Skontaktowało się już ze mną mailowo kilka osób czytających bloga i zadających rożne pytania. Pytanie, które powtarza się dość regularnie jest następujące (w różnych kombinacjach):

Jadę na Erasmusa, lepiej wybrać Madryt czy Saragossę?

Chcę pojechać do Hiszpanii na kurs językowy, w którym mieście warto, w Madrycie czy Saragossie?

Warto wziąć pod uwagę kilka czynników. Od czego zacząć?

Finanse. Taniej jest w Madrycie czy Saragossie?

Oczywiście nie muszę chyba nikogo przekonywać, że życie jest tańsze w Saragossie. Począwszy od mieszkania – ja w Madrycie wynajmowałam pokój za 300 euro miesięcznie + opłaty (różnie, akurat mieszkałam tam zimą, więc opłaty były wyższe, bo dodatkowo trzeba było płacić za ogrzewanie. Jednak jeśli mieszkasz w Madrycie latem, a mieszkanie jest wyposażone w klimatyzację, to rachunek za elektryczność też wzrasta). Co miesiąc miałam przygotowane na opłaty około 50 euro. Można znaleźć taniej? Można, ale albo w szemranych dzielnicach, albo w niezbyt wysokiej jakości wykończeniu mieszkania. Moje mieszkanie nie było pałacem, ale wszystko działało, budynek i wyposażenie były w miarę nowe (hm… Mam na myśli, że nie pamiętało czasów generała Franco, który zmarł w 1975 roku), a właściciel przejmował się wszystkim, co mu zgłaszałyśmy. Mieszkanie było 4 pokojowe, mieszkałam z 3 innymi dziewczynami. W Saragossie przez pewien czas także wynajmowałam pokój i kosztował on mnie 200 euro miesięcznie z wliczonymi rachunkami, rzadko musiałam dopłacić 10 czy 20 euro. Jest różnica? Jak dla mnie jest! Nieduże mieszkanie można wynająć w Saragossie już od 300 euro.

UWAGA: Warto pamiętać, że „apartamento” oznacza małe mieszkanko, nie apartament 🙂 Liczba pokoi podana w ogłoszeniu jest najczęściej liczbą sypialni, co oznacza, że należy doliczyć do niej jeszcze salon (np. mieszkanie do wynajęcia, 3 pokoje – oznacza to, że znajdują się w nim 3 sypialnie + salon). Nie muszę chyba mówić, że ceny zawsze będą niższe w gorszych dzielnicach lub tych oddalonych od centrum, polecam dokładnie zapoznać się z mapą przed podjęciem decyzji.

Zdarzają się także czasami oferty wynajęcia pokoju bez okna, rzecz jasna jest on o wiele tańszy, ale radzę się zastanowić.

Gdy już mamy dach nad głową, możemy przemyśleć inne kwestie. Jedzenie. Kupując w supermarketach nie ma zbyt wielkiej różnicy cenowej pomiędzy tymi dwoma miastami, jeśli w ogóle istnieje. Natomiast kwestia jedzenia na mieście wygląda dużo inaczej. Jak pisałam np. TU, lub TU, w Hiszpanii dość często wychodzi się na miasto na małą przekąskę („tapas”) i piwo (uwaga, piwo hiszpańskie standardowo ma 0,2 lub 0,3). Tutaj zaczynają się „schody” w Madrycie. Wychodzenie na miasto jest równie popularne, ale niestety sporo droższe niż w Saragossie. Oczywiście, średnia pensja w tych obydwóch miastach także się różni, ale jeśli dostajemy np. określone z góry stypendium, warto wziąć pod uwagę czynniki gastronomiczno-ekonomiczno-społeczne. Tak, nawet jeśli w Polsce nie lubisz wychodzić do barów, aby coś zjeść, to zapewniam Cię, że w Hiszpanii zaczniesz. Moją wielką wątpliwością było zawsze: czy ludzie chodzą do barów aby zjeść, czy aby spotkać się ze znajomymi? Sądzę, że przewagę ma czynnik spotkania się ze znajomymi 🙂 Polecam przemyślenie tego punktu. W Saragossie nawet z niewielką pensją czy stypendium będziesz w stanie pozwolić sobie na mniejsze czy większe wyjście.

Ubrania czy książki kosztują tyle samo w dwóch miejscach.

WNIOSEK: Jeśli masz swobodę finansową, polecam Madryt. Jeśli trochę mniejszą lub wcale, polecam Saragossę (poniżej Bazylika Pilar, barokowa chluba Saragossy!).

Erasmus w Saragossie

Imprezy. Fajniejsze są w Madrycie czy w Saragossie?

Od razu mówię, że nie jestem najbardziej kompetentną osobą w temacie, bo nie lubię dyskotek ani nocnych barów, gdzie dudni muzyka, ludzie piją swoje drinki na stojąco, a jeszcze do niedawna człowiek musiał się pławić w oparach dymu papierosowego (no dobrze, może nie tak niedawna, zakaz palenia w miejscach publicznych wprowadzono z początkiem 2011 roku). Jednak mam swoje spostrzeżenia, nieco podobne do poprzedniego punktu.

Oferta nocna w Madrycie jest praktycznie nieskończona. Niezależnie od rodzaju muzyki, jaką lubisz, czy wolisz wielkie disco z 3 piętrami czy może kameralny bar z miejscem do tańczenia, czy jesteś gejem, czy nie mówisz po hiszpańsku.. cokolwiek, znajdziesz tam wszystko. W Saragossie.. też jest duża oferta nocna, uważam, że każdy bez problemu znajdzie miejsce do potańczenia czy wypicia drinka, ale jednak to nie to samo. w obydwu przypadkach uważam, że będziecie zadowoleni 🙂 Madryt nigdy nie śpi, tam tworzą się korki nawet o 5 rano w sobotę czy niedzielę, wyobraźcie sobie to szaleństwo. Jednocześnie gdy ktoś nie jest fanem nocnych wyjść, (jak ja), także odnajdzie się w tym mieście bez problemu.

Szkoły językowe i uniwersytety. Większy wybór w Madrycie.

Ale to chyba też jest logiczne. Nie ma co oczekiwać, że ponad 3-milionowa pod względem liczby ludności stolica będzie gorsza niż 800-tysięczne miasto, jakim jest Saragossa, gdzie jest możliwe studiowanie praktycznie tylko na 2 uniwersytetach (publiczny Universidad de Zaragoza i prywatny Universidad San Jorge, położony jakieś 15 km za miastem), w Madrycie uczelni jest o wiele więcej. Tak samo ma się sprawa ze szkołami językowymi. Jednak Universidad de Zaragoza, na którym ja studiowałam przez pół roku, ma chyba setki kierunków i z tego co zdążyłam zauważyć, podpisane umowy z wieloma uczelniami w Polsce, ponieważ polskich studentów jest tu całkiem sporo.

Spotkałam także wiele osób pracujących nad swoimi doktoratami, którzy otrzymali stypendium własnie w Saragossie, głównie z dziedziny chemii i fizyki, ale na pewno są dostępne także inne możliwości.

Poniżej: serce Madrytu – wyjście ze stacji metra Gran Vía.

Erasmus w Madrycie

Turystyka miejska i „okołomiejska”.

Zarówno w Saragossie, jak i w Madrycie jest wiele ciekawych, ważnych, historycznych, czy po prostu fajnych miejsc do odwiedzenia. Jeśli ktoś naprawdę interesuje się historią (nie tak jak ja), to będzie zachwycony. Saragossa – osada starożytnych Rzymian z odpowiednimi zabytkami, w odległości 150 km Pireneje z malowniczymi miasteczkami (piękne miasteczka są położone w odległości nawet 50-100 km) czy różnego rodzaju atrakcjami na świeżym powietrzu (rafting, kajaki, trasy spacerowo-trekkingowe w pięknych okolicznościach przyrody). Z Saragossy jest mniej więcej tyle samo kilometrów i do Barcelony i do Madrytu, więc wyobraźcie sobie weekendowe wypady, które można zaplanować! W samym Madrycie jest tyle miejsc wartych zobaczenia, że nie będę nawet ich tu wypisywać, ale w jego okolicach także jest dużo miejsc wartych zobaczenia (Toledo, Segovia, Aranjuez, Avila… mówiąc o tych najbardziej znanych, można dojechać w godzinkę pociągiem lub samochodem, zobaczyć je i wrócić nawet tego samego dnia). W żadnym z tych miejsc nie będziesz się nudzić! W Madrycie jest może trochę łatwiej dojechać pociągiem lub autobusem do dalszych „punktów” zwiedzania, jednak wiem, że w Saragossie istnieją organizacje studenckie, które za korzystną cenę mogą zabrać nas w różne piękne zakątki Aragonii (i nie tylko!).

Komunikacja miejska.

W Saragossie praktycznie nie jest konieczna do życia, albowiem jeśli nie mieszkasz na końcu miasta (a tam raczej są nowe mieszkania dla „Rodziny na swoim”, tzw. sypialnie), to nie musisz nawet korzystać z autobusu czy tramwaju. Imienna karta miejska kosztuje 40 euro miesięcznie, ale nie opłaca się jej kupować jeśli nie korzystasz z transportu każdego dnia. Warto natomiast zaopatrzyć się w kartę, którą ładuje się na dowolną kwotę (ok, nie taką dowolną, 5 euro lub równowartość), i można korzystać z niej na zasadzie opłaty za poszczególny przejazd, który wychodzi nam za około 75 centów. Bez karty, kupując bilet jednorazowy, przejażdżka kosztuje nas 1,35 euro. Nie jeździ się bez biletu, ponieważ do autobusu wchodzi się przednimi drzwiami i pan kierowca patrzy czy przykładasz kartę do czytnika i czy poprawnie pika. Dobra wiadomość: na jednej karcie może jechać kilka osób (odliczają się nam przejazdy, więc jeśli jedziemy z trzema koleżankami, pikamy cztery razy, za siebie i za koleżanki).

Madrycka karta miejska kosztuje 55 euro w pierwszej strefie (obejmującej ogromną część miasta), jeden przejazd przy zakupie biletu 10-przejazdowego wyniesie nas 1,20 euro. W Madrycie jednak jest o wiele bardziej prawdopodobne, że będzie konieczne korzystanie z metra, a to się z kimś umówimy w centrum, a to na obrzeżach, a to pojedziemy do Ikei, itp.

Wielkomiejski gwar.

Mając na uwadze obydwa miasta i ich rozmiary, to można powiedzieć, że w centrum jest podobnie. Jednak jako że centrum Madrytu jest o wiele większe, gwar, tłumy, także są większe. Ale wszystko zależy od dzielnicy. Ja mieszkałam w Madrycie w bardzo spokojnej dzielnicy, która była blisko centrum, ale jednocześnie wcale nie była zatłoczona. Polecam wcześniejszy rekonesans, czy to internetowy, czy osobisty, na miejscu. W Saragossie ulice nie są takie zatłoczone i ogólnie życie jest spokojniejsze, oczywiście pomijając wspomniane ulice w centrum miasta.

Pora roku.

Pora roku ma znaczenie. Oj ma. W lipcu i sierpniu nie wybrałabym się na kurs językowy ani do Madrytu ani do Saragossy. Na plażę, ludzie, jedźcie na plażę! Tylko nie do Sewilli, bo tam nauczycie się andaluzyjskiego syczenia i zjadania końcówek połowy słów, ale już w takiej Walencji powinno być ok!

Wiosną – polecam obydwa miasta.

Późniejszą jesienią (od końca października) i zimą – polecam raczej Madryt. W Saragossie jest zimniej (jest bardziej na północy), śniegu raczej tu nie zobaczycie, ale jesienią i zimą szczególnie daje się we znaki wiatr o pięknej (ironia) nazwie CIERZO (spróbuj to wymówić: C i Z wymawia się jak angielskie „th”! Uwaga, można się opluć). Oczywiście dni słonecznych tutaj jest i tak o wiele więcej niż w Polsce, ale jakoś tak czasami tęsknię za Madrytem, gdy ten wiatr wieje mi w twarz… Zimą codziennie rano przed wyjściem z domu sprawdzam temperaturę i siłę wiatru, aby wiedzieć, jak bardzo się opatulić, gdyż przy temperaturze 15 stopni bez wiatru i z wiatrem ubieram się zupełnie inaczej! Gdy wiatr jest do 10 km/h nie zwracam na niego uwagi. Gdy jest do 30 km/h, wiem, że muszę się cieplej ubrać, nie zapomnieć o szaliku i nausznikach! Gdy wiatr ma większą siłę, tak jak ostatnio zdarzyło się, że zobaczyłam 47km/h, to staram się nie wychodzić z domu bez potrzeby, bo to jest już naprawdę poważna sprawa i zdarzają się różne wypadki i historie. Doczytałam się, że w 2% przypadków cierzo zdarza się, że osiąga 60 km/h! Na szczęście nie zdarza się to zbyt często.

Inne przemyślenia:

Gdybym miała wybierać miejsce do nauki hiszpańskiego, to poleciłabym właśnie Madryt, Saragossę lub Salamankę, w której jeszcze nie byłam, ale jest pięknym miastem, ma świetne zaplecze akademickie. Na pewno nie wybrałabym się na kurs języka do Barcelony ani na południe (Andaluzja), ale może być w tym trochę mojej antykatalońskiej manii i faktu, że bardziej podoba mi się akcent „z północy”, standardowy. Ewentualnie poleciłabym Walencję. Nie wybrałabym się też na żadną hiszpańską wyspę (ani Baleary, gdzie mówi się też po katalońsku, ani Kanary), ale jak mówię, to są moje preferencje dotyczące akcentu.

To nie jest Star Wars, to jest Walencja! (poniżej)

Erasmus w Walencji

Jeśli jeszcze jakaś kwestia pozostała niewyjaśniona, czekam na pytania. Na wątpliwości chętnie odpowiem pod wpisem!