Nie wiem czy tytuł wpisu jest zrozumiały dla wszystkich, jednak dla mnie jest on jak najbardziej logiczny. Mam na myśli to, że Hiszpanie są bardzo głośni, otwarci, bezpośredni… Jak w tym wszystkim odnajduje się osoba, której charakter jest… delikatnie mówiąc, introwertyczny?

Wydaje mi się, że jest to fakt ogólnie znany, Hiszpanie są otwarci, zabawowi, głośni. Lubią fiestę, robią sobie sjestę, ich żywot na tym świecie przebiega raczej bez większych zmartwień. Mają słoneczko, wiele pięknych plaż i Ibizę, na której mogą robić zawody w piciu alkoholu z Anglikami, którzy przyjeżdżają tam na wakacje pozbawione wszelkich hamulców.

No dobrze, a tak bardziej na serio (bo ja osobiście uważam, że Hiszpanie mają zmartwienia tak samo jak każdy inny naród, ale po prostu inaczej się z nimi konfrontują, stąd może mylny wniosek, że słoneczko im przygrzało i że nic więcej ich nie obchodzi), to jakim czasownikiem określiłbyś Hiszpanów? Otwarci – zamknięci? Uśmiechnięci – ponuraki? Myszka pod miotłą czy krzyki OLÉEE w rytmie salsy i innych dyskotek?

Tutaj chyba wszyscy mamy podobne zdanie. Uściślę: Hiszpanie do zamkniętych w sobie nie należą, krzyczą niezależnie od tego czy są w szkole, w sklepie czy w kościele (widzieliście kiedyś hiszpańską wycieczkę wchodzącą do kościoła? Chwila upływa zanim zdadzą sobie sprawę, że tu się nie krzyczy 🙂 ), a uśmiech i dobre nastawienie do życia jest moim zdaniem ich cechą dominującą.

introwertyk w hiszpanii przyjaźń w Hiszpanii

Jaki jesteś? Ekstra czy intro?

Jeśli czujesz te klimaty, to nie ma problemu – w Hiszpanii bardzo dobrze się odnajdziesz, nie będziesz mieć ani większych problemów w rozmowie z nimi ani w zrozumieniu ich radości, głośności, chęci stania przez pół godziny na ulicy w ramach pogawędki i krzyczenia przy tym na cały plac niezależnie od godziny (tak piszę plac, bo ja mieszkam przy takim placyku, gdzie czasami zbierają się jakieś hiszpańskie grupki i mi krzyczą tuż pod oknem!).

Jeżeli jednak należysz do osób nieco bardziej introwertycznych, to możesz mieć mały problem ze zrozumieniem tego narodu. Tak jak ja miałam i do tej pory czasami nie rozumiem. Od teraz będę się wspierać artykułem o introwertykach z Wikipedii (tak, wiem, bardzo często się wspieram wiki na blogu, niedługo dam im jakiś datek, jak następnym razem mnie poproszą), gdyż łatwiej mi będzie odnieść się do poszczególnych cech moich i hiszpańskich.

Rozmowa o pogodzie

Hiszpanie są mistrzami rozmów, które do niczego nie prowadzą. Niekoniecznie o pogodzie, ale na jakikolwiek Niezbyt-Ważny-Temat. Oczywiście, ludzie muszą ze sobą rozmawiać, ale ja na spotkaniach z koleżankami wolę pogadać sobie o poważniejszych sprawach niż zakupy dnia wczorajszego lub kto gdzie poszedł i czego się napił i o której godzinie wrócił do domu, co było może tematem moich rozmów na Erasmusie w 2010, ale nie wśród 30-latków!

Jeśli kogoś widzę po raz pierwszy to wiadomo, że nie będę go pytać jak mu idzie w małżeństwie i czy w tym roku stać ich na wakacje za granicą, ale powiem szczerze: mam kilka hiszpańskich koleżanek, które są bardzo miłymi, wykształconymi dziewczynami. Znam je praktycznie od kiedy mieszkam w Hiszpanii, czyli kilka ładnych lat, ale rozmowa z nimi jakoś nijak się ma do rozmów, które przeprowadzam z Polkami. Nie mówcie nikomu, ale czasami zastanawiam się w duchu czy te Hiszpanki mają uczucia, czy są robotami. Spotkanie z nimi to sam opis faktów. Co się stało. Opis sytuacji, ewentualnie opis reakcji drugiej osoby na sytuację. Rozmowy z Polkami są pełne uczuć: radość, nerw, nadzieja, wkurzenie. To nie tylko strona „techniczna” wydarzeń, ale przede wszystkim osobista, co która z nas myśli na dany temat, poruszanie trudnych spraw, a nie tylko tych, którymi można się pochwalić (jak z Hiszpankami…). Naprawdę nie wiem jak Hiszpanki sobie radzą z poważnymi tematami, czy nie mówią o nich nikomu, a może chodzą do terapeutów, a może mówią tylko mamie? Dla mnie podzielenie się ważnymi sprawami jest kluczowe – nie umiałabym wyżyć trzymając w sobie moje przemyślenia.

Wikipedia mówi, że introwertycy nie lubią takich płytkich rozmów. Ja się w takim razie podpisuję pod tym rękami i nogami.

Wielkie grupowe spotkania

Ponoć introwertycy nie lubią grupowych spotkań, wolą te kameralne, najchętniej w cztery oczy. To jestem ja! Mój komfort spotkania rozszerza się ewentualnie do dwóch par – my i jeszcze jakieś inne małżeństwo. Wtedy czuję się dobrze, jestem sobą, nie patrzę co chwilę na zegarek.

Hiszpanie uwielbiają gromadzić się w dużych grupach, nieważne czy Paquito zna się z Anitą czy może to jest koleżanka z pracy tamtego znajomego, a inna dziewczyna przyprowadziła ze sobą jeszcze sąsiadkę. Nie! W takiej sytuacji wszyscy są amigos. Nieważne, że duża część z nich już się nigdy ze sobą nie spotka – nie przeszkadza im to w spędzeniu miłego wieczoru. Ja tak nie umiem. Nie lubię. Jeśli wiem, że poznam kogoś, kto za 2 tygodnie wyjeżdża na 5 lat do innego kraju, to szczerze mówiąc nie chce mi się z nim rozmawiać – nazwijcie mnie.. hm, sama nie wiem jak, może to lenistwo? Odlud? Jak sobie chcecie – ale szkoda mi tego wieczoru z mojego życia, opowiadając po raz enty historię „Jak to się stało, że przyjechałam do Hiszpanii” komuś, kto jutro już nie będzie pamiętał połowy z tego, co mu powiem, a ja nie mam nawet cienia szansy spotkać tej osoby za kilka dni czy tygodni ponownie. Aha, za czym jeszcze nie przepadam, to gdy ludzie, których dopiero co poznałam mówią mi, że bardzo dobrze znam hiszpański i pytają się, jak się go tak dobrze nauczyłam. Zawsze odpowiadam, że ciężko pracowałam i siedziałam nad książkami codziennie przez kilka lat, ciekawe czy ktoś zrobi tak samo i nauczy się jakiegoś języka. Oczywiście to częściowo jest prawda – bardzo dużo czasu spędziłam na nauce hiszpańskiego, jednak to była dla mnie sama przyjemność.

Prawdopodobnie moja „niechęć” do takich sytuacji wiąże się też z faktem, że nie mam wystarczająco czasu na spotkania z moimi dobrymi znajomymi, a skąd jeszcze go wziąć na poznawanie nowych osób.

introwertyk w hiszpanii przyjaźń w hiszpanii

Problemy z zapamiętywaniem twarzy i nazwisk

Według Wikipedii to kolejna możliwa cecha ludzi intro. Ja jestem absolutnym wzrokowcem, dlatego jak zobaczę jakieś nazwisko napisane, to nie ma bata, żeby mi wypadło z głowy (pewnie stąd też moja miłość do języków – odkryłam jak najłatwiej mogę się ich nauczyć), ale jeśli chodzi o twarze, to jestem fatalnym przypadkiem. Nawet jeśli poznałam kogoś wczoraj, to dzisiaj już jego twarz jakoś tak mgliście mi się przypomina, a najczęściej jest to twarz kogoś innego. Jest to albo skutek albo przyczyna poprzedniego punktu – jeśli wiem, że kogoś poznam „jednorazowo”, potem już się nie będziemy więcej widzieć, albo następnym razem za dwa lata, a na dodatek i tak nie zapamiętam jego twarzy… To moja motywacja do takich hiszpańskich spotkań jest bliska zeru.

Większa energia w samotności

A jej utrata wśród ludzi. Tako rzecze Wikipedia. Po raz kolejny muszę się z nią zgodzić. Nie lubię przebywać w dużych skupiskach ludzi, przy czym dla mnie duże skupisko ludzi to już od kilku osób wzwyż. Szczególnie wśród Hiszpanów, którzy mają kilkakrotnie większe natężenie decybeli przy rozmowie. Czuję się wtedy jak sflaczały balonik. Hiszpanie na dodatek przez większość czasu na takich spotkaniach (np. w barach) stoją ze szklanką w ręce, czego ja nie lubię, więc tym gorzej się czuję. Mogę siedzieć, mogę leżeć, mogę spacerować, mogę chodzić szybko. Ale nie lubię stać w miejscu, w barze, gdzie co chwilę ktoś mnie popycha przechodząc, gdzie nie mam swojej przestrzeni życiowej (to już jest chyba kolejna różnica – hiszpański dystans międzyludzki jest zdecydowanie bliższy niż moje bezpieczne i wygodne wyciągnięcie ręki, ale to temat na inny wpis… TUTAJ ciekawy link do krótkiego artykułu Wikipedii o dystansach międzyludzkich), a żylaki tylko czekają, żeby się utworzyć.

introwertyk w hiszpanii hiszpańscy przyjaciele

Wpis ten został zainspirowany spotkaniem ze znajomymi znajomego (znałam tylko solenizanta), na którym przyszły mi do głowy takie przemyślenia. Nie, nie bawiłam się tam dobrze, poznałam mnóstwo osób, których imion ani historii w tej chwili już nie pamiętam, a szanse, że spotkam kogokolwiek z nich przed upływem roku czy dwóch są naprawdę nikłe. Tak, lubię poznawać nowych ludzi, ale w ilości limitowanej, stawiam na jakość znajomości, a nie na ich ilość.

Hiszpanie sądzą, że jestem dziwna?

Nie wiem i szczerze mówiąc nie przejmuję się tym zbytnio. Może i sobie myślą, że jestem z północy, sztywna zimna, że nie chcę z nimi się śmiać i rozmawiać o… pogodzie, a może myślą sobie, że ich nie rozumiem – bariera językowa (której praktycznie nie ma, ale na pewno takiemu myśleniu pomaga fakt, że czasami na takich spotkaniach, szczególnie gdy jestem na nich z mężem – który daje bardzo dobry wizerunek naszej pary wśród ludzi – ja czasami się relaksuję i wyłączam, po prostu przestaję słuchać rozmowy osób obok mnie. Wiem że to nie jest zbyt uprzejme, ale co zrobię).

Moim zdaniem Hiszpania nie jest zbyt dobrym krajem dla introwertyków, ja sama wolałabym mieszkać w jakiejś Szwecji, gdzie nikt się do mnie nie zbliży na mniej niż 80 centymetrów i nie będzie mnie niepokoił rozmową o niczym. Teraz już się przyzwyczaiłam, jednak kiedyś doprowadzało mnie na kraniec cierpliwości, kiedy osoba stojąca za mną w kolejce w sklepie przysuwała się do mnie tak blisko, że przy jakimkolwiek ruchu już się o nią ocierałam. Powiem szczerze, że kilka razy zdarzyło mi się nawet zwrócić uwagę takiemu ocieraczowi (częściej to były panie, zwykle starsze), zawsze bardzo miło, co spotykało się z równie miłą odpowiedzią i odsunięciem się tej osoby ode mnie o 5 centymetrów… Nie wiem już czy śmiać się czy płakać 🙂

Czy przekoloryzowałam? Nie wiem. Chętnie dowiem się jakie są doświadczenia z Hiszpanami innych osób, niezależnie od tego, czy są podobne, czy też zgoła inne.

 

Jeśli Ci się podobało, udostępnij u siebie! Dzięki!