No tak, dopiero co opisałam jaka to Hiszpania jest fajna, a tutaj takie coś.

Pomysł na ten wpis przyszedł mi do głowy podczas przygotowywania postu „Erasmus / kurs hiszpańskiego. Lepiej w Madrycie czy Saragossie?” O dziwo, otrzymując wiadomości na maila od czytelniczek, nie dostałam żadnych pytań o Barcelonę 🙂 Może i całe szczęście, bo nigdy tam nie mieszkałam i prawdę mówiąc nie darzę tego miasta wielką sympatią. Owszem jest piękne, owszem, jest na wybrzeżu, architektura jest fantastyczna, ale zawsze jest kilka czynników, które skutecznie mnie od tego miasta odstraszają. Przystępuję zatem do ich wyliczenia. Uwaga, może trochę ironicznie i z lekką przesadą.

ILOŚĆ LUDZI

Wiadomo, tak znane i uwielbiane miasto musi być pełne turystów. No nie może być inaczej. Lotnisko w Barcelonie jest drugim największym w Hiszpanii, tuż po Madrycie. Rocznie obsługuje jakieś 40 milionów pasażerów (dla porównania: warszawskie Okęcie obsługuje około 11 milionów). Jak tu ma nie być tłumów? Dobra wiadomość jest taka, że z Polski do Barcelony samoloty latają z wielu miast: Warszawy Okęcie, Modlina, Gdańska, Poznania, Katowic, Wrocławia. Jak tu można się zrelaksować zwiedzając np. Park Güell , gdy mamy wokół siebie tyle ludzi? Ja nie potrafię. Ciągle trzeba uważać, aby na kogoś nie wpaść (co nie oznacza, że inni też uważają, żeby na Ciebie nie wpaść), aby nikt nam nic nie ukradł, aby nic nie zgubić.. To nie dla mnie.

tlum ludzi w parku guell

BARCELOŃSKI MIT

Wiem, zaraz rzuci się na mnie stado fanów Barcelony i Gaudiego i FC Barcelony i wszystkiego co z Barceloną związane. Jednak dla mnie to nie pociąga, być może przez to właśnie, że miasto to nie należy do moich ulubionych. Wolałabym 100 razy bardziej pojechać na tydzień do (na przykład) Casteldefels, niedużego miasteczka (60 tys. mieszkańców, w sezonie oczywiście więcej) położonego w odległości 25 km od Barcelony niż do tego turystycznego serca Hiszpanii, w którym na każdym rogu próbują wcisnąć Ci wisiorki, breloczki, półlitrową butelkę wody mineralnej za  2 euro, itp. Ale jeśli ktoś lubi spacerować wśród turystów z całego świata (wielu) i próbować robić zdjęcia domów czy parku zaprojektowanych przez Gaudiego, to musi jechać do Barcy 🙂

KIESZONKOWCY w Barcelonie

Chyba nie muszę nic więcej mówić na ten temat! Ale powiem. Wszędzie możesz paść ofiarą kradzieży. Jeśli tylko widać, że nie jesteś Hiszpanem, masz jasną cerę, wychodzisz na spacer po Rambli w klapkach, a gdy tylko otworzysz usta, to słychać jakiś inny język niż hiszpański czy kataloński, to biada Twojemu przybytkowi. Jedna z moich koleżanek mieszkała kiedyś przy Rambli właśnie (jedno z najbardziej turystycznych miejsc) i mówiła, że wychodząc na zakupy (przecież ludzie, którzy tam mieszkają, muszą też jeść, itp) wiedziała już które podejrzane typki są złodziejaszkami, bo widziała ich kilka razy, uciekających z jakąś nową zdobyczą, pozostawiając biednego turystę na pastwę losu, bez portfela ani dokumentów.

Najlepiej schować w kieszeń 20 euro i wyjść na spacer po Rambli. Bez zbytnich manii i stresów, a torebkę, komórkę i dokumenty zostawić w bezpiecznym miejscu.

W tym momencie na Rambli było jakoś niedużo ludzi. Moim zdaniem można z łatwością odróżnić, kto jest turystą, a w związku z tym, kto ponosi większe ryzyko padnięcia ofiarą kieszonkowca.

P1010949

Jeśli ktoś ma już ochotę się tam wybrać to polecam: noszenie plecaka/torby z przodu – nie ma się co wstydzić, połowa ludzi tak robi – lub zaopatrzyć się w saszetkę, której ukradzenie będzie naprawdę trudne, takie jak np. te TUTAJ. Nazywane saszetkami, sekretnymi portfelami, większe czy mniejsze – ale naprawdę są dość przydatne.

BRZYDKA PLAŻA

No cóż, może niektórych kręci plaża tuż przy ruchliwej ulicy, praktycznie w centrum miasta. Mnie nie. Wolę plaże bardziej spokojne, przy których nie słychać zgiełku miasta i gdzie można się zrelaksować, a człowiek nie siedzi na człowieku.

Czekam na info, jeśli ktoś zna fajną plażę w Barcelonie. Zdjęcia mile widziane!

ROBIENIE TURYSTÓW W KONIA

Niestety, w większości miejsc w Barcelonie można poczuć się jak turysta, w pełnym znaczeniu tego słowa. Turyści zawsze płacą jak turyści. Jakiś czas temu widziałam reportaż w telewizji, mówiący o oszustwach gastronomicznych i tym, jakie niedobre jedzenie serwowane jest turystom. Jeśli ktoś rozumie hiszpański, to zapraszam na TĘ STRONĘ, mówiącą o tym, że najgorszą restauracją w Hiszpanii jest Amatxu… w Barcelonie, przy Rambli. Ocena została wydana na podstawie opinii z serwisu Tripadvisor.

Oczywiście to jest jakiś ekstremalny przypadek, ale mogłabym się założyć o wszystko, że Barcelona wygrywa z każdym innym miastem w Hiszpanii w kategorii „bary i restauracje przypadające na turystę, które niby są typowo hiszpańskie, ale tak naprawdę mają mrożone jedzenie”.

Wszędzie można spotkać miejsca z pysznym jedzeniem i z nieco gorszym, ale żeby tak oszczędzać na turystach, podczas gdy Hiszpania oferuje przepyszne owoce i warzywa, świeże ryby i owoce morza i bardzo dobrej jakości mięso, dla tych, którzy je jedzą… W głowie mi się nie mieści.

JĘZYK KATALOŃSKI I MOJA MAŁA TRAUMA

No dobrze, teraz pewnie psychoanalitycy by doszli do wniosku, że przyczyna mojego braku sympatii do Barcelony tkwi w tym punkcie. Postaram się krótko opowiedzieć o tym, co mnie spotkało w pierwszych minutach mojego pierwszego pobytu w Barcelonie (i w ogóle pierwszego pobytu w Hiszpanii). Wyszłam z lotniska El Prat Barcelona, wsiadłam do autobusu i chciałam kupić bilet. Mówiłam już po hiszpańsku na poziomie całkiem dobrym, więc nie w mojej (nie)znajomości języka tkwił problem. Zapytałam pana kierowcę ile kosztuje bilet. Coś odpowiedział, ale nie zrozumiałam. Pomyślałam sobie: To nic, to mój pierwszy raz! Zapytałam ponownie. Znów jakaś niezrozumiała odpowiedź. Zrezygnowana, podałam mu bilet 5 euro, a on wydał mi resztę. Obserwowałam proces zakupu biletów przez inne osoby i odkryłam: kierowca nie odzywał się po hiszpańsku! On mówił po katalońsku!

Nie jest też niczym dziwnym, że można zobaczyć napisy (drogowskazy, informacje, również na lotnisku) napisane w pierwszej kolejności po katalońsku, potem po angielsku, a dopiero na trzecim miejscu po hiszpańsku… Moim zdaniem na pierwszym miejscu powinien być umieszczony język kraju, a nie regionu, ale to moja opinia.

barcelona z lotu ptaka

Moja miłość do Barcelony tak naprawdę nigdy się nie rozpoczęła, skutecznie stłumił ją ów pan kierowca i dodatkowe czynniki, które wypisałam. (Prawdopodobnie gdybym zaczęła mówić do niego po angielsku, odpowiedziałby mi chętniej.) Na dodatek teraz gdy słyszę o całych planach niepodległościowych Katalonii, przewracam oczami i zmieniam temat rozmowy lub kanał w telewizji. Czy to uprzedzenie? Pewnie tak. Ale do Barcelony wybieram się tylko gdy muszę polecieć stamtąd samolotem. Wcale się nie cieszę, wręcz gdy tylko mogę, omijam to miejsce.

Jeśli ktoś ma ochotę mnie przekonywać, to bardzo proszę, ponoć tylko krowa nie zmienia zdania (bo ciągle je trawę). Chętnie dowiem się, czy jest coś, co uwielbiacie w Barcelonie. A może też znajdzie się ktoś, kto wcale nie przepada za tym miastem?