//Ciąża w Hiszpanii – odcinek 1.
ciąża w Hiszpanii

Ciąża w Hiszpanii – odcinek 1.

Zacznę od tego, że ja moją ciążę od piątego miesiąca prowadziłam tylko z ubezpieczenia prywatnego (o tym jakie ono jest pisałam TUTAJ).

Gdy tylko zaczęłam podejrzewać, że mogę być w ciąży, na co też czekałam, zrobiłam sobie tzw. domowy test (mam na myśli ten apteczny), a następnie jak najszybciej pobiegłam do lekarza na USG aby potwierdzić ciążę i spytać, co mam dalej robić i czy mogę żyć normalnie 🙂 czy też mam wprowadzić jakieś ograniczenia.

Oczywiście wiedziałam, że w ciąży należy się zdrowo odżywiać, nie pić alkoholu ani nie palić (nie mówię już w ogóle o narkotykach, bo to nie mój klimat ani nie moja używka), ale przez myśl mi nie przeszło, że hiszpańskie zalecenia dotyczące odżywiania w ciąży mogą być aż tak restrykcyjne! Piszę hiszpańskie, bo nie wiem jakie są obecnie zalecenia ciążowe w Polsce, może takie same? Daj mi znać, jeśli wiesz coś na ten temat!

Zalecenia dotyczące odżywiania w ciąży (w Hiszpanii)

Niektóre z nich wydają mi się zupełnie oczywiste, ale inne mnie bardzo zaskoczyły, mianowicie nie można jeść / nie zaleca się w ciąży:

– pić niepasteryzowanego mleka / jeść przetworów z takiego mleka (np. serów)

– nie można jeść niektórych ryb (czerwonego tuńczyka, miecznika, łososia, z uwagi na odkładające się w nich metale ciężkie i inne), ale tak ogólnie ryby są oczywiście wskazane. Oczywiście po głębokim zamrożeniu – żeby wyeliminować możliwość zarażenia się nicieniami anisakis, które bytują sobie w rybkach. Obowiązkiem każdej restauracji w Hiszpanii podającej dania rybne jest zamrożenie każdej rybki w temperaturze poniżej bodajże 18 stopni Celsjusza. Później rybę się rozmraża i przyrządza. Nie wiem czy ten temat jest znany w Polsce, jeśli nie, to chętnie napiszę o tym wpis na blogu!

– nie można jeść mięsa, które nie zostało poddane do końca obróbce termicznej, każdy kotlet czy stek musi być doskonale wypieczony, nie można jeść sushi (chociaż teoretycznie – jeśli ryba została zamrożona przed jego przygotowaniem – można, ale nie znam wielu kobiet, które by ryzykowały). Nie można jeść typowych hiszpańskich suchych wędlin (ponieważ nie zostały poddane żadnej obróbce technicznej, jedynie ususzone), więc adiós szynko jamón, chorizo i tym podobne. Lekarze mówią, że można te wędliny zamrozić (na około tydzień – tak słyszałam) i wtedy będzie możliwe ich spożycie, ale ja tego nie robię, bo mi się nie chce, bardziej tęsknię za ogórkiem kiszonym niż za hiszpańską szynką. Oczywiście chorizo czy szynkę jamón można jeść po usmażeniu, np. do sosu, jako „skwarki” itp. Oczywiście chodzi o zarażenie się toksoplazmozą. Jeśli kobiecie podczas badań krwi wyszły aktywne przeciwciała na tę chorobę, nie ma przeciwwskazań do jedzenia tych wędlin.

– należy dokładnie myć i gotować jajka przed spożyciem. Nie jest zalecane jedzenie jajecznicy, która nie jest do końca ścięta, tak samo z jajkami na miękko itp. W Hiszpanii ma to przede wszystkim znaczenie w restauracjach, które podają potrawy takie jak huevos rotos (ziemniaki z podanymi jajkami sadzonymi i innymi dodatkami) albo huevos revueltos (jajecznice z różnymi dodatkami), bo jajko w nich nie powinno być ścięte. Tutaj chodzi o salmonellę. Ja jem tylko jajka na twardo.

– nie można jeść majonezu robionego w domu albo w restauracji, ponieważ robi się go z surowych jajek i istnieje możliwość zarażenia się salmonellą. Warto wiedzieć, że w Hiszpanii wiele restauracji chwali się tym, że mają mayonesa casera – czyli majonez albo różnego rodzaju sosy bazujące na majonezie robione w restauracji, zamiast kupowanego. W ogóle w Hiszpanii je się o wiele więcej majonezu niż w Polsce (do tortilli de patatas, do krewetek, do kanapek, w typowej sałatce ensaladilla rusa, do ziemniaków, wiele tapas się je z majonezem itp itp).

– nie można jeść wędlin (nawet takich, które podczas produkcji zostały poddane obróbce termicznej), o ile nie zostały dobrze podgrzane. Nie można jeść świeżego sera, serków, o ile nie jest napisane, że zostały wyprodukowane z mleka pasteryzowanego. Nie jeść pasztetów, do krojenia ani do smarowania, takich do przechowywania w lodówce. Nie jeść wędzonych ryb ani owoców morza, o ile nie zostały przygotowane np. w daniu typu gulasz. W tym punkcie chodzi o to, aby nie zarazić się listeriozą, która ponoć rozwija się właśnie w warunkach lodówkowych. Ja na wszelki wypadek nie jem.

nie jeść sałatek w restauracjach!! Ponieważ warzywa mogą być źle umyte i możemy się także czymś zarazić albo zatruć:) Wydaje mi się, że jest to podyktowane tylko i wyłącznie ostrożnością i znajomością warunków sanitarnych panujących w hiszpańskich barach i restauracjach… Lekarka mi powiedziała, że tak normalnie, nawet jeśli zjemy niedokładnie umytą sałatę, to nie powinno się nam nic stać, ale w ciąży trzeba uważać. I mówię ci: moja lekarka nie jest z gatunku tych panikujących!

– oczywiście nie jest zalecane jedzenie kaloryczne, z „pustymi” kaloriami, a którego w Hiszpanii je się mnóstwo: donuty z czekoladą, wyroby cukiernicze z supermarketu typu rogaliki śniadaniowe z datą ważności na kilka lat do przodu itp.

– oczywiście zaleca się jeść owoce i warzywa, trochę mięsa i więcej ryb. Ryż i makaron pełnoziarnisty, itp.

To już niezwiązane z jedzeniem, ale z higieną tak: zaleca się dokładnie myć owoce i warzywa przed spożyciem, szczególnie jeśli je będziemy jeść na surowo; dokładnie myć ręce po krojeniu surowego mięsa i ryb, dokładnie myć deski, na których kroiliśmy surowe mięso, używać rękawiczek do prac ogrodniczych, unikać piaskownic dla dzieci, bo tam kotki mogą robić kupkę, poprzez którą możemy się zarazić toksoplazmozą (jeśli później nie umyjemy rąk i coś zjemy, przynajmniej ja to tak rozumiem).

Czy wydają się ci przesadzone te zalecenia? Pytam szczególnie kobiety, które były już w ciąży, chętnie w innych krajach, ale w Hiszpanii też. Ja podeszłam do tych zasad żywieniowych tak: to tylko kilka miesięcy, a na świecie jest tyle potraw i składników do ich przygotowania, że nic mi się nie stanie, jeśli będę unikać, a przede wszystkim będę spokojniejsza. Tak naprawdę podczas ciąży kobieta nie ma wpływu na zbyt wiele rzeczy, w szczególności mam na myśli aspekt zdrowia dziecka, więc jeśli jedząc mniej produktów przez tych kilka miesięcy mogę mu jakoś pomóc (chociażby przez to, że nie zaszkodzę), dlaczego mam tego nie zrobić? I tak moim największym wyrzeczeniem jest wino (i sushi, które uwielbiam!), a te inne produkty to po prostu zmiana diety albo dostosowanie się do innych wymogów.

Ciąża w Hiszpanii: Podczas ciąży przestałam praktycznie chodzić na tapas. W większości tapas są albo ryby (ryb w ogóle nie jem na mieście, tylko w domu), szynka albo inne suszone, niedozwolone wędliny, majonez (tak naprawdę nigdy nie wiadomo czy jest „domowy” czy kupiony, mało tego, czasami restauracje nawet okłamują klientów, że majonez zrobili sami, podczas gdy tak nie jest), sery, wędzony łosoś itp, więc przestało mnie to bawić. Po ciąży znowu wrócę do tego zwyczaju. A tymczasem chadzam do restauracji na menú del día, czyli menu dnia, gdzie zawsze jest więcej dań do wyboru i prawie zawsze są przygotowywane na bieżąco, a nie jak tapas z wyprzedzeniem, więc mogę poprosić np. żeby nie dodawali mi majonezu.

prowadzenie ciąży w Hiszpanii

Tryb życia w ciąży

Oprócz tego dostałam zalecenie prowadzenia normalnego, aktywnego trybu życia, jak wcześniej. Ginekolożka (uj, podkreśla mi słownik na czerwono, może powinnam napisać pani ginekolog?) powiedziała, że jeśli uprawiałam sport do tej pory, to mogę go uprawiać nadal, oczywiście słuchając swojego organizmu i unikając sportów kontaktowych itp (sport to nie mój przypadek, hahaha), a jeśli nie byłam zbyt aktywna, to powinnam jedynie dużo spacerować i dopóki nie minie trzeci miesiąc ciąży, nie zamieniać się nagle w sportsmenkę, bo to może nie posłużyć ciąży. Wydaje mi się, że w Polsce jest podobnie?

Prowadzenie ciąży w systemie publicznym vs. prywatnym

Jednocześnie spytałam moją lekarkę (z ubezpieczenia prywatnego), czy jej zdaniem warto prowadzić ciążę na raz w placówce publicznej i prywatnej. Powiedziała mi, że jest to moja sprawa i moja decyzja, jeśli mam czas i ochotę, to jak najbardziej mogę chodzić sobie do dwóch lekarzy, albo do lekarza prywatnie i publicznie do położnej – jak to ma miejsce w publicznym systemie opieki zdrowotnej.

Jako że co miesiąc z mojego konta bankowego pobiera się (samo! Jak to opisałam we wpisie o prowadzeniu działalności gospodarczej w Hiszpanii) 283 euro na rzecz hiszpańskiego ZUSU, uznałam, że skorzystam także z systemu publicznego i zobaczę NA CO idą moje pieniądze, korzystając z porad położnej i ze szkoły rodzenia, która bezpłatnie przysługuje wszystkim chętnym ciężarnym w Hiszpanii mającym ubezpieczenie publiczne. W tym celu musiałam udać się do MATRONY – czyli położnej właśnie, ponieważ z tego co zrozumiałam, o ile ciąża przebiega poprawnie, lekarza ginekologa – położnika nie widuje się zbyt często. Ale tego nie wiem, bo zdecydowałam, że nie będę szła do kolejnego lekarza, czasu mi zabraknie, a na dodatek może jakaś inna kobieta w ciąży dzięki temu dostanie termin wizyty wcześniej.

Położna mnie o wszystko wypytała, dała mi mniej więcej takie same wskazówki dotyczące dbania o moje zdrowie i zdrowie dziecka oraz oznajmiła, że skierowanie na szkołę rodzenia wyda mi w 20-którymś tygodniu ciąży, jakoś około 7 miesiąca. Powiedziała mi także, że jej aparat USG nie jest zbyt dobrej jakości, co oznacza że bicie serca dziecka będziemy mogły usłyszeć około 17-18 tygodnia, co mi się wydało absurdem, to jest około 2,5 miesiąca później niż zwykle jest to możliwe z normalnym aparatem USG! No nic, pomyślałam, całe szczęście, że mam to ubezpieczenie prywatne.

Ogólnie wrażenie z tej wizyty miałam średnie, po dwóch kolejnych, w trzecim i w czwartym miesiącu, kiedy to położna najpierw uznała, że za dużo przytyłam (a lekarka mówiła, że wszystko jest w normie, nawet świetnie i dziwiła się na to, co mówi położna), a później chcąc „złapać” moje dziecko na USG uderzyła mnie kilka razy w brzuch, nie delikatnie jak to robią lekarze na USG, żeby dziecko się ruszyło itp, tylko tak, że ja sama zobaczyłam mroczki przed oczami!), uznałam, że nie będę już do niej chodzić, nawet kosztem utraconej szkoły rodzenia z funduszy publicznej opieki zdrowotnej Królestwa Hiszpanii.

Na szczęście okazało się, że moje ubezpieczenie prywatne pokrywa także koszt zajęć w prywatnej szkole rodzenia, dlatego już niedługo zaczynam kurs, bezpłatnie i bez łaski 🙂

USG w ciąży

W pierwszych miesiącach ciąży najbardziej bałam się jej utraty. Zauważyłam, że podejście w Hiszpanii do tematu poronienia jest dość luźne, to znaczy jeśli ciąża „przetrwa” do 12 tygodnia, to wtedy dopiero zaczyna się ją traktować jak ciążę. Oczywiście jeśli kobieta ma jakieś problemy (nie mój przypadek), to dostaje nakaz leżenia albo względnego odpoczynku, ale zdecydowanie nie jest to takie podejście jak w Polsce. Rozmawiałam z kilkoma dziewczynami, na dodatek z różnych miejsc z Hiszpanii, które miały problemy z utrzymaniem ciąży właśnie w pierwszym trymestrze, dostały jedynie zalecenie odpoczynku, ewentualnie jakieś hormony na podtrzymanie, ale wydaje mi się (powtarzam: wydaje mi się), że w Polsce na tym pierwszym etapie ciąży opieka medyczna jest bardziej kompletna. A to chyba właśnie na początku ciąży, kiedy kobieta jeszcze nie ma brzuszka, kiedy nie czuje ruchów dziecka, chyba najbardziej potrzebuje wsparcia specjalisty… Ale to tylko moje zdanie.

Na szczęście wszystkie nasze badania, które mieliśmy do tej pory, tzn. badanie krwi, w tym na prawdopodobieństwo wystąpienia syndromu Downa, Edwardsa i jeszcze jakichś innych chorób oraz badania USG w 12, 16 i 20 tygodniu wyszły świetnie i bardzo nas uspokoiły. Nie jestem pewna czy w publicznym systemie opieki jest wykonywane to USG 16 tygodni, na pewno USG 12 i 20. Jeszcze mnie czeka badanie cukru (tydzień 26 czy jakoś tak) i kilka innych USG, ale tego będę dowiadywać się na bieżąco podczas kolejnych wizyt.

Poród w szpitalu prywatnym w Hiszpanii

Ja (prawdopodobnie i mam nadzieję) będę rodzić w jednym z madryckich szpitali PRYWATNYCH, jednym z wielu, które wchodzą w zakres mojego ubezpieczenia. Nie będę za to nic dodatkowo płacić. W Hiszpanii prywatna opieka zdrowotna jest na bardzo wysokim poziomie i miałam już okazję tego doświadczyć w 2015 roku, kiedy to przeszłam operację właśnie w prywatnym szpitalu w Saragossie.

Szpital wybrany przeze mnie do porodu ma III-ci – najwyższy – poziom opieki neonatologicznej, ratowane są tam nawet wcześniaki ważące poniżej 1000g! Mam koleżanki, które tam urodziły, szpital jest oddalony o 15-20 minut drogi samochodem od mojego domu. Każda pacjentka ma zapewniony indywidualny pokój, w którym może także zostać osoba towarzysząca.

W chwili gdy zacznę rodzić, mogę poprosić personel szpitala o wykonanie telefonu do mojej pani ginekolog, która przyjedzie do szpitala. Co prawda ja mam rodzić w sierpniu, jest to czas, gdy 80% Hiszpanów jest na wakacjach, ale mam nadzieję, że moja pani lekarka akurat nie będzie. A jeśli tak, to trudno, słyszałam same dobre opinie o tym szpitalu, opiece okołoporodowej i pracujących tam lekarzach i pielęgniarkach. Poza tym w hiszpańskich szpitalach publicznych przy porodzie nie jest obecny lekarz, tylko położna (jedna lub więcej, zależy), a w szpitalu prywatnym mam zapewnionego lekarza przez cały czas trwania porodu. Budzi to moje zaufanie.

Warto pamiętać też, że w Hiszpanii prywatna opieka medyczna istnieje od wielu lat, nie tak jak w Polsce. Już moja teściowa rodziła swojego pierwszego syna, ponad 40 lat temu, w szpitalu prywatnym i to było coś jak najbardziej normalnego, miała takie ubezpieczenie z pracy. W Hiszpanii w szpitalach prywatnych są dostępne wszystkie sprzęty konieczne do ratowania zdrowia i życia ludzkiego. Jedynym przypadkiem, kiedy może być konieczne przewiezienie noworodka do innego szpitala jest sytuacja, gdy rodzi się dziecko wymagające specjalistycznej opieki, a szpital nie spełnia wymogów tego III-go stopnia opieki medycznej dla noworodków (jak pisałam, mój go posiada). Wtedy dziecko jak najszybciej zabierane jest do innego szpitala, który może zapewnić mu odpowiednią opiekę. Taka sytuacja może zdarzyć się także w szpitalach państwowych – np. w mniejszych miejscowościach.

O 5 minut drogi od mojego domu znajduje się też bardzo dobry szpital publiczny. Postanowiłam, że jeśli sytuacja będzie wymagała pilnej opieki medycznej, to udam się od razu tam, żeby być spokojną, jednak mam nadzieję, że nie będzie to konieczne.

Dlaczego nie chcę rodzić w szpitalu publicznym? Ponieważ nigdy nie wiadomo czy sala będzie 1-osobowa czy więcej (istnieją także szpitale publiczne z salami 1-osobowymi). Ogólnie szpitale w Madrycie są bardzo dobre, nie mam co do tego wątpliwości. Jednak słyszałam historie, że do kobiety, która dopiero co urodziła dziecko, zwalają się do szpitala pielgrzymki znajomych i rodziny, którzy wpadają, odwiedzają, oglądają dziecko, ale tak ogólnie to stają sobie nad jej łóżkiem i rozmawiają o polityce, o wyborach, o tym co u kogo w rodzinie słychać… Temat rzeka. Ja czegoś takiego sobie nie życzę (z naszej strony – nie będzie wizyt), ale przecież jeśli będę w sali z jakąś Hiszpanką, która będzie mieć sto wizyt, nie będę mogła jej powiedzieć, że nie życzę sobie, aby odwiedzała ją jej rodzina! Jest to jeden z powodów, dlaczego nie wybiorę szpitala publicznego. A co do tematu wizyt, to jeszcze opiszę ten temat, bo to było coś, co nam przysporzyło sporo dyskusji (mnie i mojemu mężowi, dla którego masowe odwiedziny w dwie godziny po porodzie wydawały się czymś normalnym – „bo tak się zawsze robiło”. U nas tak nie będzie, intymność i spokój przede wszystkim.

Podróże w ciąży

Ja od początku ciąży czułam się świetnie, nie miałam mdłości, może byłam trochę ospała, to prawda, ale po odpowiedniej dawce wypoczynku powracałam do sił, dlatego w pierwszej połowie ciąży w ogóle nie ograniczałam się z tematem podróży. Oczywiście najlepiej jest skonsultować zagadnienie z lekarzem, bo każda ciąża jest inna, jednak ja podczas mojej ciąży byłam 3 razy w Polsce, raz w Izraelu (podróże lotnicze), kilka weekendów spędziliśmy poza Madrytem, dodam jeszcze obowiązkowe wizyty u teściów 400 km od Madrytu i pojechaliśmy na naszą 5-dniową majówkę na wybrzeże Hiszpanii, do Murcji i okolic, podczas której spędzaliśmy prawie każdą noc w innym miejscu (i podróżowaliśmy samochodem). Czułam się bardzo dobrze, za każdym razem pytałam lekarki czy taka podróż jest ok, nigdy nie miała żadnych przeciwwskazań. Planuję zwolnić z tempem od siódmego miesiąca 🙂 Już teraz nie mam zamiaru wsiadać w żaden samolot i chcę ograniczyć podróże samochodowe (głównie dlatego, że mi się nie chce).

Czy mój blog zmieni się w bloga tzw. parentingowego?

Czyli czy będę pisać na nim o macierzyństwie i takich tam sprawach? Nie, nie mam takiego zamiaru, chociaż pewnie jak urodzę dziecko, to się w nim zakocham i będę chciała pisać tylko o nim. Ale moim celem jest pisanie nadal o Hiszpanii, języku hiszpańskim i poszukiwaniu tu pracy i życiu codziennym w Hiszpanii. Jeśli chodzi o ciążę, to na pewno napiszę jeszcze dwa artykuły na ten temat, bo mam dużo do powiedzenia (już podczas pisania tego artykułu pisałam notatki – o czym chcę wspomnieć.

Daj mi proszę znać – czy w innych miejscach w Hiszpanii jest podobnie, tak samo? Czy coś cię szczególnie zdziwiło? Może chcesz podzielić się jeszcze jakimiś spostrzeżeniami? A może szczególnie interesuje cię jakieś konkretne zagadnienie dotyczące ciąży w Hiszpanii?

 

Uczysz się hiszpańskiego? A może chcesz zacząć się uczyć tego języka?

Mam coś dla Ciebie: bezpłatny mini kurs hiszpańskiego, na który możesz się zapisać w każdej chwili!

Wiem, że moi czytelnicy są na różnych poziomach języka, dlatego przygotowałam mini lekcje na wszystkich poziomach, od początkującego A1 do poziomu C2. Na pewno znajdziesz coś interesującego dla siebie!

bezpłatne lekcje hiszpańskiego online