TAAAAK, własnie taki tytuł ma ten wpis! Dowiesz się w nim, czy faktycznie Hiszpanie robią to lepiej!

Ale co? Spytasz? No właśnie, zaraz opowiem Ci co, moim zdaniem, Hiszpanie robią lepiej! Opisałam kilka punktów – zaczynamy od końca!

 

#9 Obiad w ciągu tygodnia zjedzony spokojnie, a nie tak, że potem człowiek za kilka lat musi stać w kolejce do gastrologa. Choć się wali, choć się pali, masz godzinkę w ciągu dnia na spokojny obiadek! Oczywiście ma to także swoje konsekwencje: powrót z pracy o godzinie 20. O czym pewnie już wiesz, jeśli mnie czytujesz.

 

#8 Taka sytuacja: normalnie atrakcyjna dziewczyna (nie Pamela Anderson, jeśli wiesz o czym mówię, ani nie babcia) przechodzi obok grupki chłopaków w Polsce i w Hiszpanii. Przechodzi bo musi, nie bo chce.

Zgadnij, w którym kraju poczuje się jak obiekt lubieżnych spojrzeń, a w którym poczuje po prostu hm… sympatyczne spojrzenia, którym może towarzyszyć jakiś okrzyk wyrażający… podziw?

Żeby nie było – uważam, że wszelkie okrzyki w stronę kobiet są… zbędne. Jeśli jednak hormony biorą górę nad kontrolą aparatu mowy, to wolę ten hiszpański sposób.

hiszpanie robią to lepiej, co hiszpanie robią lepiej

#7 Święto religijne? Proszę bardzo! Kto idzie do kościoła? W zasadzie tylko babcie. Młodzież świętuje i to hucznie!

Na ulicach w każdym mieście i w każdej wiosce, podczas religijnych świąt (najczęściej patrona miasta) jest organizowana mega fiesta. Za pierwszym razem nie mogłam uwierzyć – ludzie młodzi i starsi (okej, więcej młodych) siedzący na ulicy, pijący wino, polewający się winem (tanim…), spędzający całą noc poza domem… Nie, to nie juwenalia, to dzień świętego takiego i takiego lub Matki Boskiej konkretnej – dlaczego z tej okazji Hiszpanie mieliby siedzieć w domu?

Na dodatek nigdy nie wiesz, czy danego dnia akurat nie świętuje jakieś miasto czy wioska w Hiszpanii – tutaj święta narodowe to jedna sprawa, ale drugą sprawą są dni wolne uchwalone przez wspólnotę autonomiczną czy nawet tylko dla danej prowincji. Może się zdarzyć, że konkretnego dnia świętuje tylko jedno miasto w Hiszpanii. Albo tylko dwie wspólnoty autonomiczne. Co roku wydawany jest kalendarz świąt dla całej Hiszpanii, jest to chyba najchętniej czytana publikacja, gdyż można w niej sprawdzić kiedy przypadną dni wolne. Kiedyś może o tym opowiem dokładniej, ale tak, jeśli jedna firma (np. w której pracuje mój mąż!) ma siedzibę w dwóch miastach znajdujących się w dwóch różnych wspólnotach autonomicznych, to może się zdarzyć że jeden z oddziałów jest otwarty, a drugi zamknięty. Tak się stało na przykład w poniedziałek 20 marca br. – biuro w Saragossie pracowało, ale to w Madrycie było nieczynne. Święto San José i wolny dzień! No i weź się tu połap!

 

#6 Jeśli już jesteśmy przy winie… Hiszpanie sprzedają dobre wino za 2-3 euro za butelkę (w supermarkecie). Ja się stopniowo wspinam po szczeblach winnej ekscelencji, teraz już jestem przy takim za 6 euro. A kieliszek wina w barze? 1,50 euro? Co to jest! Oni to potrafią!

wino hiszpańskie, co hiszpanie robią lepiej, tanie wino w hiszpanii

#5 Pieszy pierwszy. Tak, piesi mają pierwszeństwo na pasach, co oznacza, że prawie wszystkie samochody się zatrzymają i przepuszczą piechura oczekującego na przejściu. Uważam, że jest to piękną zasadą, może i nawet wyrażoną prawnie, ale przede wszystkim uwrażliwiającą na tych, którzy na drodze są słabsi. Wiąże się to z faktem, że nawet jeśli ktoś przechodzi przez ulicę w niedozwolonym miejscu lub na czerwonym świetle, kierowca (jeśli go zauważy, rzecz jasna!) będzie bardziej wyrozumiały.

Dla złagodzenia efektu można kiwnąć ręką w przepraszającym geście.

*** Uwaga, jeśli spróbujesz, to tylko i wyłącznie na własną odpowiedzialność!!***

 

#4 Życie nie kończy się po 60. Hiszpanie mający więcej lat (65, 70, 80 i dopóki mogą!) mają bardzo bogate życie społeczne. Wyjdą po gazetę, napiją się kawy (bezkofeinowej!) w barze z przyjaciółmi, spotkają się w parku i podyskutują na ławce… Starsze panie malują się praktycznie codziennie i codziennie wychodzą na miasto na spacer. Prawdopodobnie obecni emeryci w Hiszpanii są ostatnim pokoleniem, które ma godne emerytury, dlatego ten punkt za kilkanaście-kilkadziesiąt lat nie będzie już taki aktualny.

 

#3 Niepełnosprawni, ale pełnoprawni. Mieszkając w Hiszpanii widzę niepełnosprawnych prawie codziennie. A to ktoś na wózku, a to ktoś niewidomy, albo z innym rodzajem uszczerbku na zdrowiu. I powiem szczerze: już nie czuję się… niezręcznie, gdy taka osoba przejdzie (przejedzie!) koło mnie. Powoli przestaję zwracać na to uwagę. Ja jestem człowiekiem, on jest człowiekiem. Ja lubię morele, on lubi winogrona. Ja mogę używać nóg, on nie może. No i co z tego?

Tacy ludzie mają bogate życie towarzyskie, chodzą do barów, po prostu widać, że mogą sobie na to pozwolić.

Nie mam pojęcia czy chodzi o mniejsze bariery architektoniczne, większą pomoc państwa czy administracji lokalnej, a może o jeszcze jakieś czynniki, ludzkie? Technologiczne? Finansowe? Nie czuję się kompetentna aby się wypowiadać w tym zakresie, bo nie znam danych. Mówię tylko jakie mam obserwacje.

Kilka tygodni temu w mojej dzielnicy, gdy wyszłam po zakupy, zaczepił mnie pan, młody, na wózku inwalidzkim, który nie miał też zbyt sprawnych rąk. Poprosił mnie czy nie wyjęłabym mu papierosa, którego miał w torbie przyczepionej do wózka, a potem chciał żebym mu go podpaliła. Zachowałam dla siebie prelekcję o szkodliwości palenia 😉 i zrobiłam to, o co mnie poprosił. I wiem, że jeszcze kilka lat temu czułabym się bardzo skrępowana, chciałabym mu jak najlepiej pomóc i w ogóle jeszcze główkę ułożyć na oparciu, a teraz… po prostu: zrobiłam o co mnie poprosił, z troską, ale bez zbędnego cackania się, tak samo jak bym pomogła każdej innej osobie.

 

#2 Biskup w kościele, a nie w telewizji. Księża mówią swoje prawdy w kościele. W telewizji usłyszymy wiadomości polityków (i ich „prawdy” hahaha). Nie ma dyskusji czy aborcja to, a pigułki tamto. Jest prawo, które obowiązuje, lekarze się do niego stosują, a nie bawią w głosicieli swoich poglądów. Każda kobieta, wraz ze swoim partnerem, w zależności od sytuacji, może decydować o tym, co zrobi w konkretnej sytuacji.

Czyż nie tak powinno być?… Żeby obywatele byli traktowani jak dorośli i odpowiedzialni ludzie, którzy znając za i przeciw różnego gatunku, podejmą decyzje sami za siebie?

 

 

#1 Uśmiech, radość z życia, miły wyraz twarzy… Pomieszkaj w Hiszpanii chociaż przez tydzień. Albo i więcej, jeśli możesz. Najlepiej abyś miał kontakt z Hiszpanami. Nieważne w jakim języku. Zobaczysz, że poczujesz się lepiej. Psychicznie! A w związku z tym i fizycznie.

Nie wiem czy to prawda potwierdzona badaniami, a może to legenda miejska, a może stereotyp. Na mnie jednak zadziałało! W Hiszpanii nauczyłam się spokojniej żyć, cieszyć się z błahostek, delektować się smakami, kolorami, pięknymi miejscami, po prostu celebrować chwilę! Mogę śmiało powiedzieć, że nie żyję przeszłością, raczej teraźniejszością i przyszłością (bo oczywiście trzeba planować!).

Jestem przekonana, że ma na to wpływ hiszpański spokój, radość, wyluzowanie. Brak niczym nie uzasadnionej, wynikającej z zawiści czy kompleksów podejrzliwości (ojej sąsiadka na mnie patrzy, pewnie zazdrości mi nowych butów/samochodu/męża). Większa kultura, jakieś takie obycie wśród ludzi, (i mówię to ja, introwertyczka!), przyjaźniejsze nastawienie!

radość życia w hiszpanii, jak się żyje w Hiszpanii

 

No i jak? Tego oczekiwałeś po tym wpisie? Może masz jeszcze jakieś inne przemyślenia? Możesz się zgodzić z tym, co napisałam? A zdjęcie główne wpisu… to dla zmyłki. Dodam więcej: koleś na zdjęciu to pewnie nawet nie Hiszpan…

 

Czy Hiszpanie robią to lepiej? Jak uważasz?

 

Jeśli nie chcesz, żeby było tak słodko i tęczowo, to możesz przeczytać też, co uważam za absurdalne w Hiszpanii albo jakie są moje odczucia na temat emigracji w Hiszpanii. Przecież nie można się tak bez przerwy wszystkim zachwycać.