Wiadomo, zawsze lepiej nauczyć się na cudzych błędach! Dlatego podzielę się tym, co zrobiłam źle podczas emigracji. Nie odbieraj źle mojego „nauczycielskiego” i rozkazującego tonu, raczej pomyśl sobie, że to są wskazówki do mnie samej z 2013 roku. Co zrobiłam źle? Jakie popełniłam błędy na emigracji?

#1 Nie czekaj na pracę. Praca nie przyjdzie do Ciebie sama. Nawet jeśli codziennie będziesz wysyłać cv.

Dla mnie brak pracy był jednym z największych problemów w Hiszpanii. Od samego początku wiedziałam, że będzie trudno, ale nie że aż tak. Zwierzyłam się już, że moja emigracja nie zawsze była różowa (teraz już jest fajniej!!). Praca, mimo że niby nikt nie lubi do niej chodzić, znacznie wpływa na samoocenę, poczucie przydatności, samopoczucie w towarzystwie (przecież co chwilę pytają czy już coś znalazłeś, a jeśli nie masz kasy na super kolację ze znajomymi, to już w ogóle kicha…), kontakty społeczne, posiadane pieniądze, poczucie bezpieczeństwa…

Dla mnie, kiedy nie miałam pieniędzy, najgorsze nie było to, że nie mogłam sobie kupić jakiejś rzeczy, ciucha czy kosmetyku (nie lubię zakupów i oprócz kilku rodzajów rzeczy nie lubię ich posiadać), ale właśnie poczucie bezpieczeństwa, związane z tym, że jeśli zacznie boleć mnie ząb czy coś mi się stanie i będę musiała kupić sobie jakieś drogie lekarstwo – nie będę mogła ot tak wyciągnąć z bankomatu 150 euro, bo potem nie będę miała z czego zapłacić za wynajem pokoju.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że ja szukałam pracy. Czasami bardziej rzetelnie, a czasami mniej (na przykład wysyłanie tego samego cv na kilka rodzajów stanowisk… Wcale tak się nie powinno robić, ale czasami człowiek jest już tak zmęczony poszukiwaniem pracy i tak zdesperowany…), ale szukałam.

Bardziej niż namiętne szukanie pracy codziennie przez kilka godzin, rejestrowanie się na wszystkich możliwych portalach, z których chyba połowa nie działa, polecam kilka rzeczy:

A. zrobić sobie dobry profil na LinkedIn  – najlepiej po hiszpańsku lub po angielsku, w zależności od stanowiska. Zacznij szukać pracy tam, jest to jedna ze stron z najlepszymi ofertami, moim zdaniem, przynajmniej w Barcelonie i Madrycie.

B. Wyjdź do ludzi, spotkaj się z nimi. Spotkaj się z Polakami w swoim mieście. Z Hiszpanami, którzy szukają pracy albo którzy właśnie mają dobre prace. Zawieraj znajomości. Oczywiście dowiedz się kto gdzie pracuje, czym się zajmuje, nie obawiaj się spytać, czy nie potrzebują kogoś u siebie w dziale/firmie. Jeśli wydasz się miłą osobą, być może potem ktoś sobie o tobie przypomni. Nie chodzi o podlizywanie się, wcale tak nie myśl. Jeśli jesteś osobą, która wie co potrafi i poszukuje pracy, dlaczego masz o tym nie powiedzieć? Nie ma w tym nic wstydliwego! Powiem więcej: jestem wielką zwolenniczką zdobywania pracy po znajomości. Ale po DOBREJ ZNAJOMOŚCI: wtedy, kiedy osoba naprawdę ma kwalifikacje i jest odpowiednia na dane stanowisko. Dlaczego firma ma robić wielką rekrutację, marnować czas i pieniądze na poszukiwanie kandydata jeśli TY TAM JESTEŚ, gotowy do podjęcia pracy? Polecam spojrzeć na to z takiej strony. Bo jesteś tego warta (wart)! Na dodatek przyznam się, że w taki sposób „zeswatałam” kilku Polaków w Hiszpanii z fajnymi pracami! Bo ja pracy już nie szukam, a czasami dowiaduję się o jakichś ofertach lub po prostu ludzie do mnie piszą bezpośrednio z pytaniem czy nie znam kogoś! Bardzo chętnie biorę udział w takim szukaniu zatrudnienia „po znajomości”!

Ja w taki sposób (gdy jeszcze szukałam pracy i gdy zaczęłam podchodzić do tematu bardziej z głową) miałam bardzo fajne dwie rozmowy o pracę. Finalnie się nie dogadaliśmy, ale zdecydowanie były to najbardziej konkretne stanowiska i pieniądze, jakie mi zaoferowano.

C. Otwórz się na nowe – o tym cały poniższy punkt!

#2 Otwórz się na nowe – praca to nie tylko biuro 9-17…

lub cokolwiek czym zajmowałeś się wcześniej (operator wózka widłowego? Kosmetyczka? Maniukiurzystka?). No super, znasz się na czymś lub masz swoją wymarzoną wizję pracy, ale to nie zawsze może być realne. Jeśli mieszkasz w innym kraju, to może się to okazać jeszcze trudniejsze. A czasami niemożliwe, przykro mi to mówić, ale tak jest. Ja w Hiszpanii nigdy nie znalazłam pracy w kadrach – to jest coś, co w Polsce uwielbiałam i moje najfajniejsze i najlepsze prace były związane właśnie z prawem pracy.

szukanie pracy kosmetyczka hiszpania

Jest wiele sposobów zarabiania pieniędzy. Pierwszym z nich, który jest najbardziej popularny, jest chodzenie do pracy. Najpierw musisz przeczesać wiele ogłoszeń, przygotować cv w taki sposób aby urzekło rekrutera, pójść na jedną lub więcej rozmów kwalifikacyjnych, wykazać „dlaczego to właśnie ciebie mają zatrudnić w tej wspaniałej firmie”, a następnie (jeśli masz szczęście) kupujesz sobie bilet miesięczny lub samochód i codziennie zapitalasz do roboty. Jest to jeden z pewniejszych sposobów zarabiania pieniędzy: jeśli pójdziesz do pracy, to zarobisz pieniądze. Jeśli jednak przestaniesz pracować, to nie będziesz zarabiać. Zwykle jest to niezłe rozwiązanie, ale w Hiszpanii dość trudne do osiągnięcia. Nie wiem czy szczególnie dla obcokrajowców, ale ogólnie trudne.

Jednak oprócz tego jest jeszcze wiele innych rzeczy, za które możesz otrzymywać pieniądze! Nie chcę Cię do niczego przekonywać, ale żałuję, że ja sama zdecydowanie za późno zaczęłam myśleć o takich niestandardowych rozwiązaniach (jak w moim przypadku: własna firma, pisanie bloga, tworzenie kursów online, klienci, którzy do mnie piszą i dzwonią czy mogę dla nich pracować, a ostatnio często muszę im odmawiać!). Ale skąd mogłam o tym wiedzieć wcześniej…

Czasami gdy jesteśmy postawieni w trudnej sytuacji, nasza kreatywność zanika. Tak było w moim przypadku: poszukiwania pracy i zmartwienie tym, że ciągle nie mogę jej znaleźć spowodowały, że nie myślałam o niczym innym. Mimo że jeszcze gdy mieszkałam w Polsce myślałam o założeniu własnej firmy, gdy w Hiszpanii znalazłam się bez pracy to nie była moja pierwsza myśl. Ja myślałam tylko o tym, żeby zdobyć coś w miarę stałego i stabilnego, żeby móc zaoszczędzić chociaż kilkaset euro.

TO BYŁ BŁĄD.

Oczywiście, że jeśli nie masz kasy na zapłatę czynszu to nie będziesz mógł dokonać inwestycji na poczet przyszłego biznesu, który nie wiadomo czy się uda. To nie jest rozsądne. Ale jeśli inwestycją jest tylko czas (jak w moim przypadku: zaczęłam pisać bloga. Na dodatek nie wiedziałam jeszcze dokładnie o czym ten blog będzie, dlatego nie wiedziałam jak dokładnie go nazwać! Stąd po prostu moje dwa imiona w nazwie), to dlaczego nie spróbować? Może uda się coś wymyślić, wpaść na jakiś pomysł, rozpocząć coś, co przyniesie pieniądze?

Ja mówię o pisaniu bloga, bo to jest coś, co znam, ale równie dobrze możesz zastanowić się nad innymi rzeczami:

PRACA W HISZPANII – spojrzenie z kilku różnych stron

Teraz żałuję, że nie zaczęłam pisać bloga wcześniej i że nie wpadłam na pomysł wydania mojego kursu hiszpańskiego wcześniej. No ale właśnie po to piszę ten artykuł, może ktoś się ogarnie po krótszym czasie niż ja.

#3 W biznesie nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka

Ja tak zrobiłam na początku, gdy dopiero założyłam firmę. Miałam jednego klienta, pracowałam dla niego kilka godzin dziennie i zarabiałam też jak za kilka godzin dziennie. Wtedy tego potrzebowałam. Trochę pracy, dużo czasu, bo dopiero przeprowadziłam się do Madrytu, musieliśmy ogarnąć wiele rzeczy, a mój narzeczony nie mógł, bo pracował. Zameldowanie, przygotowania do ślubu, zmiana adresu we wszystkich bankach i urzędach, zajęłam się tym i wszystko po kolei załatwiałam.

Ale nagle mój klient ze mnie zrezygnował. Okazało się, że zamiast współpracy zdalnej woli zatrudnić kogoś na miejscu.

Zostałam z niczym. Mój jedyny kosz, do którego włożyłam wszystkie jajka biznesowe, przewrócił się, a jajka się zbiły. Jeśli rozumiesz przenośnię.

nie popełniaj błędów w biznesie

Dlatego teraz już nie popełniam tego błędu: moje źródła utrzymania są, jak to się mówi, zdywersyfikowane. Jeśli odpadnie mi jedna rzecz, to nie zostanę na lodzie. Na dodatek w taki sposób mogę próbować czy jeden biznes wychodzi i czy hajs się zgadza, podczas gdy przez cały czas mam przychody z innej rzeczy. A co dokładnie robię, możesz przeczytać TU.

#4 Ciągle się ucz!

(Nawet jeśli nie wydaje Ci się to w danym momencie użyteczne… Gdy zaczęłam pisać bloga nawet nie przypuszczałam, że będzie to jedno z moich źródeł zarabiania pieniędzy!)

Nie ma nic gorszego niż marazm i depresja. Ja sama depresji raczej nie miałam, ale na pewno nie byłam daleko. Jednak podnoszenie kwalifikacji bardzo mi pomogło w utrzymaniu rytmu: w 2 lata nauczyłam się francuskiego od zera do poziomu B2 i otrzymałam certyfikat DELF B2. Mimo że przez większość tego czasu nie miałam pracy i czułam się jak wielka zawodowa kupa, to konieczność chodzenia na lekcje dodawała mi motywacji, miałam jasno postawiony cel, że najpierw chcę zdać egzamin DELF B1, a następnie B2. Uczyłam się w dni powszednie i w weekendy. Nie miałam zbyt dużo pieniędzy na lekcje prywatne czy kursy, ale wiedziałam, że zamiast w sobotę iść na piwo czy kupić sobie kolejną parę butów (której i tak nie miałabym kiedy wykorzystać, w końcu nie chodziłam na żadne specjalne wydarzenia i dwie pary adidasów były dla mnie zupełnie wystarczające), chcę wydać kasę na kolejną lekcję francuskiego.

Potem zaczęłam uczyć się niemieckiego i mimo że mój poziom niemieckiego był prawie zerowy, to dzięki temu otrzymałam pracę! Nie mogłam w to uwierzyć 🙂

W tak zwanym międzyczasie zaczęłam pisać bloga i nauczyłam się mnóstwa rzeczy: jak działa SEO, marketingu online, zrobiłam kilka kursów i podszkoliłam się technicznie. I co, ktoś powie, że to taka głupota pisać bloga, zabawa czy w ogóle bez sensu, ale OBECNIE większość klientów znajduje mnie przez mojego bloga! Interes się jakoś kręci. Zapracowałam sobie na to! Nic nie przychodzi samo.

Co nie zmienia faktu, że widzę teraz, że mogłam jeszcze lepiej wykorzystać czas. Napisać więcej wpisów na bloga, zamiast przejmować się, że jakaś inna blogerka już o tym napisała, albo że powstał kolejny blog o Hiszpanii. Teraz już na to w ogóle nie zwracam uwagi, ale kiedyś każda nowa strona na tematy podobne do tych, które poruszam ja, powodowała palpitacje mego serca :D.

No dobrze, teraz wychodzimy nieco z obszaru zawodowego…

#5 Nie zaniedbuj znajomych z Polski

Ja zaniedbałam i żałuję. Czuję i wiem, że wielu osobom poświęcam zdecydowanie za mało czasu, o wiele mniej niż na to zasługują. Fakt, teraz jestem już jedną nogą w każdym kraju i czuję, że nie mam pełnego zrozumienia ani z ludźmi z Hiszpanii ani z Polski (chyba najlepiej rozumiem się z Polkami mieszkającymi w Hiszpanii), ale wiem, że jest w Polsce kilka szczególnych osób, o które bym chciała bardziej zadbać.

Ja nie wiem czy zostanę „na zawsze” w Hiszpanii czy też może po jakimś czasie przeniesiemy się do Polski (wiele zależy od planów zawodowych i od sytuacji gospodarczej w Hiszpanii), a może do jakiegoś innego kraju. Czujemy się całkowicie mobilni. Byłoby mi bardzo przykro, gdyby okazało się, że wracam do Polski ale… nie mam tam już przyjaciół czy znajomych, bo przez ten czas ich tak zaniedbałam, że nie mamy już o czym rozmawiać. Oczywiście to jest dwustronne, nie tylko ja muszę dbać o przyjaźnie, ale czasami zdarza się, że podczas wizyty w Polsce nie spotkałam się z nikim, bo wolałam spędzić czas z rodziną (bo ciągle wydawało mi się, że przebywam mało czasu z rodzicami!).

#6 Nie bój się podejmować decyzji

Chciałam wyjechać do Hiszpanii. Wyjechałam, to poważna decyzja. Podjęcie jej wydało mi się o wiele łatwiejsze niż potem podejmowanie „mniejszych” decyzji, podczas pobytu w Hiszpanii. Nie wiem dlaczego, ale blokowała mnie możliwość wyboru.

Powinnam nadal mieszkać w Madrycie, mimo że mój chłopak (aktualny mąż) mieszkał w Saragossie? A może lepiej by było gdybym została w Madrycie i szukała pracy w większym  mieście? Czy chcę pracować tylko w biurze czy decyduję się także na pracę w barze? Czy powinnam polecieć na wizytę do Polski jak tylko zaoszczędzę pierwsze pieniądze, czy poczekać aż zbiorę trochę więcej? Czy mogę pozwolić sobie na mały weekendowy wyjazd turystyczny? Czy mogę raz w tygodniu zjeść tanie menú del día w hiszpańskim barze?

Podjęcie każdej z tych decyzji (i wiele więcej ich było!) było dla mnie trudne i za bardzo się tym zamartwiałam. Oczywiście, inaczej podejmujesz decyzje gdy nie masz pieniędzy i gdy jesteś w danym kraju dopiero od kilku miesięcy, a inaczej myślę o tym z perspektywy 5 lat spędzonych w Hiszpanii i mając już stabilizację życiową i finansową. Jednak teraz wiem, że podejmowanie takich decyzji zajęło mi zbyt dużo czasu i zmartwień, nie powinnam była tym się tak martwić! Mogłam podzielić kartkę na pół, wypisać plusy i minusy, powody dla których powinnam coś zrobić lub nie zrobić i jak mi podpowiadało serce czy rozum, a następnie z tego wszystkiego wyciągnąć średnią ważoną, a nie przez kilka dni czy tygodni zadręczać się (i otoczenie też! Mój chłopak czy współlokatorki byli świadkami…) czy coś zrobić czy nie.

Domyślam się, że to jest też kwestia dojrzałości, ale zachęcam do odważnego podejmowania decyzji. Ja nigdy nie byłam jakoś szczególnie zdecydowana i to w takim momencie niepewności życiowej właśnie było widoczne. Teraz nie mam już praktycznie żadnego problemu z podejmowaniem decyzji i ponoszeniem za nie odpowiedzialności (a często po prostu zbieraniem z nich korzyści! Często odpowiedzialność to nie tylko negatywne konsekwencje, ale też pozytywne). Czasami warto jest postawić wszystko na jedną kartę, a czasami trzeba działać ostrożnie, ale tylko ty możesz podjąć taką decyzję. Jeśli tego się boisz lub ciągle odwlekasz w czasie, to życie będzie cię niosło jak popadnie, nie będziesz mieć wpływu na to co robisz i w jaki sposób. Ja trochę się dałam „ponieść” życiu, miałam momenty, w których myślałam sobie „dooobra, jakoś to będzie” i to był błąd.

#7 Nie bądź zbyt skromny

Ile razy czytałam jakieś ogłoszenie o pracę i gdy widziałam w wymaganiach na dane stanowisko: „zaawansowany angielski”, „prawo jazdy”, „doświadczenie w sektorze” itp, uznawałam, że nie wyślę cv, bo czułam, że nie mam wystarczająco rozbudowanych kompetencji. I pewnie niesłusznie tak myślałam.

Raz zdarzyło mi się brać udział w rekrutacji do pewnego projektu, do którego zgłaszali się Hiszpanie. I cóż zobaczyłam w ich życiorysach, które tłumnie wysyłali w odpowiedzi na ogłoszenie? Takie kwiatki jak:

„Angielski biegły: poziom B1” – SERIO!!?? Nie mogłam w to uwierzyć.

„Kurs Excel, 8 godzin – 1999 rok” – I mnóstwo innych kursów z datami, które świadczą, że osoba albo już nic nie pamięta z danego kursu (jeśli nie używa programu w codziennej pracy) albo że po prostu nie wie, że w cv lepiej wpisać poziom obsługi danego programu, czy to średni czy dobry itp, ale nie podawać archaicznych daty przy takich duperelach, które ja nazywam zapchaj dziurą w cv! Przecież to nie data ukończenia studiów, a 8-godzinny kurs!)

no i chyba coś, co było najgorsze, bo najnudniejsze: uklepane zdania w stylu „Jestem osobą ambitną, pracowitą i dokładną, mam dobry kontakt z kolegami z pracy i jestem obowiązkowa”. Nie wiem czy jest coś nudniejszego 😉

Na każde 10 cv może jedno było interesujące, miało nietypową formę lub treść, rzucało się w oczy i miałam ochotę zadzwonić do takiego właśnie kandydata.

rozmowa o pracę w Hiszpanii, szukanie pracy w hiszpanii, błędy na emigracji

Oprócz tego na dane stanowisko (było ich kilka do obsadzenia, w ramach jednego projektu) swoje cv wysyłały osoby, które nie spełniały większości wymogów… Nie wiem sama czy to krytykować (bo może ktoś nie zadał sobie trudu aby przeczytać ogłoszenie), czy też podziwiać (bo może przeczytał ogłoszenie, zobaczył że nie spełnia wymagań, ale i tak postanowił, że zaaplikuje na dane stanowisko)…

Na moim blogu staram się jak mogę pomagać Polakom w znalezieniu pracy i ułożeniu sobie życia w Hiszpanii, jednak czasami nie rozumiem Was, serio 🙂 Być może to ma związek właśnie z byciem skromnym? Może ktoś to wytłumaczy: Napisałam wpis na blogu pod tytułem: Opieka nad dziećmi w Hiszpanii, czy na sali jest niania? – jest on dość popularny. Jednak komentarzy pod nim – zero! A to właśnie jest miejsce, w którym możesz się ogłosić, że szukasz pracy, że szukasz niani, itp. I czego nie rozumiem? Że po publikacji tego artykułu otrzymałam chyba ze 20 wiadomości prywatnych, na Facebooku czy na maila, od osób, które poszukują pracy jako au pair, opiekunka do dzieci na stałe czy na godziny. Każda osoba pytała czy nie mogłabym pomóc w szukaniu pracy jako niania.

Nie jestem agencją pracy tymczasowej (nawet myślałam o tym, ale nie ma szans, bo w Hiszpanii ustawa stanowi, że agencja pracy tymczasowej musi mieć bodajże min. 10 pracowników, czy coś takiego), dlatego maksymalnie co mogę (i co lubię!) zrobić w ramach bloga, to właśnie tworzenie takich wpisów, powiadomienia o ofertach pracy w Hiszpanii, kilka rzeczy więcej, ale nie mogę umawiać rozmów o pracę.

Dlaczego więc nie wstydzicie się napisać do mnie wiadomości prywatnej że szukacie pracy jako opiekunka, ale nie możecie już napisać interesującego komentarza, który prawdopodobnie zobaczy wielu polskich rodziców mieszkających w Hiszpanii? Nie musisz podawać nazwiska, numeru buta ani telefonu jeśli nie chcesz, ale adres email i sprawdzanie go co kilka dni może okazać się kluczem do sukcesu.

A może się mylę i pomysł jest głupi? Dajcie znać 🙂 Chociaż na hasło „polska niania w Hiszpanii” mój wpis pojawia się bardzo wysoko w wynikach wyszukiwania!

Dlatego nie bądź zbyt skromny i ogłaszaj się gdzie możesz, jeśli dają Ci taką możliwość! Ok?

A może masz coś do dodania? Jakieś inne błędy, które popełniłeś na emigracji, przed którymi chętnie byś ostrzegł?

Popełniłeś któreś z wyżej wymienionych błędów? Czy też, tak jak ja, żałujesz że z niektórych z nich zdałeś sobie sprawę za późno?