Hiszpania jest pięknym krajem, wszyscy to wiemy. Na dodatek możesz znaleźć tutaj i piękne plaże, o różnych kolorach piasku, góry (i to całkiem spore, w sezonie można pośmigać na nartach w kilku miejscach w Hiszpanii), pustynie (a tak! Czy o tym wiedziałeś? I to nawet kilka, a na jednej z nich kręcono Grę o Tron – której jestem wielką fanką!!!) – odsyłam do hiszpańskiej Wikipedii, abyście mogli sobie sprawdzić o jakie pustynie chodzi (po hiszpańsku – soorki).

Jest też kilka wulkanów (ponoć 6, chociaż naukowcy spierają się czy wszystkie są aktywne czy nie). Są tutaj piękne wyspy, które wydają się prawie rajskimi (i to nawet nie mam na myśli Balearów czy Wysp Kanaryjskich, a tzw. Islas Cíes – należące do Galicji).

Czy coś pominęłam? Piękne miasta, rzecz jasna, już nawet nie będę ich wymieniać, bo nie chcę wywoływać sporu: czy piękniejsza Sewilla czy Barcelona? Lepiej studiować w Saragossie czy w Salamance? itp itp.

Ale ten wpis jest czymś wręcz przeciwnym. Chcę Ci powiedzieć których miejsc nie warto (oczywiście – jak wszystko na tym blogu – moim skromnym zdaniem) odwiedzać. Ja w nich wszystkich byłam i nie polecam. Oczywiście Ty możesz zrobić jak uważasz, może akurat Ciebie któreś z tych miejsc zainteresuje… Ale ja gdybym wiedziała, to bym zaoszczędziła czas i wcale tam nie poszła. Bo to strata czasu, ewentualnie pieniędzy. Ale przejdźmy do rzeczy.

#1 Zona Expo (Saragossa, ale oprócz tego jest w Barcelonie i Sewilli)

Kilka hiszpańskich miast miało przyjemność goszczenia wystawy światowej EXPO. Jeśli nie wiesz co to jest, polecam przeczytanie TEGO artykułu z Wikipedii (tak – najprościej Cię tam odesłać, wiem). A dokładniej były to: Barcelona (1929), Sewilla (1992), Saragossa (2008).

Oprócz Barcelony, w której miejsce wystawy światowej (okolice Plaza de España, la Fuente Mágica, czyli słynna fontanna, Montjuic, etc) jest w miarę przyjemne do spacerowania i polecam się tam wybrać, inne miejsca po wystawie raczej straszą albo smucą.

Nowoczesne w chwili powstania, często futurystyczne budynki, które teraz często stoją puste, zamknięte, rujnują się (jak przez wiele lat Zona Expo w Saragossie). Okolica niegdyś tętniąca życiem, teraz jakaś taka…podupadła.

Do miejsca, w którym było Expo w Saragossie dałam się zabrać kiedyś na spacer. Moi znajomi z Saragossy uważali, że to jest miejsce godne pokazania mi. A ja… żałowałam, że nie wzięłam ze sobą roweru lub łyżworolek, bo są tam ogromne połacie betonu (czy kostki, już nie pamiętam, ale zachęcało żeby na czymś się przejechać i wiele osób uprawia tam właśnie te sporty). W Sewilli znalazłam się w strefie Expo tylko przejazdem, bo po negatywnych doświadczeniach z Saragossy nie miałam wcale ochoty znowu oglądać czegoś tak przygnębiającego. Wiele z pawilonów rozebrano po Wystawach, inne zostały jakoś tak.. do gnicia. Nieliczne ciekawe budynki sprawiają smutne wrażenie.

W Sewilli na Isla de la Cartuja (gdzie miała miejsce wystawa światowa) znajduje się obecnie także park rozrywki („wesołe miasteczko”?) Isla Mágica

Serio, lepiej pójdźcie sobie na churros con chocolate do jakiegoś fajnego baru, o wiele lepiej.

#2 Plaza de Toros (w jakimkolwiek mieście)

Plaza de Toros czyli arena walk byków, tak, właśnie to miejsce, na którym odbywa się corrida. Ja nie polecam zarówno jeśli chodzi o samo przedstawienie corridy, jak i po prostu wizytę w muzeum (ja byłam – w 2010 roku, kiedy nie miałam jeszcze zbyt wielkiego pojęcia o corridzie), bo to jest nic innego, jak pomoc w finansowaniu tego interesu, a nawet jeśli idziemy bezpłatnie, jest to swego rodzaju okazanie wsparcia dla idei corridy. Teraz już bym nie poszła do takiego muzeum.

No i teraz opis moich doświadczeń: byłam na corridzie w 2014 roku, kiedy to zabrał mnie na nią chłopak (obecny mąż). Byłam ciekawa, nie powiem. Rozumiem, że ktoś może być ciekawy (jak ja), jak to wygląda. W sumie jestem zadowolona, że poszłam, bo wyrobiłam sobie o tym BARDZO STANOWCZE ZDANIE. I moje zdanie brzmi: NIE DLA CORRIDY.

Nie będę jej opisywać, bo możecie przeczytać sobie opis corridy na blogu u Kasi (z którym zgadzam się w 100%!), ale powiem tylko, że po tym jak pierwszy byk padł, wymęczony powolnymi torturami, zaczęłam płakać i już nie mogłam przestać, do końca. A byków było sześć! Tak, bo corrida to nie tylko jeden byk, a właśnie sześć. I nie jestem w stanie zrozumieć, jak Hiszpanie, którzy są moim zdaniem tak pokojowi, tolerancyjni, mogą krzyczeć OLÉ! za każdym razem kiedy dźgnięty byk upadał na ziemię. I TAK, KREW Z NIEGO SIKAŁA, jak w piosence.

I sam byk też się posikał, z nerwów, ze strachu…? Nie wiem. To było okropne. Ja płakałam, a mój mąż tylko przynosił mi kolejne puszki piwa. Bo TAK, corrida, podczas której zabijane są zwierzęta, to jest dla Hiszpanów radosne przedstawienie, na które zabierają jedzenie na wynos, napoje i krzyczą radośnie, niektórzy nawet przynoszą radio. Podczas corridy na której byłam ja, Hiszpanie gdy się już najedli, to rzucali w siebie resztkami jedzenia. TAK. I nie wiem czy tak się zdarzyło tylko raz, czy jest to bardziej „znormalizowane” zachowanie, ale wcale nie chcę tego wiedzieć.

*** UWAGA, tak się dzieje w małych miasteczkach, nie wiem czy tak samo jest np. podczas corridy na Plaza de Toros Las Ventas w Madrycie – ale wydaje mi się, że jest to nieco bardziej… eeee, eleganckie (?) miejsce. Ale już nie chcę tego sprawdzać i nie interesuje mnie to. ***

Wyjątkiem jest Katalonia, w której walk byków zabroniono, a obiekt Plaza de Toros w Barcelonie zamieniono w centrum handlowe. Przynajmniej jakaś użyteczność! I nic nie gnije, a ludzie mogą sobie iść na zakupy i turyści też zadowoleni, bo mają atrakcję. Tam jest fajnie. I to mimo że nie przepadam za Barceloną.

Jako pozytyw dodam też, że od tamtej pory mój mąż nie wrócił już na corridę. Ani raczej się nie wybiera ponownie.

plaza de toros corrida bilety

#3 Bar-restauracja-fast food RODILLA

W Hiszpanii masz mnóstwo opcji jedzeniowych. Możesz jeść owoce morza, mięso, sałatki, krokiety hiszpańskie, tortillę, paellę i tysiąc pięćset innych potraw, regionalnych lub nie.

Dlatego pod żadnym pozorem nie wybieraj się na obiad/przekąskę czy kolację do sieciówki zwanej RODILLA. Firma ta chwali się datą założenia 1939, ale ja nie daję się zmylić: moja babcia i prababcia na pewno nie jadły tego, co tam serwują.

(Możesz sobie zobaczyć jakie jest ich menu wraz ze zdjęciami na stronie https://www.rodilla.es/carta.)

Sandwiche (tak się pisze? :O) z chleba tostowego, białego lub „razowego” (zafarbowanego jakimś barwnikiem, bo razowy to on na pewno nie jest), wypełnione pastami różnego rodzaju (jajeczne, z tuńczyka… rzekomo) i niewiadomego pochodzenia. Od czasu do czasu znajdziesz listek sałaty, ale to wyjątek. Całość sprawia wrażenie posiłku dla bezzębnych osób, bo jest takie… miałkie. I żeby nie było: ja lubię smoothies, zupy kremy i takie tam. Ale nie kanapkę, która ponoć zrobiona z razowego chleba, a rozpływa się w ustach bez gryzienia. I „rozpływa się” w tym przypadku ma negatywne znaczenie.

W jedzeniu, które jest tam serwowane, nie znajduję żadnej wartości odżywczej. Może jakiś czytelnik mnie oświeci i znajdzie?

Aha, w tych barach RODILLA mają sałatki. Ale z racji faktu, że pracowałam kiedyś w hiszpańskim barze szybkiej obsługi (nie Rodilla, ale całkiem podobnym), z podobnymi kanapkami (nieee, to nie był McDonalds, powtarzam!), to wiem jak się robi takie sałatki: masz plastikowe pojemniki. Masz listę ile sałatek trzeba zrobić na każdy dzień. Masz listę składników (łącznie z podaną wagą składników) do każdej sałatki. Przygotowujesz sałatkę wg wytycznych, teoretycznie powinieneś mieć rękawiczki na dłoniach. W praktyce różnie bywa, może nie i może właśnie skończyłeś zmywać podłogę mopem.

Wszystkie warzywa, z których korzystasz są z torebki, z konserwy, nawet jajka na twardo przychodzą w dostawie już ugotowane i w pojemniku (no chyba nie myślisz, że w takim barze gotują specjalnie dla ciebie jaja?? Nie ma na to czasu). Starasz się, żeby wyglądało w miarę apetycznie, symetrycznie. Naklejasz naklejkę z datą ważności na plastikowe pudełko. Pod koniec dnia, jeśli nie wszystkie sałatki się sprzedały, zmieniasz naklejkę z datą przygotowania sałatki i z datą ważności, wkładasz plastikowe pojemniki do chłodni i tam te pyszne i „zdrowe” sałatki czekają na następny dzień.

Nadal masz ochotę na takie danie? Już lepiej idź do McDonaldsa 😀

#4 Dzielnice, w których mieszkają ludzie, osiedla, „sypialnie”

Kiedy odwiedzam jakieś miejsce, to nigdy nie mam ochoty udawać się w miejsca, w których toczy się „zwykłe” życie. Takie jak osiedla, blokowiska, dzielnice rezydencjalne (tak, sprawdziłam, że takie wyrażenie istnieje!). Nie interesuje mnie to.

Odwiedzam miejsca, które są albo turystyczne, pod jakimkolwiek względem, albo rekomendowane (przez osoby mieszkające w danym mieście, np. ciekawe bary czy budynki, ewentualnie w przewodnikach). Natomiast szkoda mi tracić czasu na miejsca, które są… „zwykłe”, gdzie ludzie mają swoje codzienne sprawy, gdzie wychodzą na spacer z psem czy z dzieckiem, wyrzucają śmieci i parkują samochody pod blokiem.

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ mój mąż jest fanem właśnie takich miejsc, gdzie życie toczy się swoim rytmem, niezależnym od turystów. Dla mnie takie miejsca są nudne. Jeśli jakieś miasto ma blokowisko, będzie ono podobne, czy to w Saragossie czy w Walencji, nie chce mi się chodzić po takich miejscach i oglądać jak wyglądają dzielnice mieszkalne. Tak mało czasu, a tyle pięknych miejsc do zobaczenia!

Oczywiście sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybym zastanawiała się nad zamieszkaniem w danym miejscu. Wtedy takie wizyty i „zwiedzanie” dzielnic są jak najbardziej wskazane! Ale póki co nie zamierzam zmienić miejsca, w którym mieszkam.

miasta do zwiedzania hiszpania

#5 Każdy kościół i klasztor po drodze

Lubię zwiedzać kościoły – nie robię tego ze względów religijnych, ale żeby zobaczyć jak na przestrzeni wieków kształtowały się kanony sztuki. Uwielbiam styl romański, piękne witraże, masywne kolumny. I niektóre ołtarze barokowe.

Jednak w Hiszpanii jest tyle kościołów, tyle z nich jest pięknych, mających coś szczególnego, wyjątkowego, a to jakiś ołtarz, a to jakaś kolumna, a to rzeźba czy obraz….

Byłam kiedyś w Avili, mieście niedaleko Madrytu. Jest to miasto, które cieszy się sporą religijną famą (stamtąd pochodzi św. Teresa). Jest tam tyle kościołów, a że akurat była ładna pogoda i mieliśmy dużo czasu, postanowiliśmy wejść do nich… No właśnie. Weszliśmy do tylu, że już nawet nie pamiętam pod czyim wezwaniem były, w którym kościele co się znajdowało i z którego wieku (sztuka w Avili to, z tego co pamiętam właśnie mój ulubiony styl romański i gotycki). Nic nie pamiętam. Za dużo tego. Mój mózg pozostał z jednym wspomnieniem ogólnym z Avili, ale nie rozróżniam żadnego kościoła czy ołtarza. Trochę szkoda. Przesadziliśmy.

kościoły Hiszpania

Dlatego, nawet jeśli byś chciał zobaczyć wszystkie kościoły z danego rejonu, polecam wybrać jeden, dwa, cztery kościoły i je zobaczyć. Wybrać pomiędzy niesamowitymi freskami, a grobowcami z XIII wieku, ołtarzami, itp itp. Nie można zjeść ciasteczka i mieć ciasteczka, no chyba że masz świetną pamięć, zarówno wizualną, jak i historyczną, no to może wtedy uda ci się cokolwiek zapamiętać…

#6 Oceanarium w Walencji (ale są też inne, w Barcelonie, Saragossie, na Majorce…)

W maju 2018 byłam w oceanarium w Walencji (oryginalna nazwa: L’Oceanogràfic). Poszłam z ciekawości i muszę powiedzieć, że z jednej strony jest to bardzo dobrze zorganizowane miejsce, w którym można spokojnie spędzić cały dzień. Atrakcje (czyli głównie chodzi o ryby, rekiny, meduzy i inne wodne stworzenia) są zabudowane, co oznacza, że nie spędzamy całego dnia w upale, na zewnątrz. Jest też jednak kilka atrakcji (no.. znowu zwierząt, głównie ptaków – flamingów czy pingwinów i innych, żółwi, itp.) na zewnątrz, co też jest bardzo miłe, bo realizując plan zwiedzania jesteśmy połowę czasu na zewnątrz i połowę pod dachem.

Ale z drugiej strony… poszłam na pokaz sztuczek delfinów… I to było kolejne miejsce, w którym się popłakałam. Moje ukochane zwierzęta to psy, konie i delfiny (ale lubię wszystkie!!). No i właśnie oglądanie tych delfinów, które ktoś zabrał z ich środowiska naturalnego albo które urodziły się w niewoli i praktycznie od razu zostały oddzielone od matki (a jest to zwierzę bardzo społeczne, małe pozostają z matką nawet do 6 roku życia!!), spowodowało, że postanowiłam sobie, że napiszę o tym na blogu. Może ktoś przeczyta i zdecyduje się nie iść. Ja już nie pójdę na nic takiego w moim życiu.

Wyobraź sobie, że masz zapewnione podstawowe warunki do życia, ale nie możesz wyjść z mieszkania, w którym ktoś cię zamknął. Chciałbyś? Wizja idealna? Bo nie musisz chodzić do pracy? Bo ktoś się z tobą bawi?

Ale na dodatek codziennie przychodzą Cię oglądać setki turystów, a Ty, aby otrzymać swoją porcję śniadania, obiadu i kolacji, musisz robić sztuczki: skakać na jednej nodze, robić fikołki, przymilać się i dać się głaskać tym nieznajomym osobom, a to wszystko w rytmie głośnej muzyki (serio – bardzo po „amerykańsku”, bardzo głośna, skoczna muzyka, czułam się jak w jakimś filmie).

Brzmi strasznie? Dla mnie tak. Nie chciałabym, aby coś takiego mnie spotkało, dlatego nie chcę aby spotkało żadną inną żywą istotę. Nieważne czy to cyrk, oceanarium, pokaz delfinów czy walka byków. Kim jesteśmy, że dajemy sobie prawo do takiego traktowania zwierząt? Dla czystej rozrywki?

Na temat delfinarium w Walencji muszę dodać 2 rzeczy:

– osoby, które opiekowały się delfinami, wyglądały na naprawdę kochające i troszczące się o te zwierzęta. Dla mnie, laika, wyglądało to jakby miały głęboką więź, wypracowaną przez długi czas. Ale oczywiście nie wiem jak jest naprawdę. No i (moim zdaniem) nie usprawiedliwia to faktu istnienia takiego miejsca.

– podobał mi się element edukacyjny, instruktorzy podczas pokazu skierowali się specjalnie do dzieci (ale na pewno skorzystali też dorośli, jak ja), opowiadając, że gdy na plaży znajdzie się delfina, na piasku, to przede wszystkim należy go przez cały czas nawadniać, polewać wodą i okładać np. mokrym ręcznikiem, powiadomić odpowiednie służby. Jednocześnie zwrócili uwagę, żeby nie kłaść tego mokrego okładu na otwór, który delfin ma w górnej części ciała (głowy), bo są to jego nozdrza; opowiadali także o zanieczyszczeniu mórz i że źle to wpływa na żyjące w nim stworzenia – to oczywiście na plus. Dzieci wydawały się pozytywnie przejęte. Mam nadzieję, że choć w taki sposób zapamiętają.

oceanarium walencja czy warto iść

Dla osób, które są zainteresowane przeczytaniem innych relacji z delfinariów i tym, jak traktowane są te zwierzęta w niektórych miejscach, polecam dwa wpisy z innych blogów:

Łzy delfina, których nie zobaczysz

Przeklęty uśmiech delfina

Dlaczego należy zrezygnować z wizyty w delfinarium

Żyjmy i dajmy żyć innym (delfinom, bykom…)!

#7 Herriko tabernas – co to jest?

Słuchaj, nie znam się dokładnie na Kraju Basków, na polityce chyba jeszcze mniej, ale postaram się to wytłumaczyć jak najlepiej potrafię.

Na pewno wiesz, że Kraj Basków to takie miejsce w Hiszpanii, które miało wiele problemów z terroryzmem separatystycznym. Napisałam nawet o tym wpis (tylko jeden – na więcej chyba nie miałam siły, bo to ciężki temat): Czy można przyzwyczaić się do terroryzmu?.

No i tak się składa, że ci wszyscy sympatycy organizacji terrorystycznej ETA (która swoją drogą już nie istnieje – została rozwiązana w maju 2018 roku), musieli się gdzieś spotykać. Musieli mieć jakieś miejsce, w którym wydawać swoje pieniądze na piwo (no przecież nie pójdą na piwo do baru do pana Manolo, który nie jest separatystą!), „grubsze ryby” musiały jakoś prać pieniądze przekazywane przez różne organizacje i partie (naprawdę nie chcę się w to mieszać). Jest to po prostu rodzaj baskijskich barów, w których przesiadują, debatują i załatwiają swoje sprawy radykalni nacjonaliści baskijscy (a może przesiadywali – debatowali – załatwiali, ale dla mnie to wszystko jedno).

Doszło nawet do procesu sądowego, w którym oficjalnie potwierdzono związek tych barów z ETA (oczywiście pieniądze, pieniądze, pieniądze, wsparcie ETA).

Ja w takie miejsca nie chcę chodzić, bo mimo że ETA już nie istnieje (oficjalnie), wejście do takiego baru dla mnie coś oznacza. Oznacza, że popieram ich ideologię, że jestem z nimi, że daję im jakiekolwiek wsparcie. W Kraju Basków jest wiele barów, do których można pójść bez żadnych politycznych kontekstów i pysznie się najeść (uwielbiam tamtejsze jedzenie!).

Jak rozpoznać herriko tabernę?

Może pojawić się kilka elementów, po pierwsze słowo AMNISTÍA, czyli petycji o uwolnienie terrorystów z więzień. Może się pojawić napis: „Euskal presoak, euskal herrira„, oznaczający w euskera „Baskijscy więźniowie w baskijskich więzieniach”. Podczas aktywności ETA, jednym ze środków prewencyjnych było umieszczanie terrorystów w zakładach karnych odległych od Kraju Basków. Powodowało to trudności przede wszystkim dla rodziny, aby móc odwiedzać osadzonych bliskich. Wyobraź sobie podróż np. starszej kobiety, matki osadzonego z Kraju Basków do więzienia w Andaluzji, w latach 80. czy nawet 90, musiała być to udręka. Oprócz pozbawienia wolności „karę” miała także rodzina, która musiała poświęcić więcej czasu i środków, aby dostać się do więźnia (zamiast dojechać do więzienia lokalnego).

herriko taberna

Moim zdaniem jednak napis ten nie musi oznaczać, że to jest herriko taberna (tylko po prostu wyrażenie tej petycji), ale i tak bym nie weszła do takiego baru.

Poprosiłam o pomoc w udzieleniu wskazówek „jak rozpoznać herriko tabernę” Kamilę, która mieszkała w Hiszpanii i nawet zna język euskera! Z miłą chęcią mi pomogła, nawet porozmawiała na ten temat z kilkoma Baskami.

Zazwyczaj w każdym miasteczku jest jedna herriko taberna. Są to zwykłe bary, jednak mają swoją osobowość, a ideologię można wyczuć po wyglądzie baru. Zwykle chodzą tam osoby z lewicy niepodległościowej. W każdym mieście herriko może wyglądać inaczej… Jest dużo barów w takim stylu, ale „herriko” zwykle jest tylko jeden. Prawdopodobnie to będzie ten, w którym ludzie organizują małe spotkania różnych grup (na przykład nacjonalistów, ekologów, itp). Zwykle każda partia polityczna ma „swój” bar w każdym mieście.

Jak wspomniano wyżej: elementy takie jak plakaty z napisami „Amnistía” ani „Euskal presoak, euskal herrira” nie muszą oznaczać, że to jest herriko. Mogą znajdować się w każdym barze, tak samo jak zdjęcia aresztowanych terrorystów baskijskich (co okazuje się na dodatek być nielegalne!). W różnych miasteczkach herriko zostały zamknięte przez hiszpańską policję (Guardia Civil), często lokal wraz z całym wyposażeniem.

Jeśli na dodatek zobaczymy w barze lub na jego fasadzie któreś z poniższych symboli, to możemy być pewni, że to jest herriko taberna.

Nadmiar ikurriña, czyli flag Kraju Basków

ikurrina

 

Arrano beltza – czarny orzeł na żółtym tle

Arrano_beltza

Plakat wraz ze znakiem wykonanym przez Eduardo Chillida, który potem został przejęty przez organizację niosącą pomoc prawną osadzonym terrorystom, Gestoras Pro Amnistía (zdelegalizowana w 2001 roku, za współpracę z terrorystami)

Za pomoc przy napisaniu tego akapitu i dotarcie do Basków i rozmowę z nimi dziękuję Kamili:

Kamila Anna Bąkowska – filolożka hiszpańska, tłumaczka i nauczycielka, znawczyni kultury hiszpańskiej, włada dodatkowo baskijskim, portugalskim i angielskim. Przez kilka lat mieszkała w Hiszpanii gdzie miała możliwość studiować tłumaczenie, brać udział w kursach i szkoleniach językowych. Ponad rok współpracowała z jednym z najpopularniejszych stacji radiowych w Hiszpanii LOS40.

Kamila Anna Bąkowska. HISPANUS. Usługi językowe oferuje m. in. nauczanie online, tłumaczenie, transkreacje, transkrypcje, tworzenie napisów do filmów, określanie poziomu języka np. podczas rozmów kwalifikacyjnych, etc. kamilaannabakowska@gmail.com

 

Sugestie czytelników: czego nie warto odwiedzać w Hiszpanii

Na fanpage Olga Nina w Hiszpanii zapytałam czytelników, czy podzieliliby się opinią jeśli chodzi o „niepolecane” miejsca w Hiszpanii. Których ich zdaniem nie warto odwiedzać.

Nie wiem czy w taki sposób jeszcze bardziej nie namieszałam: okazało się, że zostało skrytykowanych bardzo wiele miejsc i regionów. Oczywiście to, co dla jednych jest wadą, dla innych może być zaletą, dlatego w tym miejscu kończy się „oficjalna” część wpisu i oddaję głos czytelnikom/osobom, które zgłosiły się pod wpisem. Oprócz opinii negatywnych dodam także pozytywne odpowiedzi, które pojawiły się pod krytycznymi komentarzami. W sumie wyszła z tego ciekawa mini-konwersacja. Emotikonki zostawiłam, jak w wypowiedzi oryginalnej. Kolejność alfabetyczna!

ALICANTE

„Ja nie jestem wielką fanką Alicante, chociaż nie potrafię tego nawet jakoś logicznie uzasadnić + absolutnie Benidorm, drapacze chmur drapaczami, ale oprócz tego to hiszpański odpowiednik naszego Mielna.”

ALMERÍA

„Ja natomiast byłam zachwycona Almería, szczególnie ogrody w Alcazaba i widoki stamtąd to dla mnie hit. Oraz Tabernas. No ale ja mam świra na punkcie architektury mozárabe, kultury arabskiej więc Almeria jest mi sto razy bliższa niż Cádiz.”

„Mnie chyba najbardziej rozczarowała starówka, a w zasadzie jej brak. Takie miasto trochę bez klimatu.”

„No tak, to prawda. Nie ma jakiegoś centrum, klimatycznej starówki więc jeśli ktoś tego szuka to pewnie się rozczaruje. Mnie Almeria wygrała twierdzą arabska i kawiarenkami w marokańskim stylu, architektura muzułmańską.”

BARCELONA, Park Guell i okolice miasta

„Można darować sobie część płatną Parku Guell, lepiej obejrzeć z zewnątrz i pospacerować po części darmowej.”

„To już zapewne zależy od tego co kto lubi:) Dla mnie Park Guell zobaczyć ABSOLUTNIE WARTO podobnie jak budynki Gaudiego… To magia nie architektura… A nie warto? Miejscowości takie jak Lloret de Mar:)”

„Lloret de Mar przecież to od lat wiadomo ze to jest tańsza wersja Ibizy…. oprócz cmentarza i ogrodów Santa Cristina w okolicy to jedynie hotele i kluby i bary…”

„Cała Barcelona przereklamowana :D.”

„Dokładnie!  Łaziłem bo Barcelonie i jakoś wielkiego WOW nie było ;p Zdecydowanie ładniejsze jest spokojne Alicante czy troszkę bardziej tłoczna od Alicante Sewilla”

„Dokładnie tak samo uważam!   Andaluzja, Walencja, nawet Galicja są zdecydowanie bardziej warte odwiedzenia niż Katalonia”

„Z La Rambla uciekałam szybciutko w bok, tłum i nic specjalnego.”

„Ha ha i tu znowu jestem w Szoku… Barcelona przez nadmiar turystów może i traci na uroku ale jednak jest on ogromny.”

„Dla mnie tak samo… Gaudi w Barcelonie robi dobrze i warto to zobaczyć, ale klimat miasta eh… Podpaski i prezerwatywy na brzegu morza/plaży (zależy od której strony patrzysz) fuuujt!!! Do tego jak wysiedliśmy na dworcu poczułam się jak na dworcu w Katowicach przed jego remontem, tak moczem było czuć. To samo w centrum wieczorem, ilość ludzi/facetów sikających po budynkach miazga, do tego oferowanie na każdym kroku narkotyków.”

„Barcelona – jak już się zejdzie z turystycznych szlaków, omija La Ramblę! to jest fajne miasto”

BENIDORM

„Jest taki piękny statek-muzeum-restauracja w Benidormie. Rekonstrukcja bardzo znanego statku (nie pamiętam nazwy), weszliśmy bo muzeum, a my dziwni jesteśmy, lubimy muzea. Byliśmy chyba jedyni, którzy w ogóle szukali tych 2 sal muzealnych. Lepiej nie szukać i na muzeum żeglarstwa się nie nastawiać, tylko na kolorowego drinka od razu iść na dziób statku.”

„A tam bardzo fajne okolice, szwędamy się tam najczęściej już jakiś czas, Calp jest super, z Ifach z dołu i z góry i i flamingami, Canelobre przy Alicante (jaskinia, radzę nie zaglądać na googlefoto, jeśli ktoś się wybiera i mieć niespodziankę), Źródła Algaru, Guadalest, Bernia i Puig Campana, jest tam z czego wybierać!”

„Benidorm jest specyficzny… z tymi imprezami tematycznymi i barami z kolorowymi światłami… w Polsce też są miłośnicy Mielna 😀 Ale niedaleko jest Calp i Altea dla mentalnych emerytów takich jak ja. Jak zobaczyliśmy Ifach z dołu to było jasne jak hiszpańskie słońce, że wczołgamy się na samą górę następnym razem, jak tam będziemy. Znaleźliśmy Calp jako zielone miejsce na mapie i pojechaliśmy nic o nim wiedząc. Najpierw objawił się wąwóz w drodze z Polopu, mały ale jaki fajny!, potem wpadliśmy na ronda gdzie bytowały smoki i inne stwory, potem bach! zalew! a na środku „pasą” się flamingi… 😀 Promenada ładniutka, a jak stanie się na końcu, pod górą, to się czuje jak mrówka i mówi „ale kawaaaaaał skały”. Dalej, jak zaczęliśmy wchodzić na górę, to znów zaskoczenie, z drugiej strony wygląda zupełnie inaczej, niż sobie człowiek wyobrażał, w drodze nawet ze 3 łańcuchy się pojawiły, a na górze człowiek czuje się jakby był wyżej niż te 300 m. Jedyne negatywne zaskoczenie, to jak nieprzyjemnie może pachnieć w rezerwacie mew.”

„Impreza dla moherów 🙈 tez osobiście nie rozumiem fenomenu tego miasta, nic specjalnego, kilka wysokich bloków, mnóstwo imprez wiec jak ktoś chce odpocząć to ciężko 🙈 a z drugiej strony mnóstwo starszych osób 🤷🏼‍♀️ plaża mała, przepełniona jak w mrowisku 🙄 no ale co kto lubi.”

„Benidorm poza sezonem to imprezownia geriatryczna, a w sezonie imprezownia małoletnich Brytoli. Ale zawsze można uciec do Calpe czy Altei.”

„No właśnie, według mnie miastem, którego nie warto odwiedzać jest betonowy Benidorm. Jedyne co – moim zdaniem – warto odwiedzić to park rozrywki Terra Mittica. Sam Benidorm – nie podoba mi się. Podobnie mam z Alicante.”

„Pełna zgoda co do Benidorm, morze betonu w masowej turystyce zamiast morza i folkloru.”

CABO DE GATA

„Dla mnie osobiście nie warte uwagi jest Cabo de Gata w Almerii, plaże jak plaże ale nic szczególnego… Jechałam z wielkimi oczekiwaniami i trochę się zawiodłam  nie ma porównania z na przykład Tarifa, która ma boską, ogromna plażę z białym jak mąka piaseczkiem.”

„Miałam podobne odczucia. Spodziewałam się czegoś bardziej spektakularnego.”

„A ja byłam zachwycona! Pusto dziewiczo. Jednak jest to bardzo subiektywny temat.”

IBIZA

„Ibiza! Dla mnie jedno wielkie rozczarowanie. Dalt Vila ma swój urok, kilka fajnych zatoczek jest, ale ogólnie PRZE-RE-KLA-MO-WA-NA!!!!”

„Ibiza z wszechobecnym hałasem od którego pękają bębenki”

KADYKS

„Co do Kadyksu to też bez szału, nie za wiele tam jest do zobaczenia, w jeden ranek „zwiedziliśmy” wszystko (czyli Katedrę z wierzchu i Torre Tavira, na tym się kończy Cádiz, jak dla mnie).”

MADRYT

” Madryt w mojej opinii, to miasto dla tych, którzy chcą się zabawić… poimprezować. Spędziłam w Madrycie 4 dni i nigdy więcej się tam raczej nie wybiorę.”

„Mi się średnio podobał Madryt  Zobaczyć na pewno warto, ale to przy okazji będąc w Hiszpanii, bo jakbym specjalnie po to się wybrała to chyba bym się nieco zawiodła. Miasto jest w porządku, ale zdecydowane nie jest w mojej topce. Od znajomych raczej też zachwytów nie słyszałam nad Madrytem. Ja wolę Walencje i Barcelonę, są różne gusta (na szczęście).”

„Mnie również Madryt wcale nie zachwycił.”

„A mnie zachwycił. Dzieci również :D”

„Dla mnie Madryt jest fantastyczny – za chwilę wybieram się tam piąty raz w przeciągu 2 lat i pewnie nigdy mi się nie znudzi:) Do Barcelony już raczej nie wrócę. Co ciekawe, bardzo często spotykam się z pozytywnymi opiniami o Brc i negatywnymi o Madrycie. Co kto lubi, ale myślę, że morze to nie wszystko a architektura nie kończy się na Gaudim. No nie wiem, jakoś nie rozumiem fenomenu Barcy. Może jest ciut przereklamowana?”

„Mieszkałam po kilka miesięcy zarówno w Madrycie jak i Barcelonie, zdecydowanie Madryt górą! Mam nadzieję wrócić niedługo na stałe”

„Lubię Madryt. Nie chciałabym tam mieszkać, ale odwiedzić raz na jakiś czas bardzo chętnie!”

„Również byłam w Madrycie jakieś 5 razy i na pewno jeśli tylko będę miała okazję wrócę tam ponownie, natomiast Barcelonę zwykle omijam szerokim łukiem (i żeby nie było – mialam już okazję ją odwiedzić)  i też nie rozumiem jej fenomenu, nawet morze do mnie nie przemawia, bo w porównaniu z plażami na południu ta w Barcelonie nie jest jakaś imponująca  ale ja to jestem zdeklarowaną madridista de corazón, więc chyba nic nie byłoby w stanie mnie przekonać.”

MAJORKA

„Dla mnie Majorka! Byłam tylko w Palma ale miałam inne oczekiwania, może dlatego że nie czytałam nic o tym miejscu. Po prostu kupiłam lot z Madrytu za 25 euro w dwie strony. Dla mnie za mało Hiszpanii, a za dużo Niemców.”

SEWILLA

„Dla mnie takimi miejscami były pocztówkowe Alkazar i Plac Hiszpański w Sewilli. Może to mało popularna opinia, ale samo miasto nie zrobiło na mnie wrażenia, co oczywiście nie znaczy, że nie warto tam pojechać.”

„Zgadzam się, niestety. Ja jechałam z niemalże wyidealizowanym obrazem, wybierałam się do mekki ukochanego flamenco, a zobaczyłam brudne miasto i zabytki, które faktycznie piękniej wyglądają na pocztówkach…To oczywiście tylko moja opinia! Aha, przede wszystkim nie polecam na wyjazdy z dziećmi, no chyba ze szybki weekend. Placów zabaw prawie zero, a jak już, to bardzo zaniedbane.”

„Oj. Ja lubię narzekać i krytykować ale tu się nie zgodzę. Sevilla jest piękna… I jest kolebka Hiszpanii moim zdaniem takiej prawdziwej”

„Zgadzam się całkowicie. Dla mnie Sevilla to jedno z najpiękniejszych miejsc w Hiszpanii, a przejechałam ten kraj prawie w całości ”

TOLEDO

„Do Toledo warto! Do Toledo trzeba! Urzekło mnie to miejsce tak, że teraz nie mogę się przebić z obróbką przez te setki zdjęć 😂 jak na razie chyba nie było w Hiszpanii takiego miejsca, którego odwiedzenia bym żałowała. Wszystko jeszcze przed nami.”

„Mnie Toledo zawiodło.”

toledo czy warto odwiedzić

Toledo. Castilla – La Mancha, Hiszpania

TORREMOLINOS

„Torremolinos to typowa nadmorska miejscowość więc oprócz deptaka, knajp i plaży nie należy oczekiwać. Miasteczko położone na górze a na dole plaża. Duży plus że jeździ kolejka renfe często do Malagi a nocleg jest dużo tańszy. Więc czy komuś coś się podoba czy nie to kwestia oczekiwań. Dla mnie było w porządku, pokój z widokiem na może w czasie sylwestra za 150 euro za 3 noce na 2 osoby.”

TORREVIEJA

„Rejs na Tabarkę z Torrevieja, „przeszklona podłoga” statku to małe okienka, otwierane na 10 minut w czasie rejsu i tylko wtedy można zejść pod pokład. Te 10 minut fajne, ale braki w hmmm rzetelności zdjęć i opisu nieco denerwuje. Sama Tabarca bardzo fajna i wiosną i latem i zimą.”

VIGO

„Vigo podczas wielkiego tygodnia. Dla mnie miasto dziwne i sama do końca nie wiem czy lubię czy nie, tak strasznie mieszane mam uczucia. Widoki cudne, rejsy na wysypy, no cudowne! Alee… organizacja miasta masakra, żadnych informacji co, kiedy i jak otwarte – pytałam się na recepcji dlaczego tak jest i mojej profesorki (jest z Vigo), od nich dowiedziałam się ze mieszkańcy wiedza kiedy, co i jak jest otwarte, mówię ze przecież turyści nie wiedza, to usłyszałam zeee eee taaamm… Muzea w swięta otwarte od 18 do 20 (?!?!?!?!). No ale krajobrazy, krajobrazy i jeszcze raz krajobrazy są cudowne  ale klimat miasta dziwny.”

WYSPY KANARYJSKIE

„Lanzarote, ogólnie Kanary nie zachwycają, jeśli ktoś zwiedził dużo Hiszpanii.”

„Mnie się Teneryfa bardzo podobała. Mnóstwo do zobaczenia.”

„Ja bardzo polecam Teneryfę i Gomerę.”

„Na każdej z wysp jest całkowicie inaczej i na każdej z nich inne ciekawe miejsca do zobaczenia, na GC absolutnie mnie nie zachwycają plaże z małym wyjątkami, male lokalne z czarnego piasku….. góry i północ GC to miejsca gdzie można znaleźć wiele ciekawych zakątków….. Fuerteventura wręcz odwrotnie, powaliła mnie swoimi plażami, niewiele jest miejsc godnych uwagi, ale jednak są… La Gomera…. zieleń, zieleń, zieleń, bosko…. i tak przy każdej z wysp można wymienić coś, co w nich zachwyca i odwrotnie……”

i przy okazji GRAN CANARIA, MASPALOMAS

„Wycieczka na Wyspy Kanaryjskie zawsze brzmi kusząco, więc i ja dałam się namówić na krótki wypad. Gran Canaria kojarzy mi się przede wszystkim ze słynnymi Dunas de Maspalomas czyli rezerwatem przyrody o powierzchni ponad 400ha, który miejscami, przypomina prawdziwą pustynię. Oczywiste więc było, że szukając noclegu obiorę właśnie ten kierunek – Maspalomas na południowym krańcu wyspy. Odwiedziłam to miejsce tuż po szczycie sezonu pod koniec września. Moim oczom ukazał się gigantyczny kurort, w którym trudno było znaleźć jakiekolwiek bloki mieszkalne, nie mówiąc już o klimatycznych zakątkach. Jedynie hotele i bungalowy. Jednak najbardziej rozczarowała mnie kuchnia. Na wyspę pojechałam z nadzieją na spróbowanie lokalnego dania – papas con mojo picón czyli gotowanych ziemniaków w mundurkach z sosem na bazie papryki, oliwy, chleba i czosnku. Po 40 minutach poszukiwaniach hiszpańskiego baru, gdzieś między salonem gier, pizzerią a restauracja grecką (tak, takich też jest tam trochę), dotarłam do zwykłego hiszpańskiego baru, w którym barman oświadczył, że wprawdzie mojo nie mają, ale może mi polecić talerz grillowanych kiełbasek…
Gran Canaria potrafi być zachwycająca, ale jeśli chcecie poznać jej pieką stronę, wynajmijcie samochód i jedźcie w góry, chociażby w regiony Roque Nublo. Widoki tam są przepiękne i zdecydowanie łatwiej dostać papas bravas.”

Kinga Marciniak, właścicielka firmy Mała Agencja – Przewodnik po Sewilli, fanpage na Facebooku Wakacje w Andaluzji

RÓŻNE (wiele opinii w jednym wpisie):

„Ostatnio bardzo mnie pozytywnie zaskoczyła Altea! Przepiękne miejsce.Polecam Grenadę i Kartagenę i pamiętajcie zobaczyć miasteczko Pedraza, niedaleko Segowii. Dużo można byłoby pisać… Każdy sam musi zobaczyć i ocenić.””

„TORREMOLINOS!!! Ohyda straszna. Ponoć Magaluf podobnie straszne, ale nie byłam. Do Barcelony też mam stosunek ambiwalentny. Nic ciekawego nie znalazłam dla siebie w Castellón de la Plana i Albacete. Nie przepadam za Benidormem. Rozczarowuje muzeum nauki w Walencji (jako zawartość). Ogólnie za Walencją nie przepadam, nigdy mnie to miasto nie zachwyciło, pomimo wielokrotnych pobytów i zwiedzania z przewodnikiem i na własną rękę. Dość rozczarowująca jest Almeria, Kadyks to też dla mnie miasto na pół dnia.”

„Alicante, Benidorm… masowa turystyka, plaże zabudowane hotelami. Poza tym nie za bardzo polecam okolice Valladolid. Winnice Ribera de Duero. Bylam w Peñafiel i oprócz testowania pysznych win, nic atrakcyjnego nie widziałam.”

„Nie rozumiem jak, po tylu latach, ludzie dalej lubią Benidorm. Ponadto, mega popularny Tossa de Mar, Mallorca, Ibiza… też ‚masowa turystyka’, tragedia, i ceny do góry! W Hiszpanii są nieznane miejsca, które warto odwiedzać.
Na przykład Hiszpania północna (ja jestem z Asturii) jest bardzo ciekawa, inna Hiszpania i, na szczęście, bez tłumów.”

Na koniec jeszcze całościowe spojrzenie osób, które nie potrafią złego słowa powiedzieć na Hiszpanię:

„A ja uważam że zawsze warto sprawdzić samemu. Mi się np. Ronda wydaje przereklamowana Ale nigdy bym nie powiedziała że nie warto. Każdy lubi co innego, dla każdego co innego jest ważne. Ja póki co nie mam takich miejsc w Hiszpanii żeby powiedzieć na 100 proc że nie warto. Za to mogę wymienić wiele miejsc które trzeba odwiedzić”

– Dorota Dratwińska, właścicielka domków na wynajem Costa Blanca Golf

„Hmm ja uważam ze każde miejsce ma coś pięknego, tylko każdy lubi co innego… nie odważyłabym się opisać miejsc o których zdanie jest tak podzielone… ewentualnie takie co do których wszyscy się zgadzają ze są be”

 

*** Jeśli wykorzystałam Twoją opinię i jej nie podpisałam, a chciałbyś, żebym to zrobiła, daj znać – w komentarzu lub na Facebooku lub na adres email: hola@olganina.com ***

 

Jeśli doczytałeś do końca, to serdecznie gratuluję! Sądzę, że wniosek może być jeden:

Zanim zarezerwujesz wakacje w jakimś mieście, sprawdź opinie o nim, o jego okolicach, o hotelu/apartamencie. Zastanów się czego szukasz. Czy chcesz jechać na wielką, niekończącą się hiszpańską fiestę, czy chcesz mieć spokój na plaży (i im mniej ludzi, tym lepiej?), może chcesz mieć blisko stację kolejową, aby móc jeździć na organizowane samodzielnie wycieczki, a może chcesz z góry zamówić sobie jakieś usługi turystyczne na miejscu? Czy przeraża Cię wizja Benidormu, miasta z betonu, gdzie imprezują Brytole, a może kompletnie nie widzisz się na dziewiczej plaży Cabo de Gata?

No i jestem bardzo ciekawa, czy zgadzasz się z tymi punktami, które opisałam jako niewarte odwiedzenia w Hiszpanii? Byłeś w którymś z nich? A może wręcz przeciwnie, mój „negatywny” opis zachęcił Cię do tego, aby do nich pojechać?