//Co dziwi Hiszpanów w Polsce i w Polakach?
co dziwi Hiszpanów w Polakach i w Polsce

Co dziwi Hiszpanów w Polsce i w Polakach?

W komentarzu do wpisu Nie jedź do Hiszpanii na wakacje – 7 powodów, jedna z czytelniczek zaproponowała mi, abym przygotowała wpis na temat: Co dziwi Hiszpanów w Polsce i w Polakach? Wydało mi się to całkiem ciekawe, a z racji tego, że w domu mam okaz Hiszpana, to mogę też się podeprzeć jego uwagami (chociaż nie wszystkie są jego, a innych znajomych Hiszpanów, a także z jednej z grup na Facebooku, gdzie miałam okazję przeczytać czemu się dziwią Hiszpanie mieszkający w Polsce lub mający do czynienia z Polakami). Jednak przyznaję, że kilka z tych punktów przyszło mi do głowy bez większego zastanawiania się, bo to są rzeczy, na które mój mąż wielokrotnie zwracał uwagę podczas naszych pobytów w Polsce.

Cisza w restauracjach

Jeśli byłeś kiedyś w hiszpańskim barze albo restauracji w porze obiadowej albo kolacyjnej, to na pewno zdałeś sobie sprawę z tego, jak jest tam głośno. Hiszpanie nie rozmawiają. Oni krzyczą.

Kiedy idziemy do restauracji w Polsce, mój mąż czuje się nieswojo, dlaczego wszyscy mówią tak cicho? Czy to wstyd czy dyskrecja? A może wrodzona wada strun głosowych wszystkich Polaków? A to po prostu nasze polskie i ciche rozmowy w restauracjach, mi się wydaje, że mówimy normalnie, tylko po prostu nie krzyczymy jak Hiszpanie 😉

Mocne smaki niektórych potraw

Mój mąż uwielbia jeść, degustować, jest zawsze bardzo ciekaw wszystkich nowych smaków, jakie napotykamy w restauracjach z kuchniami świata i podczas podróży. Jeśli chodzi o kuchnię polską, to na bigos, żurek i ogórki kiszone to samo określenie: fuerte, czyli mocny smak. Dla każdego Polaka te smaki są zupełnie różne, ale mój mąż oznacza je tym samym przymiotnikiem… Nie wiem czy ma z tym coś wspólnego fakt, że jednak zarówno bigos, jak i żurek, jak i ogórki kiszone są nieco kwaskowate, kwaśne, a to jest smak, który w hiszpańskiej kuchni raczej nie istnieje? I dlatego nie jest do nich przyzwyczajony?

Inni Hiszpanie też mi na to wskazywali, a ja tylko dodam od siebie: bardzo lubię kuchnię hiszpańską, ale dla mnie czasami jest nieco mdła, szczególnie jeśli chodzi o sosy i szczególne te podawane do ryb. Ryby są najczęściej smażone, grillowane, a jeśli są podawane w sosie, to ma on bardzo łagodny smak, więc do tego Hiszpanie są przyzwyczajeni. Nie używają ani zbyt wielu przypraw, ani dużo pieprzu. Teraz już się przyzwyczaiłam, ale wolę dania, które mają więcej „smaczku”.

Brak stałych godzin posiłków

W Hiszpanii posiłki wyznaczają rytm życia. Śniadanie – po przebudzeniu, jeśli w ogóle jest. Drugie śniadanie, względnie kawka – około odziny 10-11. Obiad od 14 do 16. Podwieczorek (jeśli ktoś je, rzecz jasna) około godziny 18, a kolacja od 21 i później. I tak samo w restauracjach. Nie dostaniesz dania obiadowego o godzinie 17!

Nie wiem czy tak jest tylko w mojej rodzinie czy to jest bardziej „polska” cecha, ale gdy mieszkałam w Polsce, to obiady w weekendy jadłam różnie, czasem o godzinie 13, czasem o 17, jeśli akurat taki był dzień i byłam np. poza domem, miałam jakieś plany z rodziną czy ze znajomymi. Na doraźny głód zjadałam jakąś przekąskę i nie widziałam żadnej przeszkody w zjedzeniu kotleta o godzinie 17 czy 18. Hiszpan natomiast, jeśli w godzinach 14-16 jest poza domem, to musi iść na jakiś obiad, a co najmniej iść na tapas, żeby coś przekąsić. Kanapka też może być, ale wtedy to jest taki „biedny” obiad. No i na raczej nie będzie „dojadał” po godzinach, raczej zaczeka do godziny kolejnego posiłku.

Noszenie sandałów i skarpetek… nasz polski (wschodni?) klasyk.

Nie wiem czy to dziwi tylko Hiszpanów, wydaje mi się, że budzi zaciekawienie w każdym kraju, do którego udają się nasi przedstawiciele w sandałach i ze skarpetkami. No fakt, jest to… szczególne. Jednak powiem szczerze, że po kilku latach mieszkania w Hiszpanii (kraju, w którym lato trwa wiele miesięcy i który jest odwiedzany przez osoby z wielu krajów, które chętnie zdejmują różne części ubrania, w tym i kryte buty) mam swoje przemyślenia na ten temat: wolę, aby przy stoliku obok mnie w barze siedział pan w sandałach i w skarpetkach, niż pan w sandałach, japonkach czy innym letnim obuwiu, który o obcinaniu paznokci słyszał ostatnio kilka miesięcy temu, co można wydedukować po jego stopach, które zaczynają przypominać ewolucyjne upodobnienie się do jakiegoś gada, na przykład jaszczurki, a patrząc na jego pięty, które zaczynają się pokrywać łuską bliżej nieokreślonego koloru zaczynasz się zastanawiać, czy podczas chodzenia boso po parkiecie nie rysuje podłogi.

co dziwi Hiszpanów w Polakach

Klikając w zdjęcie przejdziesz na stronę, z której ono pochodzi (sklep internetowy Ministerstwo Gadżetów) i gdzie możesz zamówić takie oto stylowe skarpety!

Nie mówię, że każdy facet ma iść na pedicure (ale w sumie? Świat byłby piękniejszy! A tak, to nadal musimy dbać o stopy tylko my, dziewczyny, bo „chłop to chłop i nie musi mieć ładnych stóp”), tylko że pumeks kosztuje kilka złotych w Rossmanie czy każdym supermarkecie, a obcięcie paznokci zajmuje dwie minuty. Więc ja wolę gdy ktoś ukrywa swoje jaszczurkowe giry w skarpetkach, jeśli mam być szczera. A jeśli tego lata chcesz coś zmienić i zabłysnąć, to udaj się do sklepu już teraz, kup pumeks, zorganizuj coś do obcinania paznokci i juhuu! Będziesz mógł się pochwalić stopami podczas urlopu w Hiszpanii, bez konieczności noszenia skarpetek do sandałów.

Polskie dziewczyny „łatwiejsze” w pozytywnym znaczeniu!

Polskie dziewczyny, z którymi jest znacznie łatwiej nawiązać kontakt np. na dyskotece czy w barze, niż z Hiszpankami. Ale „łatwiej” mówią to w dobrym znaczeniu: że dziewczyny nie myślą o sobie, że są królowymi tego świata i że robią chłopakom łaskę, że z nim pogadają. W żadnym stopniu nie odnosi się to do „łatwości” w znaczeniu pójścia do łóżka, chodzi o ogólną relację towarzyską, pogadankę w barze, która może zakończyć się czymś więcej, ale nie musi. Po prostu, że jesteśmy sympatyczniejsze niż Hiszpanki… 😀 A czy potem historia potoczy się dalej czy nie, to już zależy od nas samych – i obraz polskich dziewczyn zależy od tego, jak same damy się postrzegać.

Tutaj też znalazło się nawiązanie do urody Polek. Ja się przyznaję, żeby nie było – nie mówię o sobie 😉 że za każdym razem gdy jestem w Polsce i jadę tramwajem, myślę o niebieskich migdałach i zawsze moją uwagę przykuje jakaś Polka. Właśnie swoją urodą. Co dopiero ma powiedzieć taki Hiszpan, który przyjeżdża do Polski: oczy mu pewnie chodzą dookoła głowy!

Owszem, są też ładne Hiszpanki, nie przeczę, ale… nie będę kontynuować tematu.

Zdejmowanie butów w domu, „kapcie dla gości”

Dla nas coś absolutnie normalnego, ja się wręcz źle czuję wchodząc do czyjegoś mieszkania i nie zdejmując butów. W Hiszpanii nie ma takiego problemu. Skarpetki z dziurą czy śmierdzące stopy? Nie martw się, nie będziesz musiał zdejmować butów. Wchodzisz tak jak przyszedłeś, z ulicy. Jeśli pada, to energicznie używasz wycieraczki. Jeśli nie pada, to tylko symbolicznie.

Co nie zmienia faktu, że wizyty „domowe” w Hiszpanii nie są zbyt popularne, ludzie chętniej spotykają się poza domem. Chociaż teraz, po skończeniu 30 i dalej, gdy moi niektórzy znajomi zbliżają się nawet do czterdziestki 😀 widać tendencję „domową”, ludzie jakoś tak coraz chętniej spotykają się w mieszkaniach, a nie w barach, gdzie możemy się wyciągnąć na kanapie, nie trzeba iść jakoś pięknie wyszykowanym itp 🙂

No i te kapcie dla gości… Mój mąż od pierwszego pobytu w Polsce otrzymał u nas w domu kapcie domowe, a jak! Ja u moich teściów dopiero po 6 latach 🙁 kiedy się poskarżyłam, że nie jest mi zbyt wygodnie chodzić w butach przez cały dzień (gdy np. wyjeżdżamy do nich na weekend), ale od teściów nie wyszła propozycja żadnych kapci dla mnie.

co dziwi Hiszpanów w Polsce

Polskie śluby

I tutaj mamy dużo do opowiadania… Ale można powiedzieć „i vice versa”. Każdy kraj ma swoje obyczaje i tradycje ślubne, ja opisałam te hiszpańskie w dwóch wpisach: 14 rzeczy, które musisz wiedzieć zanim weźmiesz ślub w Hiszpanii oraz Ślub w Hiszpanii, moje doświadczenia i porady. Więc wiadomo, oni będą się dziwić na nasze śluby, a my na ich 😉 Ale co wskazywali Hiszpanie jako najbardziej „inne” w polskich ślubach to fakt, że na weselu jedzenie jest dostępne przez cały czas. W Hiszpanii jest to typowy obiad /  kolacja, ale później już nie ma żadnych przekąsek ani nic na ciepło (no chyba że o północy itp, ale to po prostu jest wystawiana jedna potrawa, na słodko lub na słono, najczęściej bardzo szybko się kończy, nawet nie wszyscy zdążą spróbować, potem zostaje zabrana z powrotem do kuchni albo się skończy). Mój mąż był już na kilku ślubach w Polsce, nie umiał się odnaleźć w takiej obfitości jedzenia, nie wiedział czy ma jeść czy pić, czy ma tańczyć… Zupełnie nie był z tym obeznany. Ja na polskich ślubach, wiadomo, troszkę zjem, troszkę wypiję, troszkę potańczę, pogadam ze znajomymi i… od nowa. A on nie wiedział co ma w danej chwili robić, bo skoro jedzenie było dostępne przez cały czas, to miał wrażenie, że musi jeść 😀 (Ale ogólnie polskie śluby BARDZO mu się podobają, zawsze bardzo się cieszy, gdy mamy jakieś zaproszenie!)

Kolejną sprawą na ślubach jest ilość wypijanego alkoholu i fakt, że wódka jest dostępna już przy posiłku. W Hiszpanii na typowym ślubie, przy obiedzie pije się tylko wino i wodę, a na drinki przychodzi czas później, po tańcu pary młodej, kiedy goście idą na parkiet. Fakt dostępności wódki przez cały czas na stole, już od pierwszego momentu, wydaje się im niewiarygodny, tak samo jak fakt, że Polacy piją takie ilości alkoholu… (Patrz następny punkt)

Jeśli chodzi o to, które weselu są dla Hiszpanów „fajniejsze”, to spotkałam się i ze zdaniem że te polskie, jak i ze zdaniem, że prawdziwa zabawa to tylko na hiszpańskim weselu. To już zostawiam bez komentarza, na pewno dużo zależy od samej zabawy, od tego ile osób się zna na danej imprezie (chociaż dla mojego męża to nie problem – on jest zaraz kolegą wszystkich), jaka jest ogólnie atmosfera.

Ilość wypijanego przez Polaków alkoholu

Tutaj spotkałam się z różnymi opiniami, od lekkiego podziwu, do prawdziwego, głębokiego przerażenia. Nawet jeśli zdarzyło mi się słyszeć „pochlebne” opinie (bo nie wiem jak to inaczej nazwać), to i tak Hiszpan/Hiszpanka, z którymi rozmawiałam, wyrażali swoją troskę o konkretną osobę lub kolektyw i ich zdrowie.

Muszę też powiedzieć, że w Hiszpanii alkoholizm to jest coś prawie niespotykanego albo coś, o czym się nie mówi. Mi ten problem nie jest obcy, w dalszej rodzinie miałam takie przypadki, wiem co to oznacza i jaki to jest problem (bo tak, nazwijmy rzeczy po imieniu! Radością życia to to nie jest!). W Hiszpanii jeśli mówimy o alkoholiku, to raczej to będzie ktoś bezdomny, kto z powodu nieszczęścia życiowego wpadł w nałóg, jakiś zbieracz puszek z ulicy itp.

Mam na myśli fakt, że w Polsce nie musisz pochodzić z rodziny patologicznej, aby mieć w niej alkoholika, no cóż, zdarza się nawet najlepszym… A w Hiszpanii właśnie chyba tak trochę jest. Ludzie się uzależniają od innych rzeczy, ale nie od alkoholu… Wydaje mi się to bardzo ciekawe, ale nie mam żadnych przykładów alkoholików w Hiszpanii, z rodzin moich znajomych itp, podczas gdy w Polsce jest to coś… „normalnego” (???), że jeden znajomy na X ma w rodzinie alkoholika. Chętnie poznam zdanie osób mieszkających w Hiszpanii i mających do powiedzenia coś interesującego na ten temat.

Picie piwa przez słomkę

No to jeszcze jedna sprawa dotycząca alkoholu, tym razem już temat lżejszy. Znani mi Hiszpanie, w tym mój mąż, nie są w stanie zrozumieć, jak można pić piwo przez słomkę. I w ogóle po co? Nie wiem, ale do całkiem niedawna, ja też wolałam pić piwo przez słomkę. Teraz się zrobiłam bardziej świadoma ekologicznie, więc jeśli tylko mogę i jeśli tylko sobie przypomnę, to nie biorę słomki / proszę żeby mi jej nie dawano w barze. Słomki plastikowe, czyli takie, które najczęściej są nam oferowane w barach, są jednorazowego użytku. O ile możemy wstać z łóżka, nie jesteśmy niepełnosprawni czy chorzy, nie musimy ich używać. Weź to sobie do serca (ja wzięłam).

Mówienie „no”, kiedy chcemy powiedzieć „tak”

Po hiszpańsku no oznacza nie. A po polsku no oznacza tak. Hiszpanie się z tego rzecz jasna śmieją! Miguel, kiedy zaczął rozumieć coś po polsku (drobiazgi), zwrócił na to uwagę. Mama pyta: Ola chcesz obiad? – Ja odpowiadam: – Nooo! A Miguel cały zdziwiony, kiedy mama stawia przede mną talerz ze schabowym. Przecież powiedziałam że nie chcę! A mama daje mi tu obiad 😉

Zmiana nazwiska przez kobiety po ślubie

W Hiszpanii kwestia nazwisk jest skomplikowana: każdy Hiszpan ma dwa nazwiska. Kiedy Hiszpan i Hiszpanka biorą ślub, żadne z nich nie zmienia nazwiska, nie przyjmuje żadnego, nic się nie zmienia. A kiedy mają dziecko, to dziecko przejmuje pierwsze nazwisko mamy i taty (a w zasadzie w odwrotnej kolejności, taty i mamy, bo taka jest „domyślna” kolejność nazwisk). Zaobserwujmy na przykładzie:

Marta Pérez García i Antonio Rodríguez Machado.

Ich dziecko będzie miało dwa nazwiska: (imię) Pérez Rodríguez albo (imię) Rodríguez Pérez. Kolejność jest wyznaczana przez rodziców. Zwykle pierwsze jest nazwisko ojca, a drugie matki, ale nie ma żadnych przeszkód, aby pierwsze było matki, to tylko tradycja.

Kolejne dzieci będą miały takie same nazwiska – dlatego w Hiszpanii jeśli ktoś ma takie same nazwiska, to nie jest to małżeństwo, a rodzeństwo!

Zdarza się również, że rodzice mają takie samo pierwsze nazwisko: Marta Pérez García i Antonio Pérez Machado (ale bez żadnego pokrewieństwa między sobą, po prostu to jest popularne nazwisko w Hiszpanii). Wtedy dziecko ma dwa takie same nazwiska: (imię) Pérez Pérez!!

co dziwi Hiszpanów w Polsce i w Polakach

No więc tutaj przychodzi wielka hiszpańska śpiewka, że moje nazwisko mnie wyznacza, mnie określa, daje mi tożsamość, bla bla. Jeśli je zmienię po ślubie, to będzie moje podporządkowanie się mężowi, że to jest tak bardzo szowinistyczne i tak mało feministyczne. Bla bla.

Moim zdaniem to nie do końca jest tak, a Hiszpanie wykazują się w tym miejscu wielką nietolerancją (przecież nie tylko w Polsce kobiety przejmują nazwisko męża!). Dla mnie przybranie nazwiska męża nie jest ujmą na honorze, nie powoduje utraty tożsamości ani nawet nie jest powodem do złego samopoczucia… No nie dajmy się zwariować! Ja pozostałam przy moim polskim nazwisku, ale nie miałabym żadnego problemu z przyjęciem nazwiska męża, może nawet miałabym łatwiej w hiszpańskiej biurokracji… Wolę nawet zmienić nazwisko po ślubie niż nazywać się Pérez Pérez! 😀

Na koniec coś dla bardziej zaawansowanych….

Brak kolejności w urbanistycznym planowaniu miasta

To jest akurat osobista obserwacja mojego męża, ale sądzę, że osoby, które mieszkają w Hiszpanii od jakiegoś czasu, na pewno się z tym zgodzą. W Polsce deweloper może wybudować nawet całe osiedle, nawet gdy nie ma jeszcze do niego żadnej drogi dojazdowej, latarni, nic nie jest wyasfaltowane, nie ma żadnej infrastruktury. Takie przypadki brzmią mi znajomo np. z nowych osiedli z Białołęki, gdzie budowano nowe i piękne bloki, ale żeby dojść do autobusu trzeba było iść po kolana w błocie. Tego mój mąż absolutnie nie jest w stanie zrozumieć: kto dał na to pozwolenie? Dlaczego ludzie mają chodzić w błocie? I ostatnie: dlaczego w ogóle ludzie chcą kupować takie mieszkania, żeby MUSIEĆ chodzić w błocie do przystanku autobusowego? – to ostatnie pytanie zadaje z nadzieją, że jednak ci mieszkańcy zostali oszukani, a nie byli tacy naiwni.

W Hiszpanii jest odwrotnie – co też czasami prowadzi do absurdów. W Hiszpanii najpierw przygotowywana jest infrastruktura: wyznacza i asfaltuje się ulice, chodniki, stawia się latarnie i wyznacza przystanki autobusowe. Później zaczyna się budowę i sprzedaż (niepowstałych jeszcze) mieszkań. No i kiedy budynek zostanie postawiony, wprowadzając się do niego masz wszystko podane pod nosem: nowiusieńkie i gładkie ulice, chodniczek i namalowane pasy przy przejściach dla pieszych. Ale… prowadzi to też do absurdów, takich jak np. dzielnica (osiedle?) Arcosur w Saragossie, która była przygotowana na dziesiątki takich budynków mieszkalnych, ale coś nie wypaliło… Dzielnica wygląda jak na zdjęciu poniżej. Kilka bloków, jeden nawet z basenem, a reszta działek stoi… i czeka na lepsze czasy. Wygląda to jak jeden wielki niewypał, chociaż ja nie wiem czy miałabym coś przeciwko zamieszkaniu w takim miejscu… Na pewno jest tam o wiele ciszej i spokojniej niż w innych częściach miasta, chociaż wrażenie jest smutne. Ale chyba lepiej tak niż chodzić w błocie?

Autor zdjęcia jest nieznany (pochodzi z TEJ strony).

 

Czy przychodzą ci do głowy jeszcze jakieś cechy Polaków, które Hiszpanom wydają się dziwne? Albo jakieś nasze zwyczaje, coś, co robimy praktycznie odruchowo, a dla nich jest to coś śmiesznego, niecodziennego? Jeśli tak, to daj znać – bardzo chętnie poznam jeszcze więcej takich cech. A może o czymś zapomniałam?

Uczysz się hiszpańskiego? A może chcesz zacząć się uczyć tego języka?

Mam coś dla Ciebie: bezpłatny mini kurs hiszpańskiego, na który możesz się zapisać w każdej chwili!

Wiem, że moi czytelnicy są na różnych poziomach języka, dlatego przygotowałam mini lekcje na wszystkich poziomach, od początkującego A1 do poziomu C2. Na pewno znajdziesz coś interesującego dla siebie!

bezpłatne lekcje hiszpańskiego online