarniach nie są organizowane tylko na nasze przyjazdy, bo słyszę jak panie starsze się umawiają: we wtorek Paquita pokaże nam zdjęcia wnuczka bo wróci od syna, a w czwartek nie możemy się spotkać, bo mamy wycieczkę z parafią. Oprócz tego mam doświadczenia z pracy w hiszpańskiej kawiarni – codziennie około godziny 17-18 (oferta podwieczorkowa na małą kanapeczkę i napój) było u nas pełno hiszpańskich starszych pań, które umawiały się i spotykały niedużymi grupkami. 

Czy zdziwiłabym się, gdybym zobaczyła starszych ludzi w kawiarni w Polsce? Pewnie nie, ale pewnie pomyślałabym, że mają jakąś specjalną okazję. Kolejną sprawą są ceny chociażby kawy czy herbaty na mieście – w Warszawie to jakiś kosmos, 16 złotych za kubek kawy? Ja rozumiem że go robi jakiś super barista, że miejsce jest o wiele ładniejsze niż hiszpański obskurny bar, ale jednak wydaje mi się to dość drogo. Pewnie jest to jedną z odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie starsi w Polsce nie mają takiego życia towarzyskiego na emeryturze. Sama bym nie chciała płacić tylu pieniędzy za kawkę. Cena za kawę w Hiszpanii w normalnym barze to od 1 euro do ok. 1,80 euro (przy takiej cenie mój mąż już przewraca oczami, że drogo!). W kawiarniach Starbucks jest drożej, kawa za 2, 3 i więcej euro, ale umówmy się: w Madrycie Starbucksów jest może kilkanaście, a typowych hiszpańskich barów (mniej lub bardziej obskurnych) jest pewnie z 5 przy każdej ulicy…

Zresztą nie chodzi tylko o bary, gdy chodziłam na jogę, to na lekcjach porannych (akurat chodziłam na takie, gdy prowadziłam życie żony piłkarza, które opisałam TUTAJ) większość grupy to były osoby starsze. Nie zamykają się w domach. I na pewno ma to też powiązanie z wysokością emerytury, nie oszukujmy się! Za 1000 złotych emerytury nie wiem czy można wyżyć, chodzić do barów i jeszcze na zajęcia typu joga…

Jak się czuję ja? MŁODO!

Skończyłam 31 lat, nie mam oszałamiającej kariery zawodowej w korporacji, nie mam 3 dzieci (a tylko jedno), nie mam własnego mieszkania (ani nawet takiego, które w 97% należałoby do banku, haha), ale to nic, bo ja się czuję młodo!

A jeszcze kilka lat temu czułam presję nieubłaganie pędzącego czasu, że ja z trzydziestką na karku, że nie mam tego i owego, a co miałam nadzieję mieć przed ukończeniem iluś tam lat. Hiszpania taką presję ze mnie zdejmuje. I wiem, że nie ma się co porównywać z innymi osobami, ale mimowolne porównania, jakie mój mózg wykonuje, przekonują mnie, że mój timing jest dobry, że nie chciałabym innego i że nadal jestem bardzo młoda. Bo ze mnie jest taka chica! I jeszcze przez wiele lat będzie.

Emerytura w Hiszpanii?

Ja jestem przekonana, że jest to super pomysł! Ogrzane stawy, o wiele mniej wilgoci, nadzieja na dłuższe życie (statystyka nie kłamie!), więcej słońca i kilometry plaży, to tylko kilka zalet hiszpańskiej ziemi. Język nie jest trudny do nauczenia się, a poza tym bądźmy szczerzy: na wybrzeżu świetnie funkcjonują społeczności międzynarodowe, nie jest konieczne aby człowiek mówił po hiszpańsku! Wydaje mi się, że szczególnie w okolicach Barcelony, Alicante i Malagi jest mnóstwo przybyszów z zimniejszych krajów (oczywiście nie mówię tylko o Polsce), którzy (niezależnie od tego czy osiągnęli już wiek emerytalny) przybyli aby wygrzać ciałko (a przynajmniej nie marznąć tak bardzo zimą).

Tym bardziej zachęcam – ten kraj naprawdę odmładza 😉 No i oczywiście nie tylko na emeryturę – ja jestem tego najlepszym przykładem! 😉

Czy zgadzasz się ze mną? A może mieszkasz w Hiszpanii i masz zupełnie inne zdanie? Czekam na Twoją opinię!

 

 

Uczysz się hiszpańskiego? A może chcesz zacząć się uczyć tego języka?

Mam coś dla Ciebie: bezpłatny mini kurs hiszpańskiego, na który możesz się zapisać w każdej chwili!

Wiem, że moi czytelnicy są na różnych poziomach języka, dlatego przygotowałam mini lekcje na wszystkich poziomach, od początkującego A1 do poziomu C2. Na pewno znajdziesz coś interesującego dla siebie!

bezpłatne lekcje hiszpańskiego online