//Ciąża w Hiszpanii – odcinek 2.
opieka nad ciążą w Hiszpanii ubezpieczenie prywatne

Ciąża w Hiszpanii – odcinek 2.

To jest artykuł z serii Ciąża w Hiszpanii. Jeśli jeszcze nie przeczytałeś odcinka 1. serii, to kliknij TUTAJ. W związku z tym, że niedługo zostanę mamą, postanowiłam opisać ciążową rzeczywistość w Hiszpanii, która moim zdaniem troszkę się różni od tej polskiej – w niektórych sprawach, a w innych nie wiem jak to wygląda w Polsce, więc po prostu opisuję jak to wygląda w Hiszpanii. Bardzo chętnie posłucham jak poruszone przeze mnie aspekty ciążowe wyglądają w Polsce (albo w innych krajach!).

Czy jestem za młoda na dziecko?

 

Mieszkam w Hiszpanii. Wzięłam ślub w wieku 28 lat i w wieku 30 zaszłam w pierwszą ciążę (urodzę już po 31. urodzinach). Wydaje mi się to być w „normalnym” przedziale wiekowym, ale tak naprawdę to kiedyś myślałam sobie, że te dwa ważne wydarzenia zdarzą się w moim życiu jakieś 2-3 lata wcześniej, każde z nich odpowiednio.

W Hiszpanii jednak czasami czuję się jak nieletnia w ciąży, szczególnie gdy nie mam makijażu, wydaje mi się, że ludzie patrzą się na mnie dziwnie. I zwykle mi to zwisa niech sobie patrzą. Jednak cieszę się, że zostanę mamą w takim wieku, a nie za 5 czy 8 lat, czyli w wieku kiedy to Hiszpanki decydują się na dziecko. I owszem, obecnie średnia wieku kobiet, które rodzą dzieci w Hiszpanii to niecałe 32 lata (31 i ileś tam miesięcy, nie pamiętam), ale patrząc na moje otoczenie, większość moich hiszpańskich znajomych (zarówno dziewczyn, jak i chłopaków) ma 35 lat albo więcej (to znajomi mojego męża, są w jego wieku) i prawie żadne z nich nie ma dzieci. Wydaje mi się, że ta statystyka prawie 32 lat jest obniżona przez kobiety mieszkające na wsiach, w małych miejscowościach, często innych narodowości (jak ja, hihi, ale mam też na myśli imigrantów np. z Afryki, z krajów arabskich, którzy zakładają rodziny wcześniej niż Hiszpanie – taka opinia osobista, nie szukałam żadnych statystyk), na pewno w Andaluzji wygląda to zupełnie inaczej niż w Madrycie.

Piszę o tym, gdyż pamiętam, że gdy brałam ślub w wieku 28 lat, wielu znajomych Hiszpanów (i Hiszpanek) dziwiło się, dlaczego robię to „tak wcześnie”, padały pytania o to, czy zaszłam „przypadkowo” w ciążę (tym bardziej, że zaplanowaliśmy ślub z półrocznym wyprzedzeniem, a nie co najmniej rocznym, jak to się zwykle robi w Hiszpanii). Teraz z moją ciążą znajomi już tak bardzo nie komentują, może już poznali „nasz styl”, żeby nie czekać do 40 roku życia z różnymi wydarzeniami życiowymi 🙂 A ty wolisz założyć rodzinę w wieku 30 lat (lub mniej) czy poczekać na inny moment w przyszłości? A jeśli mówimy już o (nie)planowanych ciążach, to…

Baby Erasmus – chodzi o założenie rodziny czy o „wpadkę”?

 

Nie mogę pominąć też faktu, że nasze dziecko to Baby Erasmus. Kiedyś natknęłam się na artykuł mówiący o tym, że program wymiany studenckiej Erasmus jest „odpowiedzialny” za urodzenie się miliona dzieci (i to uwaga, w artykule z 2014 roku! Kto wie ile tych baby Erasmus jest teraz!). Link do artykułu podaję TUTAJ (po angielsku), wymiana międzynarodowa ma swoje skutki także w aspekcie reprodukcji pomiędzy obywatelami krajów europejskich i nie ma co tematu unikać. Mam nadzieję, że Erasmus będzie dostępny także gdy dorośnie nasze dziecko i będzie mogło z niego skorzystać 😀 Chociaż z drugiej strony mówimy (wieeem, strasznie stereotypowo), że nasz syn nie musi się wcale uczyć, wystarczy że będzie umiał kopać piłkę i tym się zajmie w życiu zawodowym 😉

Pozostaje jeszcze kwestia, jak każda osoba rozumie pojęcie Baby Erasmus. Moim zdaniem nie chodzi o to, że milion dziewczyn zaszło w ciążę z powodu wpadki na Erasmusie i z tego urodziło się milion dzieci – takie przypadki na pewno istnieją, ale nie wśród moich znajomych, a mam sporo tych „erasmusowych”, chociażby przez mojego męża, który jest bardzo towarzyski (na naszym ślubie były osoby z 13 krajów, w tym w dużej większości właśnie znajomi z Erasmusa, z którymi do tej pory utrzymujemy kontakt). Tak naprawdę to nie kojarzę żadnego przypadku ciąży podczas mojego Erasmusa, nawet nie znam takiej historii z opowieści innych. Wydaje mi się, że to naprawdę niewielki procent. Bardziej chodzi o to, że ludzie odkrywają nowy kraj, zakochują się, postanawiają w nim zostać albo jak najszybciej powrócić po ukończeniu studiów, tworzą rodzinę z partnerem poznanym podczas wymiany itp…

Hiszpańska dynastia imienna

 

No świetnie, zaszłam w ciążę, ciąża zdrowa, można zacząć się zastanawiać nad imieniem dla potomka. Moim zdaniem jest o wiele łatwiej wybrać „międzynarodowe” (lub przynajmniej łatwe po polsku) imię dla dziewczynki (Marta, Laura, Claudia, Amelia, Emilia, Ana, Gabriela, Martina, Natalia, Nicola, Olivia, Paula… – wszystkie z tych mi się bardzo podobają), niż dla chłopca, bo zawsze wydawało się nam, że będzie jakiś problem z wymową lub pisownią. Chcemy aby nasze dziecko miało dość proste imię, żeby nie miało problemu przedstawiając się ani w Polsce ani w Hiszpanii, bo już będzie miało dość skomplikowaną sprawę z nazwiskami (pierwsze mojego męża hiszpańskie, drugie moje polskie). W końcu wybraliśmy trzy imiona, które wydawały się nam najładniejsze i najprostsze, zbiegiem okoliczności wszystkie z nich kończą się na literę O: Mateo, Diego, Marco. Finalnie nasz synek będzie nazywał się (a raczej już go nazywamy) Mateo. Bo ja od początku wiedziałam, że to będzie chłopiec.

W Hiszpanii bardzo popularnym zwyczajem jest nadawanie takich samych imion kolejnym męskim potomkom urodzonym jako pierwsze dziecko w danym pokoleniu. Czyli jeśli tata nazywa się Miguel, to synek też ma się nazywać Miguel, a potem jego syn tak samo. Kto się odważy złamać taką tradycję?

Gdy moja hiszpańska szwagierka dowiedziała się, że jestem w ciąży, od razu spytała o opcje imion dla chłopca i dziewczynki, czy jeśli będzie chłopiec to czy będzie nazywał się tak samo jak mój mąż? (Czyli Miguel?) Na szczęście Miguel nie ma takich zapędów dynastycznych, nawet nie chciał powtarzać jakoś szczególnie imion występujących w jego rodzinie, ale zaproponował, żebyśmy wybrali imię, które będzie łatwe w dwóch krajach, w Polsce i w Hiszpanii, a jeśli będzie jeszcze bardziej „międzynarodowe”, to tym lepiej. Może obawiał się, że będę go chciała przekonać do jakiegoś bardzo trudnego imienia polskiego 😀 a może miał na myśli dobro i ułatwienie życia dla naszego potomka w przyszłości, w końcu nie wiadomo w którym kraju zdecyduje się zamieszkać gdy dorośnie. No więc jest Mateo, jak pisałam.

Odwiedziny w szpitalu – dla mnie SZOK i uwaga, będę narzekać na Hiszpanię i na Hiszpanów

 

Teraz temat, który do dzisiaj wywołuje we mnie drgawki z nerwów 🙂 mianowicie odwiedziny w szpitalu po porodzie. Może jestem złą koleżanką, może jakoś nigdy na to nie wpadłam, a może po prostu przez to, że przez ostatnich kilka lat nie ma mnie w Polsce, nie zostałam na bieżąco poinformowana o narodzinach nowych dzieci moich polskich koleżanek i nie odwiedziłam ich w szpitalu po porodzie. A może to jest temat, który wiele osób traktuje z dyskrecją, np. do momentu gdy nie wyjdzie się ze szpitala, do pierwszego spaceru albo… no nie wiem. Może nie ma takiego zwyczaju jak w Hiszpanii, o którym zaraz opowiem.

W Hiszpanii gdy tylko urodzi się dziecko, wszystkie grupy na Whatsappie muszą zostać o tym powiadomione i wszyscy znajomi, że nie wspomnę już o rodzinie, rodzicach, teściach i ciotkach i kuzynach, muszą oczywiście pojawić się w szpitalu i odwiedzić maluszka! No bo przecież świeżo upieczona mama nie ma ochoty na nic innego jak na przyjmowanie tłumów u siebie w pokoju. Mama leży na łóżku, ma dziecko przy sobie, próbuje przystawić je do piersi, co domyślam się nie musi być zawsze takie łatwe jak to wygląda na filmach, jest cała obolała po porodzie albo po cesarce, a nad jej łóżkiem stoją znajomi męża i dyskutują o polityce, o wyborach, o tym że ostatnio jedli w bardzo fajnej restauracji i tak dalej. Śledzę temat od dość dawna, bo wiedziałam, że w naszej małej jednostce rodzinnej będzie z tym trochę problemów: ja nie chcę takich wizyt w szpitalu, a mój mąż (osoba bardzo towarzyska) na pewno nie wyobraża sobie inaczej pierwszych dni życia dziecka, jak dzieląc się swoim szczęściem z jakże liczną rodziną i znajomymi. Większość rodziny Miguela mieszka poza Madrytem, ale nie miałam wątpliwości, że przyjazd do stolicy z okazji narodzin nowego członka rodziny nie byłby dla nich problemem.

Na Facebooku na różnych znanych hiszpańskich stronach o macierzyństwie itp. temat został poruszony wiele razy i matki opisywały w komentarzach to, co działo się u nich w szpitalu, mam też „doświadczenia” z drugiej ręki od znajomych, które rodziły w Hiszpanii. No i jednej dziewczynie teściowa zaglądała na porodówkę, u drugiej sytuacja wyglądała właśnie tak, że leżała na łóżku, dziecko obok niej, chciała się przespać i powiedziała o tym swoim „gościom”, którzy nawet nie zwracali na nią uwagi, tylko stali nad nią i rozmawiali o gospodarce kraju, na co usłyszała „Spokojnie, nie przeszkadzaj sobie, śpij, nam to nie przeszkadza” – po czym goście wrócili do swojej rozmowy. Ja w takiej chwili chyba bym nie wytrzymała, bym straciła cierpliwość i wywaliła ich z pokoju. Na zbity pysk. Niech sobie idą do baru! Tych w Hiszpanii nie brakuje!

Inny przypadek, o którym słyszałam był taki, że w sali dwuosobowej w szpitalu, współpacjentka (bo nie wiem jak inaczej nazwać, dziewczyna będąca w tym samym pokoju) miała tylu gości, że druga osoba będąca w tej samej sali prawie dostawała ataku nerwowego na widok kolejnych wizyt (co na pewno by spotkało i mnie i to jest jeden z powodów dlaczego chcę urodzić w szpitalu prywatnym, a nie publicznym, gdzie nie ma gwarancji otrzymania jednoosobowego pokoju, a więcej pisałam o tym TUTAJ). Poza tym Hiszpania to nie Polska, tutaj ludzie gadają ze sobą więcej (co mnie czasami wkurza, przyznaję, ja lubię sympatycznych ludzi, ale nie muszę się witać z każdą osobą, którą mijam w toalecie w centrum handlowym, a w Hiszpanii w dobrym tonie jest przywitać się wchodząc do toalety, wychodząc, jeśli myjesz ręce i wchodzi nowa osoba, itp itp). Tak samo w przypadku gdy leżysz w szpitalu bo urodziłaś dziecko – wchodzi ktoś w odwiedziny do drugiej osoby, ale zawsze coś zagada, zapyta, itp. Dla mnie takie „gadki o niczym” z nieznajomymi są owszem, milsze niż wrogie spojrzenia albo w ogóle brak przywitania się, ale wykańczają mnie. Nie lubię rozmawiać o niczym z nieznajomymi, nie lubię gdy nieznajomi mnie wypytują o moje prywatne rzeczy (oczywiście pisanie bloga to inna sprawa, haha, tutaj bardzo lubię się dzielić moimi spostrzeżeniami i przeżyciami, ale robię to w chwili gdy mam na to ochotę i dzielę się sprawami, którymi chcę się podzielić) a w Hiszpanii często się to zdarza. Możesz zajrzeć też do wpisu „co jeszcze mnie wykańcza w Hiszpanii” 😉 który nazwałam Hiszpania – czy to jest dobry kraj dla introwertyków? 

A jak to w końcu będzie wyglądać u mnie? Na szczęście pogadałam z mężem i mądry z niego chłopak, zrozumiał że nie mam ochoty na przyjmowanie gości w szpitalu i umówiliśmy się, że podczas pobytu w szpitalu nie będziemy mieć żadnych wizyt. Niech żyje komunikacja międzykulturowa! Od razu powiem, że nie było to łatwe, wydawało mu się to dziwne, niezrozumiałe, dlaczego nie chcę żeby mnie odwiedzili ludzie w tak radosnej chwili, itp… Od razu uprzedzam: jeśli zapatrujesz się na ten temat tak jak ja, to już od początku ciąży możesz poruszyć ten temat ze swoim hiszpańskim partnerem 🙂 U mnie to nie trwało dzień ani dwa… A co może być najgorsze, to spędzić pierwsze dni życia dziecka z niechcianymi wizytami albo pokłócić się z partnerem tuż po porodzie, bo on będzie chciał przyprowadzić rodzinę i znajomych, a ty powiesz, że nie ma mowy – nieporozumienie gwarantowane (zarówno z mężem jak i z hiszpańską rodziną, dla której to jest coś naturalnego). 

Karmienie piersią w Hiszpanii – jak wygląda ten temat

 

Jeszcze nie wiem jak to wygląda z własnego doświadczenia, ale wydaje mi się, że ludzie przyjmują do wiadomości że matka może karmić dziecko piersią, a może karmić je mlekiem w proszku i nie ma z tym jakiegoś większego problemu. Ale może to tylko moje mylne wrażenie.

Brzmi mi znajomo, że od czasu do czasu w hiszpańskich internetach wybuchnie jakiś skandal w stylu „kelner wyprosił z restauracji kobietę karmiącą piersią”, co oczywiście odbiło się wielkim echem, zostało udostępnione tysiące razy na Facebooku itp. Czyli zdarzać się zdarza, ale wydaje mi się, że niezbyt często i wiąże się z wielkim potępieniem społecznym. Za wścibskie hiszpańskie sąsiadki pytające „czy karmisz dziecko piersią?” już nie jestem w stanie odpowiedzieć 🙂 może i się zdarzają, jak w każdym kraju. Ale ostatnio dowiedziałam się, że moja teściowa ponad 40 lat temu karmiła swoje pierwsze dziecko mlekiem modyfikowanym, na własne życzenie i nie miała z tym większego problemu wśród znajomych czy rodziny… Nie wiem czy w Polsce też by to było możliwe, karmić dziecko mlekiem w proszku i żeby nikt się w to nie wtrącił, i to ponad 40 lat temu. *** Już mam informację – że 40 lat temu można było karmić dziecko mlekiem modyfikowanym bez problemu, patrz komentarze 🙂 Dopisuję tutaj, na wypadek gdyby ktoś nie dotarł do komentarzy.

Czekam na opinie, zarówno jeśli chodzi o sytuację w Polsce, jak i w Hiszpanii!

Praca i dziecko – w wieku 4 miesięcy do żłobka

 

Jeśli pytasz o świadczenia przysługujące matce, szczególnie urlop macierzyński, to już odpowiadam.

Urlop macierzyński – 16 tygodni. Czyli niecałe 4 miesiące. Brawo Hiszpania.

Czas na laktację – godzina dziennie (można ją odjąć od dziennego czasu pracy albo zakumulować, przysługuje do 9 miesiąca życia dziecka, czyli wychodzi około 3 tygodnie, można wykorzystać razem z urlopem macierzyńskim). Jeśli kobieta nie karmi dziecka piersią nic nie szkodzi – te dni przysługują jej tak samo. Uwaga, do Hiszpanii doszło równouprawnienie: ojcowi też przysługuje wolna godzina dziennie na laktację! (Należy dokonać wyboru czy będzie z niej korzystać kobieta czy mężczyzna). W przypadku posiadania bliźniaków, godzina się podwaja: takiemu rodzicowi przysługują dwie godziny mniej pracy dziennie – za to samo wynagrodzenie.

Oczywiście prawie wszystkie matki wykorzystują także swój urlop wypoczynkowy jako kontynuację urlopu macierzyńskiego.

Ojcom od kwietnia 2019 roku przysługuje 8 tygodni urlopu tacierzyńskiego, z którego 2 tygodnie muszą wykorzystać bezpośrednio po porodzie, a kolejnych 6 tygodni mogą wykorzystać w dowolnym okresie podczas pierwszego roku życia dziecka. Za kilka lat tatusiom ma przysługiwać tyle samo urlopu tacierzyńskiego, co kobietom, co z jednej strony jest uważane za oznakę równouprawnienia na rynku pracy (że niby pracodawcy będą tak samo oceniać kobiety i mężczyzn podczas rekrutacji, w co ja nie wierzę), a z drugiej jest bardzo krytykowane, bo 16 tygodni urlopu macierzyńskiego to jednak bardzo krótko i wiele kobiet by wolało mieć przedłużony ten okres, chociażby z uwagi na karmienie piersią, zamiast mieć w domu męża, który czasami pomoże, a czasami nie.

Czy mogę liczyć na to, że w metrze Hiszpanie ustąpią mi miejsca?

 

No nie za bardzo, szczerze mówiąc. Jeśli już, to swoje miejsce siedzące oferują mi PRAWIE WYŁĄCZNIE KOBIETY, a mężczyźni siedzą sobie, zarówno młodsi, jak i starsi… Ze słuchawkami, z książką, z niczym i patrzą się w podłogę, od czasu do czasu rzucając okiem w moją stronę. Natomiast kobiety podchodzą do mnie i mówią: siadaj! Albo gdy widzą jakieś miejsce za mną, którego ja nie zauważyłam, szturchają mnie delikatnie i mówią: patrz, możesz tam usiąść. Ale szału nie ma. Szczególnie ci panowie są jacyś leniwi. A od jakiegoś czasu moja ciąża jest już bardzo widoczna i nie ma miejsca na wątpliwości „czy ona ma po prostu duży brzuch, czy to ciąża?”.

Kolejną kwestią, jaką zauważyłam, jest brak kas z pierwszeństwem dla kobiet w ciąży w supermarketach, nie ma też prawa pozwalającego kobiecie w ciąży na bycie obsłużoną poza kolejnością w aptece. A jeśli chcesz przeczytać dlaczego kobieta w ciąży nie powinna stać w autobusie ani w kolejce w aptece, to zapraszam TUTAJ. A w artykule m.in. dlaczego kobieta w ciąży ma siłę latać po sklepie, a postać w kolejce już nie, oraz dlaczego jeśli jesteś w ciąży powinnaś zawsze usiąść w każdym środku transportu publicznego, nawet jeśli czujesz się dobrze. 

Toalety w hiszpańskich barach – ledwo się człowiek do nich mieści

 

Nie wiem jak to będzie wyglądało w 8 albo 9 miesiącu ciąży, ale obawiam się, że nie będę się mieściła do toalet w hiszpańskich barach i restauracjach. Nie trzeba chyba specjalnie mówić, że kobieta w ciąży ma zwiększoną potrzebę chodzenia do toalety, czasem wydaje mi się, że muszę iść do łazienki co 15 minut. A że w tym kraju życie towarzyskie barami i knajpami stoi, to spędzając parę ładnych godzin w takim miejscu np. na kolacji ze znajomymi, trzeba udać się także w ustronne miejsce. No i tutaj zdecydowanie FAIL – zastanawiam się jak mogą korzystać z takich toalet osoby będące „przy kości”, bo dla mnie czasami już przed ciążą te kabiny wydawały się zdecydowanie za małe, drzwi otwierają się tak, że muszę prawie zawisnąć w powietrzu nad kibelkiem, żeby można było je zamknąć od środka….

A dlaczego o tym piszę? Bo to temat, o którym chciałam wspomnieć już od dawna na blogu, ale nie miałam okazji. W Hiszpanii jest wiele rodzajów barów, wydaje mi się, że wciąż większość z nich to „tradycyjne” (przynajmniej z wyglądu) bary, z aluminiowym barem, przy którym można stanąć i się czegoś napić, zjeść tapas, z typowymi „brzydkimi” stolikami i krzesłami, ogólnie wszystkie mają dość podobny wystrój. No i oczywiście powstają też ładne kawiarnie czy restauracje, które dbają o dekoracje – jeśli tylko mam wybór to oczywiście wolę chodzić do tych drugich. Jeśli jesteś w Hiszpanii po raz pierwszy albo chcesz się nacieszyć typowym hiszpańskim klimatem – to jak najbardziej, idź do tych „brzydkich” typowych barów 🙂

No i co się z tym wiąże – toalety. W Hiszpanii barowe toalety są, jak by to delikatnie powiedzieć, dość zaniedbane. Po pierwsze malutkie, takie że człowiek ledwo się mieści, a co dopiero ciężarna z brzuchem. Po drugie są brzydkie – tylko w naprawdę super miejscach właściciel zdecydował się na remont czy odnowienie toalety. Po trzecie zwykle (w 95%, na moje oko) nie ma w nich ciepłej wody, co podczas letnich upałów nie przeszkadza, ale przepraszam bardzo, ja mieszkam w Madrycie, a nie w Andaluzji i od listopada do marca mam ochotę umyć ręce jednak ciepłą wodą, a nie lodowatą, bo temperatura powietrza nie jest zbyt wysoka. No dobrze, już sobie ponarzekałam i wstawiłam nawet ten wątek z toaletą, którego nie miałam gdzie wcisnąć na blogu.

*****

Koniec odcinka drugiego o ciąży w Hiszpanii – jeśli chcesz, to zajrzyj do odcinka nr 1: mówię o nim o zaleceniach dotyczących odżywiania w ciąży w Hiszpanii, różnicach w prowadzeniu ciąży w publicznym i prywatnym systemie opieki zdrowotnej, dlaczego zdecydowałam się na poród w szpitalu prywatnym i kilku innych rzeczach. 

Ciąża w Hiszpanii  – odcinek 1

No i oczywiście jestem bardzo ciekawa doświadczeń innych osób, więc proszę o komentarze i opinie – im więcej, tym bardziej będę się czuła doinformowana! Gracias! 

PS. Nie muszę chyba dodawać, że na żadnym zdjęciu z tego wpisu nie występuję ja – to zdjęcia z banku zdjęć. W odcinku 1 zamieściłam kilka moich zdjęć, póki co starczy 🙂

Uczysz się hiszpańskiego? A może chcesz zacząć się uczyć tego języka?

Mam coś dla Ciebie: bezpłatny mini kurs hiszpańskiego, na który możesz się zapisać w każdej chwili!

Wiem, że moi czytelnicy są na różnych poziomach języka, dlatego przygotowałam mini lekcje na wszystkich poziomach, od początkującego A1 do poziomu C2. Na pewno znajdziesz coś interesującego dla siebie!

bezpłatne lekcje hiszpańskiego online