No i jak, czy już planujesz wakacje? I czy te plany obejmują Hiszpanię?

Mam dla Ciebie kilka pomysłów na wakacje w Hiszpanii, wraz z opisem i kilkoma zdjęciami (moimi – hihi, zobaczysz dlaczego określam się antymistrzem fotografii!). Zamieszczam zarówno dość tradycyjne pomysły, jak i te nieco mniej popularne, przecież Hiszpania to nie tylko „pamiętniki z wakacji” i Lloret de Mar, w którym w sezonie letnim jest chyba z pięć razy więcej turystów niż mieszkańców. Jeśli byłam i jeśli pamiętam, to zamieszczam także link do zakwaterowania, jakie wybraliśmy, wraz z krótkim opisem. Ogólnie wyszło mi trochę ochów i achów, ale jeśli coś mi się nie podobało, to od razu o tym piszę.

Być może czymś się zainspirujesz i będziesz chciał wybrać się do Hiszpanii w tym roku? Musisz wiedzieć jedno: Hiszpanie często zaczynają rezerwować swoje wakacje już zimą czy wczesną wiosną. W czerwcu praktycznie wszystkie lepsze (zależy czego szukasz, czy lepszego standardu czy lepszej ceny) hotele i hostele są już w większości zarezerwowane. Nam zdarzyło się kilka razy popełnić ten błąd i zacząć się zastanawiać nad wyjazdem na hiszpańską plażę dopiero w czerwcu, co zaowocowało wyższymi cenami i gorszym hotelem. W niektórych miejscach już nie było nic wolnego 🙂

Póki co tylko Hiszpania kontynentalna. Zaczynam od najpopularniejszego miejsca na urlop w Hiszpanii…

#1 Barcelona (miasto) i okolice (prowincja)

Mimo że nie jestem fanką Barcelony (dlaczego? Możesz przeczytać TU), to nie mogę jednak zaprzeczyć, że Katalonia ma BARDZO dużo do zaoferowania pod względem turystycznym. Począwszy od samej stolicy tej wspólnoty autonomicznej – Barcelona sama w sobie ma już potencjał na minimum tydzień lub dwa intensywnego zwiedzania. Jeśli jednak nie chcesz tylko biegać po mieście, to zachęcam do odkrycia innych miejsc w okolicach Barcelony.

Plaże: bardzo polecam miasteczko Castelldefels. Jest oddalone o 20 minut jazdy pociągiem ze stacji Barcelona Sants, latem wcale nie tak bardzo zatłoczone (tylko trochę). Ma piękną, szeroką plażę, moim zdaniem w Barcelonie takiej nie doświadczysz. Ponoć ma tam swój dom Messi – piłkarz FC Barcelony. Miejsce jest dość spokojne, raczej widzę tam rodzinę z dziećmi niż szalony wyjazd na imprezę. Ja sama byłam tylko raz, ale marzę o tym, żeby wynająć sobie jakiś apartament i pojechać tam na dłużej. Na przykład do TAKIEGO mieszkanka lub TAKIEGO. I wiele innych pięknych! Ale super 🙂 Na pewno się wybiorę 🙂

Jeśli zdecydujesz się na wynajem apartamentu przez Airbnb, przy rejestracji skorzystaj z mojego LINKU, a otrzymasz 100 złotych zniżki na pierwszy wyjazd!

Drugim znanym i turystycznym miejscem jest Sitges, 20 kolejnych kilometrów za Castelldefels. To miejsce jest już bardziej imprezowe, ale jako że ja od imprez trzymam się z daleka, to wiem to tylko z polecenia znajomych. Hihi.

Na północ od Barcelony też są piękne miejsca! Dość wspomnieć Blanes czy owe Lloret de Mar z „pamiętników z wakacji”, ale nie tylko! Piękne jest portowe miasteczko Palamós, a na spokojne plażowanie polecam nieco dalej położone Rosas (ale to już około 170 kilometrów na północny wschód od Barcelony, w zasadzie tuż przy granicy z Francją). W Rosas byłam i była to bardzo fajna plaża, w okolicy jest mnóstwo pięknych, małych zatoczek i miasteczek. Warto zatrzymać się po drodze w każdym miejscu, które wyda się nam urokliwe i wykąpać się na jednej z plaż! Szczególnie polecam miasteczko Figueres – miłośnicy sztuki pewnie kojarzą je z Salvadorem Dalim (miejsce, w którym się urodził i zmarł). Znajduje się tam poświęcone mu muzeum i pomimo że bilet wstępu nie jest najtańszy, bardzo polecam taką wizytę.

 

Takie piękne zatoczki można spotkać na Costa Brava. Nawet nie wiem jak się nazywa, bo po prostu przejeżdżaliśmy obok.

Jeśli jesteś w pobliżu, nie możesz sobie pozwolić na ominięcie miasteczka Cadaqués – jest przepiękne i jakoś tak pachnie luksusem. Albo to może moje prywatne wrażenie po spojrzeniu na ceny hoteli. Dosłownie kilka kilometrów na północ od niego znajduje się dom-muzeum Salvadora Daliego – też można złożyć w nim wizytę. Ja weszłam do pierwszego muzeum, drugie obejrzałam jedynie z zewnątrz podczas spaceru.

wakacje w hiszpanii

Miasteczko Cadaqúes, Costa Brava, Katalonia

W Rosas („Roses” po katalońsku – przecież Katalończycy muszą zmienić choć jedną literkę) zatrzymaliśmy się w „apartamentach” Els Molins (LINK). Już sama rezerwacja w takim miejscu napawała nas dziwnym uczuciem – przeczytaliśmy wszystkie opinie na TripAdvisor i szczerze mówiąc nie były najlepsze, ale fatalne też nie. Ahoj przygodo! Byliśmy przygotowani na dość słabe warunki, zabraliśmy ze sobą wszystko, co mogło okazać się potrzebne i jeszcze więcej (nawet garnek! bo byli goście tego obiektu pisali, że kuchnia jest bardzo źle wyposażona). Okazało się, że sam apartament był faktycznie taki sobie (dzięki łutowi szczęścia mieliśmy widok na morze, jednak jakieś 85% pokoi w tym miejscu go nie ma, uprzedzam!), ale dzięki naszemu wcześniejszemu przygotowaniu mieliśmy wszystkie niezbędne rzeczy i spędziliśmy czas fantastycznie! Na plażę braliśmy tylko ręcznik i książkę, klucz do pokoju zostawialiśmy w recepcji i po… 2 minutach już leżeliśmy na piasku 🙂 Tak blisko. My sobie gotowaliśmy sami (ja nie lubię przyrządzać jedzenia, ale mojego męża to relaksuje!), potem okazało się, że to był świetny wybór, bo w okolicy było kilka barów oferujących nam sałatkę za 12 euro (no… trochę drogo, ale odkryliśmy przyczynę: miejsce było wakacyjną Mekką Francuzów – to miejsce było pełne sąsiadów zza granicy!).

#2 Walencja i okolice

Byłam kilka razy w Walencji, w tym raz latem, typowo „na plażę”. Muszę przyznać, że walencka plaża Malvarrosa bardzo mi się spodobała, jest szeroka, nie jest może jakaś szczególnie piękna (po prostu solidna i duża plaża), ale przynajmniej jeden człowiek nie siedzi na drugim, jak to w innych miejscach bywa. Hiszpanie na dodatek mają mniejszy dystans fizyczny pomiędzy ludźmi i nie przeszkadza im aż tak bardzo jak nam, Polakom, że 20 cm od ich ręcznika leży już inny ręcznik obcej osoby, więc w niektórych miejscach bywa to kłopotliwe.

My w Walencji zatrzymaliśmy się w akademiku, który bardzo miło nas zaskoczył. Z powodu niskiej ceny oczekiwaliśmy takiego sobie, średniego standardu, ale nasz pokój (2-osobowy, z łazienką) okazał się być bardzo ładny, zdecydowanie polecam, w szczególności osobom, które nie potrzebują do życia super luksusów, ale jednak doceniają czystość apartamentu na wyjeździe i ładne otoczenie. Na wspomnianą plażę jest około 15-20 minut spacerkiem. Link do akademika TUTAJ.

Jeśli sama Walencja Ci nie wystarczy, możesz wybrać się do miasteczek plażowo-portowych takich jak Gandia, Dénia, Altea (jak jeden z modeli Seata!) czy Benidorm. Ja nie byłam w żadnym z nich (chociaż do Benidormu chcę się wybrać kiedyś poza sezonem, kiedy nie będzie imprezowym sercem Hiszpanii), ale ponoć warto. Jak tak sobie patrzę na zdjęcia w internecie, to najbardziej podoba mi się Altea.

#3 Cabo de Gata, Almería

Latem 2016 miałam okazję zwiedzić Cabo de Gata. Urzekły mnie przepiękne plaże, małe zatoczki, park naturalny i nieskończone możliwości spacerów. Polecam niezmiernie! Przy okazji można się wybrać do samego miasta Almería, które samo w sobie nie jest jakimś ósmym cudem świata, ale możemy tam zjeść kolację płacąc tylko za napoje. Tapas, czyli przekąski do zamówionych napojów dostaniemy gratis. I co? I to nam Polakom cebula z butów wychodzi? Hiszpanie też nie są lepsi 🙂 Każdego dnia wielu z nich wychodzi na miasto w poszukiwaniu bezpłatnej kolacji 😉

Przepiękny zachód słońca widziany z naszego hoteliku Las Salinas, Cabo de Gata.

My zatrzymaliśmy się w hoteliku Las Salinas. Tuż przy plaży (chociaż trzeba było przejść przez małą ulicę, ale to jest akurat bardzo popularne, niestety w wielu miejscach najbliżej plaży znajduje się właśnie ulica). Nie urzekł nas jakoś specjalnie, ale trochę późno zabraliśmy się za rezerwację wakacji i wszystko inne było już zajęte. Byliśmy całkiem zadowoleni.

#4 Malaga

Moim zdaniem jedno z piękniejszych andaluzyjskich miast (no dobrze: jedno ze stu najpiękniejszych andaluzyjskich miast). Duże lotnisko (loty z Polski m.in. z Warszawy, Gdańska, Wrocławia i Krakowa), miasto z historią, okoliczne plaże. Plaża w Maladze też nie jest najlepsza, nie wydała mi się zbyt czysta, no ale nic, chyba miejskie plaże mają to do siebie. W pobliskich miasteczkach sprawa wygląda zupełnie inaczej… Nerja z Balkonem Europy, Benalmádena, Mijas… Plażing i smażing. Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Ale co ja będę się rozgadywać – lepiej wyślę Cię na stronę My Malaga, gdzie możecie się dowiedzieć wszystkiego najpotrzebniejszego na temat tego miasta i okolic. Jedzenie, zakwaterowanie, wypożyczenie samochodu i atrakcje, w tym dla dzieci.

Jeśli tylko mogę, to chciałabym zwrócić Twoją uwagę na jedno z moich ulubionych miasteczek – Nerja. Jeśli przejeżdżasz obok, koniecznie musisz się w nim zatrzymać! A ja tylko jak znajdę gdzie mam zapisane zdjęcia z tego miejsca, zaraz je umieszczę 🙂

Jedzenie? No cóż, tutaj możesz iść praktycznie na ślepo do każdego baru czy restauracji i zajadać się rybami. Z morza prosto na Twój talerz. Szczególnie popularne są smażone rybki pokroju sardynek (ale nie tylko), tzw. pescado (pescaíto) frito.

#5 Kadyks, Sewilla

Dalej jesteśmy w Andaluzji, tym razem Kadyks. Bardzo lubię to miasto, jednak nie widzę się tam leżąc na plaży. Byłam dwa razy i nigdy się nie rozczarowałam, oferta gastronomiczno-kulturalna jest imponująca. Nie muszę chyba wspominać, że także i tutaj ryby są najlepszej jakości.

I moim zdaniem plaże w tej okolicy też są najlepszej jakości 😉 Oczywiście zależy co kto lubi, ale która plaża ośmieli się konkurować z taką na przykład Playa de Bolonia czy Playa Zahara de los Atunes? Proszę zdjęcia. Oczywiście świetnej jakości, jak to ja mam w zwyczaju 😉

Zanim dotarliśmy na plażę (w tle), obowiązkowym punktem wycieczki było zwiedzenie pozostałości starożytnego rzymskiego miasta Baelo Claudia.

Z miasteczek musisz koniecznie odwiedzić Tarifę – ja byłam tam tylko jeden raz i tylko na jeden dzień, ale zakochałam się na zabój. Tarifa ma świetne warunki do surfowania, które bardzo dobrze chwyta na swoich zdjęciach Manuel, którego poznałam podczas wizyty w jego studio fotograficznym Atlas Beach. Rzućcie okiem TU, a zakochacie się w Tarifie na odległość.

Jeśli masz ochotę na więcej podróży i na odkrywanie hiszpańskich dróg, to możesz wybrać się do oddalonej o 120 kilometrów Sewilli. Nie znam nikogo, kto by odwiedził to miasto i by powiedział, że mu się nie podoba. Niesamowity klimat (i także meteorologiczny, temperatura dochodząca do 18 stopni w połowie stycznia nie jest niczym dziwnym), drzewa pomarańczowe rosnące przy wielu ulicach, a do tego piękne zabytki. W tym także alkazar z pięknymi ogrodami, w którym została nakręcona część serialu Gra o Tron (ja jestem fanką, ktoś jeszcze?).

Polecam także zjeść tuńczyka w jego kolebce – Barbate, do dzisiaj leci mi ślinka na samą myśl o tych 15 sposobach, na które podają tam tę rybę. Aha, no to skoro jesteśmy już w Barbate, to możemy także zajechać na Gibraltar – brytyjskie terytorium zamorskie, o które wiecznie się obrażają Hiszpanie (no tak, mieć w granicach państwa taką górę i pas startowy dla samolotów, który przecina ulicę to nie lada gratka!). Na Gibraltarze możemy spotkać sympatyczne małpki, które tylko czyhają, żeby napsocić i zabrać nam plecak (my musieliśmy siłować się z jedną, bo chciała nam zabrać, skubana! A wszyscy dookoła się patrzyli i śmiali z nas).

W prowincji Kadyks zatrzymaliśmy się w miasteczku Chiclana de la Frontera, nasz hostel La Campa nie był za ładny, no ale spełnił swoją funkcję noclegową. Link TUTAJ. Chyba zakwaterowaliśmy się tam ze względu na cenę, bo oczywiście jak zwykle zaczęliśmy za późno szukać ofert. Mieliśmy także przystanek techniczny w Algeciras, mieście, którego absolutnie nie polecam (o ile nie chcemy popłynąć statkiem do Maroka, Ceuty lub Melilli – wtedy to jest doskonała baza wypadowa), bo jest to typowe miasto portowe, niezbyt interesujące, przemysłowe, a na dodatek hiszpańskie filmy nie pomagają w jego dobrym odbiorze (patrz film hiszpański El niño, a po polsku 9 mil o przemycie narkotyków z Maroka do Hiszpanii, którego akcja toczyła się własnie tam). Za to nasz hotel wynagrodził słabe wrażenia z Algeciras – zatrzymaliśmy się w tamtejszym hotelu AC Mariott.

#6 Camino de Santiago – Droga św. Jakuba, Galicja

Tutaj będzie krótko. Na Camino de Santiago się nie znam, bo nie byłam. Ale może to jest coś dla Ciebie?

Czujesz się na siłach, żeby odbyć taką pielgrzymkę, religijną bądź nie, samemu lub w towarzystwie? Możesz wybrać długą trasę (dwa tygodnie, a nawet miesiąc) albo tylko kilka dni wędrowania. Znalazłam jednak stronę, na której prawdopodobnie dowiesz się wszystkiego co Cię interesuje pod względem organizacji takiej wyprawy. Strona TUTAJ.

Nie znam oficjalnych statystyk dotyczących motywacji osób udających się w taką pielgrzymkę, ale wiem, że to nie jest coś tylko dla osób wierzących. Znam wiele osób, które przeszły Camino dla siebie, dla własnych celów, dla sprawdzenia czy potrafią, dla zdrowia i sportu, we własnej intencji, niekoniecznie religijnej. To tak na marginesie.

Jeśli już jesteśmy przy Camino de Santiago, to oczywiście końcowym przystankiem jest Santiago de Compostela. Byłam w Galicji w kilku miastach i wszystkie z nich mi się podobały, mimo że trafiłam na deszczowe dni (…hm, co tu dużo mówić, jak przez większość roku w tamtym regionie). Nie możemy pominąć Finisterre, miasta La Coruña (z wieżą Herkulesa wpisaną na listę zabytków UNESCO, jest to latarnia morska wzniesiona przez starożytnych Rzymian! Na dodatek jeszcze jest w aktywnym użytkowaniu), a jeśli nam po drodze (chociaż wcale nie tak blisko), to polecam także wpaść do miast Pontevedra, Vigo i Lugo. Jest to chyba jedno z najbardziej zielonych miejsc w Hiszpanii, chociaż pogoda nie jest taka, jaką mamy na myśli gdy wypowiadamy słowo „Hiszpania”. Aha, no i jedzenie 🙂 Wszelkiego rodzaju owoce morza, na czele z ośmiornicą (pulpo a la gallega). Ja gdy byłam w Galicji, to nieco się przejadłam ośmiornicą, potem przez kilka miesięcy nie miałam na nią ochoty <żarłok>. Spróbuj jeszcze empanady (rodzaj zamykanego wielkiego placka, najczęściej nadziewanego tuńczykiem, ale może zawierać wszystko, mięso, owoce morza…), a na deser tarta de Santiago – ciasto przyrządzane tradycyjnie tylko z migdałów, cukru i jajek – nie zawiera mąki! No ale że nie sposób wymienić wszystkich pyszności jakie tam się pojawiają, to na tym już skończę.

#7 Dla miłośników gór – Pireneje

Ja znam aragońską część Pirenejów, dlatego tylko o tej napiszę, ale powiem jedno: warto. Pireneje są rajem zarówno dla profesjonalistów, jak i niedzielnych wycieczkowiczów (jak ja), którzy chcą pójść sobie na piknik, mieć ładny spacer w pięknych okolicznościach przyrody i poczuć się trochę jak alpinista (w moich snach, no ale dobra). W Hiszpanii są bardzo popularne tzw. casas rurales – czyli domki na wynajem,trochę jak z dawnych czasów – mogą być z kominkiem, zbudowane z drewna, wokół pięknie i zielono, góry w tle…

Taki domek można wynająć sobie cały, z grupą znajomych, ale można też wynająć w nim jedynie pokój lub apartament i też pysznie się bawić. Poczuć się jak Heidi możesz w każdej części Hiszpanii, ale mi to było dane tylko w Pirenejach, więc nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Ci to doświadczenie.

Inną sprawą są balnearios – czyli coś w rodzaju hotelu ze spa, całym serwisem masaży zdrowotnych i relaksacyjnych, czasami nawet są w nich wody termalne (np. byłam w takim w miejscowości Jaraba).

Piękny hotel, który mogę polecić z czystym sumieniem to Llanos del Hospital w Benasque, hen hen daleko, ale za to jak pięknie! Sprawdź zdjęcie i możliwość rezerwacji TU, ja byłam tam akurat gdy wszystko było pokryte śniegiem. Zimowa Heidi. W Hiszpanii także można jeździć na nartach!

Z miasteczek okolicy Pirenejów polecam Alquézar, Huesca, Aínsa, Graus… Dużo tego, trzeba wybierać! Znajduje się tam także dużo campingów, co latem jest świetnym pomysłem na nocleg. Nie jestem wielką fanką namiotów, ale byłam raz na takim „campingu” i bardzo mi się podobało, ponieważ wynająć można było wielki, kilkuosobowy namiot, który był wielkości salonu, miał kilka łóżek piętrowych, a sama podłoga była betonowa! Jako dach nad głową mieliśmy grubą namiotową plandekę (jedyne co nasz „namiot” miał wspólnego z prawdziwym namiotem).

alquezar wakacje hiszpania pireneje

W tle piękne miasteczko Alquézar, prowincja Huesca, Aragonia.

Muszę powiedzieć, że wpis wyszedł mi dłuższy niż przypuszczałam – dlatego niebawem dopiszę część drugą.

Tymczasem czekam na komentarze – jak Ci się podobają pomysły? Który jest najbardziej w Twoim stylu? Plaża? Góry? Pielgrzymka? Czegoś Ci brakuje?

No i zapraszam także na drugą część, już lecę szukać zdjęć na dysku!

Jeśli chcesz zorganizować swoją podróż, możesz także przeczytać:

TANIE LOTY – JAK WYGRAĆ ŻYCIE I KUPIĆ SOBIE TANI BILET?

AIR BNB – O CO CHODZI ZE ZNIŻKĄ 100 PLN?

BUUU NIE MAM KASKI NA WAKACJE, CO ZROBIĆ?

CHECK LISTA – CO ZABRAĆ NA WAKACJE DO HISZPANII?