Mieszkając w Hiszpanii, mam dostęp do wielu fajnych produktów. Na przykład do książek po hiszpańsku – nic prostszego, wejść do księgarni lub zamówić przez internet z dostawą do domu. W Warszawie kupienie książki po hiszpańsku czasami okazuje się dość drogą inwestycją. Są tutaj też różne fajne rzeczy z kategorii spożywczej (a przecież ja uwielbiam jeść), że też nie wspomnę już o pysznym i niedrogim jedzeniu na mieście (na przykład tapas).

Ale nie powiem, czasami brakuje mi różnych polskich produktów. O ile na początku myślałam, że raczej nie będę potrzebowała rzeczy typowo polskich np. jedzenia czy polskich kosmetyków – teraz kiedy tylko mogę, przywożę sobie różne fajne rzeczy z Polski. Jest to mieszanka praktycyzmu (bo taniej) i sentymentu (bo lubię kupować w polskich sklepach, a jeśli są to polskie marki, to tym bardziej się cieszę). Minęło mi już zachłyśnięcie się hiszpańskimi produktami, teraz bardzo doceniam polskie produkty!

Wypracowałam sobie pewne rozwiązanie, aby nie tracić czasu i nie musieć robić zakupów podczas pobytu w Polsce, kiedy to każda godzina spędzona z rodziną czy przyjaciółmi jest na wagę złota. Aha, a na dodatek… Czy ja mówiłam już, że nie lubię łazić po sklepach? Zarówno z ciuchami, jak i kosmetykami. Nie lubię też chodzić na cotygodniowe, domowe zakupy spożywcze – dlatego jestem bardzo zadowolona, że robi je mój mąż, o czym napisałam w przewrotnym wpisie Mój mąż Hiszpan nie pomaga mi w domu.

Co przywożę z Polski do Hiszpanii? Niewiele. Ale tutaj przyznaję się, może nie „bez czego nie mogę żyć w Hiszpanii”, ale zdecydowanie „co uprzyjemnia mi życie w Hiszpanii i dzięki czemu oszczędzam pieniądze”.

#1 Moje ukochane kosmetyki

Często robię sobie listę jeszcze przed przylotem do Polski i kupuję je online na podany polski adres. Mam wtedy pewność, że zamówienie dojdzie przed moją wizytą w Polsce. Na dodatek mam potem miłe chwile podczas otwierania pudełka z zamówieniem, bo zwykle już zdążę zapomnieć, jakie dokładnie kosmetyki zamówiłam.

Zwykle robię zamówienie online w sklepie internetowym TRINY.PL, który posiada bardzo bogatą ofertę kosmetyków naturalnych. Ceny są tam bardzo dobre – szczególnie jeśli porównuję z cenami kosmetyków w Hiszpanii. Mam kilka swoich ulubionych produktów, które pokazuję poniżej. Jeśli na nie klikniesz, przejdziesz do sklepu internetowego Triny (jeżeli zdecydujesz się na dokonanie zakupu, to ja otrzymam prowizję, ale cena jaką zapłacisz, nigdy nie będzie wyższa niż gdybyś nie dokonał zakupu z mojego polecenia!). Najeżdżając kursorem na produkt (bez klikania) dowiesz się co to jest dokładnie, kliknij aby przejść na stronę sklepu i dowiedzieć się więcej o produkcie. To są przykładowe kosmetyki, które kupuję dla siebie.

 


Na dodatek te kosmetyki, w porównaniu z cenami w Hiszpanii są… śmiesznie tanie… Naturalne mydełko do twarzy za 5 czy 8 złotych, które starcza na wiele tygodni i daje świetne efekty? Oczywiście wybór kosmetyków każdy może mieć indywidualny!

Oprócz tych produktów moje zamówienie zwykle oscyluje w granicach 200 złotych – i powiem szczerze, że gdy przeliczam pieniądze i wychodzi mi równowartość ok. 45 euro – jestem strasznie zadowolona z tego zakupu, bo w Hiszpanii za 45 euro nie kupiłabym nawet połowy kosmetyków z mojego „standardowego” zamówienia (i to kosmetyków o takiej jakości, naturalnych itp).

Kosmetyki zakupione za taką kwotę starczają mi na bardzo długo!

Ze strony Triny.pl można dokonać zamówienia także z Hiszpanii czy innego kraju. Należy wtedy sprawdzić koszt wysyłki. Ja jeszcze nie zamówiłam sobie niczego do Hiszpanii, ale tak zrobię, ponieważ zwykle podróżuję tylko z bagażem podręcznym i mogę przewieźć buteleczki z płynami o pojemności nieprzekraczającej 100 ml, co nie zawsze pozwala mi na zabranie wszystkich kosmetyków. Jednak staram się nie robić zamówienia kosmetyków ani latem ani zimą – jeśli kosmetyki są naturalne, to przebywanie w ekstremalnie ciepłych lub zimnych temperaturach podczas dostawy z Polski do Hiszpanii (który jest dłuższy niż na terenie Polski) może im zaszkodzić.

#2 Książki – oczywiście po polsku

Mimo że coraz częściej czytam książki w postaci elektronicznej, lubię też od czasu do czasu kupić książkę tradycyjną. Są też takie książki, które wolę mieć w formie papierowej: wszelkiego rodzaju poradniki (od „życiowo-coachingowych” do poradników bardziej technicznych), książki do nauki języków (które w Polsce też są tańsze) itp. Słowem, książki, w których może okazać się przydatne zapisywanie notatek na marginesach. Proszę mi się nie oburzać, ze po książkach się nie pisze, bo ja piszę. Zapisuję sobie rzeczy, zaznaczam. Czasami nawet koloruję flamastrami, szczególnie jeśli czegoś się uczę. To książka jest dla mnie, a nie ja dla książki.

W tej sytuacji robię podobnie: gdy zobaczę interesującą mnie książkę w dobrej cenie, zamawiam ją przez internet i podaję adres rodziny lub znajomych, nawet jeśli w najbliższym czasie nie planuję wizyty w Polsce. Nie są to też jakieś wielkie ilości książek, bo mam ograniczone kilogramy w walizce.

Jedną z książek, które zamówiłam ostatnio jest „Przystanek Norwegia” Renaty Bang, na którą czekałam z niecierpliwością, jako że wybierałam się do Norwegii i chciałam ją przeczytać przed wyjazdem. Udało się, książka dotarła na czas, a ja mogłam poznać Norwegię zanim do niej pojechałam, nauczyć się czegoś ciekawego o tym kraju, ponieważ Renata w książce opisała miejsca, które ja też chciałam odwiedzić. Nie jest to typowy przewodnik turystyczny, a raczej opis podróży, przygód i przemyśleń Renaty, którą znam także z innego miejsca w internecie (Klubu Polek na Obczyźnie, tutaj Fanpage Fb, serdecznie polecam), dlatego tym przyjemniej czytało mi się książkę. Możesz dowiedzieć się więcej o książce pod linkiem: Przystanek Norwegia. W poszukiwaniu zorzy. Książkę Renaty polecam, bo mi się podobała, nie otrzymuję od niej żadnej prowizji 😉

#3 Leki

Nie biorę na stałe żadnych leków, z czego niezmiernie się cieszę, ale fakt, zawsze przywożę z Polski kilka polskich rodzajów pigułek. Pierwsze z nich to stary, dobry Rutinoscorbin. Kiedy się czuję niewyraźnie, zaczynam go brać, jesienią czy zimą, to sobie go biorę. Możesz mi powiedzieć że to działa albo nie działa, ale ja jestem z ekipy „weź Rutinoscorbin”. Co prawda ostatnio robię doświadczenie: codziennie jem jeden owoc kiwi (oprócz innych owoców które się zmieniają), bo ubzdurałam sobie, że jak zjem tyle witaminy C, to nie zachoruję – jestem ciekawa efektów i mojej odporności. Okaże się.

Przywożę też znany polski lek na grypę, który stawia mnie na nogi o wiele szybciej niż hiszpański odpowiednik (tutaj napiszę już jego nazwę – najbardziej znany nazywa się Frenadol, gdyby ktoś był w potrzebie). Co jest śmieszniejsze, na mojego męża nie działają polskie tabletki, a po wypiciu już jednej saszetki hiszpańskiego musującego lekarstwa, mówi że mu od razu lepiej. Pewnie kwestie psychologiczne i przekonanie, że jeśli coś się brało przez całe życie, to jakoś lepiej pomaga 🙂

Nie biorę ich zbyt często, bo na szczęście nie chorujemy.

#4 Ziółka

Jeśli już mówimy o lekarstwach, to nie mogę nie wspomnieć o ziółkach. Żeby nie było: w Hiszpanii można znaleźć prawie wszystkie istniejące zioła, w formie do zaparzania, w torebkach, luzem czy w opakowaniach. I tutaj jeden z wyjątków dotyczący mojego anty-shoppingu: podczas pobytu w Polsce bardzo lubię chodzić do sklepów zielarskich i typu eko, żeby sprawdzić co tam w trawie piszczy. Często przywożę sobie różne zioła, mieszanki ziół różnych polskich eko firm. Bo tego nie znajdę w Hiszpanii i jednocześnie sam zakup i fakt, że kupuję coś polskiego, często od niedużej firmy, sprawia mi radość. Oczywiście potem je wypijam z miłą chęcią w Madrycie.

Na przykład: bardzo lubię i prawie zawsze mam poniższe herbatki (różnych rodzajów).. zwróćcie uwagę na „dla nerwusów” 😀

co przywożę z Polski do Hiszpanii

#5 Gazety

Nie śledzę najnowszych wiadomości politycznych, nie interesuje mnie to, czasami nawet mój mąż Hiszpan wie więcej o tym co się dzieje w Polsce, niż ja. Szczerze – przestałam się tego wstydzić. Kiedyś miałam kompleksy na punkcie mojej niewiedzy politycznej, ale już mi przeszło. Oczywiście mam jakieś swoje poglądy polityczne, podstawową wiedzę, ale na liście moich zainteresowań polityka (żadnego kraju ani międzynarodowa) się nie znajduje. Co innego kwestie społeczne, o tak, tymi to się bardzo interesuję, również jeśli mają związek z polityką (a najczęściej tak jest, niestety).

Jednak gdy jestem w Polsce kupuję sobie kilka gazet, tygodników czy dwutygodników – najczęściej już na lotnisku, wracając do Hiszpanii. Interesują mnie najbardziej te wspomniane sprawy społeczne, o tej polityce też czasem doczytam, taki ogólny, szybki przegląd co tam się w kraju dzieje.

#6 Zielona herbata matcha

Zdarzyło mi się współpracować jako tłumaczka z firmą Moya Matcha i dzięki temu nauczyłam się całkiem sporo o tym rodzaju herbaty i jej odmianach. Pierwsze zamówienie jest w trakcie spożywania 😉 ale gdy je skończę, to na pewno złożę kolejne. Jestem lojalną klientką i pewnie złożę zamówienie z Polski do Hiszpanii (jest taka możliwość) albo do Polski i sama je sobie przywiozę.

*** To jak najbardziej reklama, ale nie sponsorowana 🙂 Ta firma nawet nie wie, że o nich piszę.

Polskie produkty w Hiszpanii

Jeśli chodzi o polskie jedzenie (typu ogórki kiszone, kapusta, kasza gryczana, musztarda sarepska, chipsy Lays Fromage, czasem też niektóre herbatki jeśli moje zapasy się skończą itp.) to obecnie nie przywożę już prawie nic. Pozwalam, aby pracę tę wykonały za mnie sklepy polskie w Hiszpanii, w których regularnie robię zakupy. Są oczywiście rzeczy, których nie kupię w sklepie: pasztet mojej mamy, kiełbaska od wujka czy inne pyszne wyroby domowe… To są wyjątki, które owszem, przyjeżdżają w mojej walizce.

Jeśli chcesz dowiedzieć się, czy w pobliżu twojego miejsca zamieszkania w Hiszpanii jest jakiś polski sklep, możesz sprawdzić tutaj: polskie sklepy w Hiszpanii. Aha, „polski” niekoniecznie oznacza że prowadzą go Polacy i wszystkie produkty w nim pochodzą z Polski. Może to być także sklep ukraiński, rumuński, rosyjski lub mieszanka tych wszystkich narodowości, oferujący polskie produkty spożywcze.

Jestem bardzo ciekawa czy są jakieś szczególne rzeczy, które przywozisz z Polski do Hiszpanii lub których bardzo Ci brakuje?
A może jesteś dostosowany do życia w Hiszpanii, pod absolutnie wszystkimi względami?

Przeczytaj też:

7 produktów spożywczych, które nie są powszechnie dostępne w Hiszpanii (rzecz jasna oprócz sklepów polskich!)

Hiszpańskie absurdy. Czyli że życie w Hiszpanii jest relaksujące… Jak się już do niego przyzwyczaisz

Podaruj Hiszpanowi trochę polskości, czyli książki polskich pisarzy przetłumaczone na j. hiszpański