//31 faktów o mnie na 31. urodziny
31 faktów o mnie - Izrael pustynia

31 faktów o mnie na 31. urodziny

Sama nie wiem do jakiej kategorii wrzucić ten wpis, ale w końcu wylądował w „życie w Hiszpanii”, bo oprócz gadania o sobie poruszam także tematy związane z Hiszpanią. Sama lubię poznawać blogerów od strony prywatnej, więc kto będzie zainteresowany ten przeczyta, a kto nie, to nie. Zwykle takie bardziej osobiste posty cieszą się dość dużym powodzeniem na moim blogu, chociażby wpis: Moja historia w Hiszpanii, który jest bardzo popularny, a tak naprawdę opowiada tylko o mnie. Tak więc ciekawych zapraszam do czytania, tych którzy w sumie nie są zainteresowani moim życiem miło żegnam 😉 Oto i 31 faktów o mnie, obiecuję się streszczać! W razie czego wskazówka: możesz przejrzeć tekst i przeczytać tylko nagłówki, doczytując te, które szczególnie cię zainteresują. Zdjęcie tytułowe zostało mi zrobione w Izraelu, na jednej z pustyń.

#1 Nie lubię wesołych miasteczek

A jeśli już idę, to raczej na pływające po spokojnym jeziorku łabędzie, na których się spokojnie siedzi niż na atrakcje typu „młot” czy rollercoaster. Z jednej strony chodzi o moją chorobę lokomocyjną, a z drugiej obawiam się wszelkiego rodzaju wypadków, które owszem, nie zdarzają się często, ale jednak jest to możliwe. Wolę wydać te 20 czy 35 euro na innego rodzaju rozrywkę.

#2 Coraz gorzej znoszę latanie samolotem

Mimo że mieszkam w Hiszpanii od ponad 6 lat i latam samolotem co najmniej 10 razy w roku, to zamiast się przyzwyczaić, znoszę kolejne loty coraz gorzej. Nie byłam nigdy w żadnym dalekim kraju, a od wygrania wycieczki do Tajlandii wolałabym wycieczkę na Fuerteventurę (też trzeba lecieć samolotem, ale o wiele krócej). Serio. Tak jest źle ze mną :D. Pomaga mi co prawda oglądanie programów typu „Mayday” o katastrofach lotniczych, bo wtedy zdaję sobie sprawę, że aby doszło do wypadku lotniczego musi dojść do wystąpienia wielu czynników, ale… Aha, a skoro mówimy o lękach, to:

#3 Przez wiele lat bałam się postaci z filmu

Jeszcze kilka lat temu panicznie bałam się dziewczynki z filmu „Ring”, po polsku „Krąg” (tej, która ma twarz zakrytą włosami, która wynurza się ze studni). Jeśli obudziłam się w nocy i przypomniałam sobie o tym filmie, to już nie mogłam usnąć i musiałam zapalić światło. Dopiero mój mąż jak się o tym dowiedział (i gdy przeżył taką sytuację, kiedy powiedziałam mu o 2 w nocy że nie ma mocnych, że ja nie gaszę światła, bo się boję), uznał, że jest to kompletnie irracjonalne, okej, horror może straszny, ale bez przesady. Wysłał mnie do psychologa, a ja poszłam, w sumie zadowolona, że może uda mi się ten problem rozwiązać. I faktycznie, po kilku sesjach udało się – od tamtego czasu obejrzałam już inne horrory, bardziej dla sprawdzenia czy będę mieć po nich jakieś traumy (nie!) niż dlatego, że mi się podoba ten gatunek filmów (bo nie przepadam), obejrzałam już (także na sesji z psycholożką!) kilkakrotnie „najgorsze” sceny z filmu „Ring”, które teraz nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. Nawet w zeszłym roku widziałam na jakiejś imprezie na Halloween Samarę – tą dziewczynkę z „Ring”, jakaś osoba była za nią przebrana, poczułam się dumna, bo jeszcze jakiś czas temu pewnie uciekłabym z krzykiem. Ale teraz… nie ze mną te numery. Teraz wolałabym spotkać Samarę w środku nocy na ulicy (no.. może jednak nie w moim salonie) niż znaleźć pająka w łóżku.

#4 Pijam zieloną herbę litrami

Jestem fanką zielonej herbaty. Staram się nie przekraczać dawki, która mogłaby mi w czymś zaszkodzić, ale uważam, że jest to napój bogów. Piję ją gdy jestem wesoła, smutna, o poranku i wieczorem (nie, raczej nie przeszkadza mi w zaśnięciu, chyba się uodporniłam i ogólnie dobrze śpię). Oprócz ciąży – ponoć nie jest wskazana. Oprócz zwykłej zielonej herbaty bardzo lubię także zieloną herbatę matcha. W TYM wpisie dzielę się informacją gdzie ją kupuję.

#5 Jestem skowronkiem

Czyli uwielbiam wstawać rano i wcześnie kłaść się spać. Niestety nie jest to najlepsze rozwiązanie dla osób, które mieszkają w Hiszpanii. Gdy wstaję nawet o tej 6.30 rano (a nie miałabym problemu z jeszcze wcześniejszą godziną, piszę 6.30, bo w Hiszpanii to jest skandal wstawać tak wcześnie!) jest jeszcze ciemno za oknem, wszystko jedno czy to lato czy zima (no dobra, latem słońce dociera tu o poranku, ale…. tylko latem). Strefa czasowa jest tu taka sama jak w Polsce, a słońce dochodzi znacznie później. A wieczorem… gdy tylko chcę iść spać o tej 22 czy 23, ludzie zaczynają dopiero życie nocne. Mamy pod oknem bar, który znacznie uprzykrza mi życie (nocne), a jest to tylko bar, który wydaje kolacje! Nie żadna dyskoteka. Hiszpanie są jednak tacy głośni, często po kolacji zdarza im się zostać na drinka, głośno gadają, krzyczą, śmieją się, itp. Oczywiście mój mąż mówi że się czepiam, jemu nic nie przeszkadza.

#6 ZWYKLE Nie piję mleka zwierzęcego ani nie jem (prawie) żadnych jego przetworów

I nie, nie jestem weganką ani nawet wegetarianką. Po prostu wydaje mi się, że mleko np. krowie powinno służyć do karmienia cieląt, a nie ludzi. I wybacz, jeśli Ty pijesz codziennie szklanicę mleka, jak na przykład mój mąż, ale mnie wydaje się to obrzydliwe (wyznaję zasadę „not your mom, not your milk” czyli „nie twoja mama, nie twoje mleko”).

Drugim czynnikiem jest fakt, że zaobserwowałam, że po mleku i jego przetworach wyskakują mi na twarzy pryszcze. I też możesz się z tego śmiać (jak mój mąż), ale zaobserwowałam u siebie taką prawidłowość. I mimo że powyższy punkt o karmieniu cieląt wystąpił u mnie jako pierwszy, tzn. nie piję mleka od lat, a z wyprysków na twarzy zdałam sobie sprawę może ze dwa lata temu, to wcześniej jadłam serniczki, serki typu Almette, itp. Teraz bardzo rzadko mnie zobaczysz podczas pochłaniania serniczka, nawet nie piję kawy z mlekiem, jeśli w barze nie mają mleka roślinnego, to piję americano.

Jedyne przetwory mleczne jakie jem to twardy ser hiszpański (np. queso manchego) i lody (moja wielka miłość, wiosną, latem, jesienią, zimą), jednak jeśli mam do wyboru lody wegańskie (a w Madrycie jest kilka takich miejsc!), to bardzo chętnie je zamawiam. Mleko zwierzęce podczas przygotowywania potraw w domu zastępuję roślinnym.

*** Kolejny wyjątek – ciąża. Podczas ciąży jem przetwory mleczne, mleka nie piję. I mam piękną cerę, ach te hormony!

#7 Jestem trochę świrkiem zdrowotno-odżywianiowym

Jak wyżej, nie piję mleka, staram się nie jeść glutenu, jem prawie same warzywa, owoce i orzechy, od czasu do czasu ryby i mięso (albo hiszpańską szynkę jamón). Jeśli mam do wyboru hamburgera (mmm które uwielbiam!) albo brokuła (nie przepadam, ale wiem, że jest strasznie zdrowy), to w 90% przypadków wybiorę brokuła. I to bez żalu. Mam głębokie przekonanie, że jestem tym, co jem. Od czasu do czasu stosuję super suplementy diety (zawsze ze sklepu zielarskiego, nie z apteki, raczej w stylu spirulina niż „na odchudzanie”), robię moje doświadczenie z jedzeniem codziennie jednej sztuki kiwi, aby nie zachorować – od wielu miesięcy nie byłam nawet przeziębiona. Może jedyne co bym mogła poprawić to uprawiać więcej sportu, no ale robię 10-12 tysięcy kroków dziennie i wmawiam sobie, że to jest wystarczające. Co roku robię sobie badania kontrolne, nie noszę obcisłych spodni (albo bardzo rzadko, ale to też niezdrowe, mówiła o tym Mamaginekolog), dbam o sen, jeśli uważam że mam jakiś problem to idę do psychologa aby go rozwiązać, co jakiś czas mam sesje coachingu, codziennie staram się być lepszą wersją siebie – ale na luzie.

Nie staram się jednak przekonywać nikogo do moich racji. Oczywiście mój mąż i znajomi znają moje przekonania i wiedzą jak żyję, ale nie mam żadnego problemu z tym, że mój mąż je codziennie miskę płatków z mlekiem krowim. Mój mąż uważa, że życie z tyloma obostrzeniami jest smutne 😀 ale ja wcale tak nie uważam, mi się bardzo podoba i jestem dumna z tego, jak o siebie dbam i bardzo lubię moje życie. I jak zwykle – czasami zdarzają się odstępstwa od wszystkiego. Też jadam glutenową pizzę z serem, raz na jakiś czas.

#8 Zdecydowanie jestem uzależniona od internetu

Okej, z jednej strony to w dużej mierze moja praca, ale przeglądanie instastories innych blogerów to już nie. A ja to bardzo lubię, czasami chyba spędzam w ten sposób za dużo czasu.

#9 Nie lubię zakupów

Ani ciuchowych ani jedzeniowych. Na ciuchowe chodzę bardzo rzadko (bardzo często kupuję ubrania przez internet), a na jedzeniowe chodzi mój mąż, bo on to z kolei bardzo lubi. Jedyne, które sprawiają mi trochę radości to zakupy w Ikei oraz właśnie te internetowe, ale w bardzo szczególnych przypadkach. W Hiszpanii jest Amazon, mam członkostwo Prime i z niego korzystam, ale często zamawiam rzeczy np. potrzebne do domu, a nie jakieś fatałaszki 😉

#10 Nie umiem gotować

Ani się nie staram, jest to kolejny punkt, w którym mój mąż potrafi się popisać i to lubi. Gotuje nam praktycznie codziennie. No i pasuje to do punktu zakupowego: nigdy nie marnujemy jedzenia, bo mąż zawsze kupuje to, czego będzie potem potrzebował do gotowania, świetnie się z tym organizuje. Możesz przeczytać też jak to się dzieje, że mój mąż Hiszpan nie pomaga mi w domu.

A poniższe zdjęcie zrobił mi mój mąż we Francji – Bretania. Zabrał mnie tam z okazji moich 30. urodzin.

31 faktów o mnie - Francja

#11 Nigdy nic nie ukradłam

Testy psychologiczne mówią, że taka odpowiedź jest kłamstwem, bo każdy z nas coś kiedyś ukradł, co najmniej długopis, teczkę czy jakąś inną bzdurę, ale ja nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć, już myślałam o tym wiele razy.

#12 Uwielbiam książki rozwojowe

Bardzo lubię książki rozwojowe z tymi wszystkimi coachingami, radami, karmię się nimi i inspiruję. I fakt, zdarzyło mi się przeczytać książki, które później uznałam za bezdennie głupie, ale zawsze z nich coś wyciągnęłam. Chociażby wiedzę o tym, żeby nie pisać książek o niczym.

#13 Co za dużo to niezdrowo, kuchnia hiszpańska

Ogólnie uwielbiam kuchnię hiszpańską, ale po 6 latach mieszkania tutaj i posiadaniu męża Hiszpana i hiszpańskiej części rodziny i hiszpańskich znajomych itp, trochę mi już wychodzi bokiem. Jeśli tylko mam do wyboru pójść do restauracji z typowym hiszpańskim jedzeniem albo jakiejkolwiek innej kuchni świata, to wybieram inną kuchnię świata.

#14 Zwiedziłam o wiele więcej miejsc w Hiszpanii niż w Polsce

Wstydzik, wiem. Dopiero w 2017 roku byłam po raz pierwszy w Poznaniu i we Wrocławiu! A w Hiszpanii znam nawet małe wioski z jakimś kościółkiem, w których nie była większość Hiszpanów, kiedy jakiś Hiszpan robi mi egzamin pt. „Zobaczmy ile ta Polka zwiedziła”, to praktycznie każdy jest zaskoczony, jak to możliwe, że byłam już w tylu miejscach w Hiszpanii. No ale wszyscy mi mówią, że tak to jest. Cudze chwalicie, swego nie znacie. W swoim mieście czy kraju nie masz takiego parcia na zwiedzanie jak w innym.

#15 Jest niewiele rzeczy w moim życiu, których żałuję

Tak naprawdę przychodzi mi bardzo mało takich faktów do głowy. Na pewno są to kłótnie z bliskimi mi osobami, sytuacje, w których kogoś zawiodłam, mniej lub bardziej świadomie, ale bardziej jest to kwestia relacji międzyludzkich niż np. decyzji, których podjęłam. Nie żałuję nawet podjęcia pracy dla agencji nieruchomości w Hiszpanii, która nie przyniosła mi zbyt wielu sukcesów, chociaż finalnie zakończyła się bardzo dobrze.

#16 Zdarza mi się żywić urazę przez bardzo długi czas

Tak a propos relacji międzyludzkich… Jeśli to mnie ktoś zawiedzie, to zdarza mi się, że nie potrafię tego wybaczyć przez długi czas. Nawet chcę. Staram się. Szczególnie się skupiam (jeśli tak jest) na dobrych intencjach danej osoby, a jeśli ktoś nie miał dobrych intencji, to uuu, może być trudno. Jeśli ktoś mnie zawiedzie biznesowo, to wiem po prostu, żeby więcej z tą osobą nie pracować, bo nie przyniesie mi to nic dobrego, nawet jeśli ogólna perspektywa się poprawiła. Jeśli znasz na to jakieś lekarstwo, sposób, żeby nie być taką obrażalską, to chętnie przyjmę. Na pewno ma to podłoże psychologiczne, na bank. Dla mnie taka osoba przestaje istnieć albo przestaję ją uwzględniać w moim życiu, nie wpływa to jednak na moje samopoczucie.

#17 Uważam, że Hiszpanie często gadają o niczym

Może to brzmi strasznie pretensjonalnie i że się wywyższam, że jakie to ja mam intelektualne konwersacje, ale to jedna z moich najbardziej intymnych obserwacji na temat Hiszpanów. Często rozmowy Hiszpanów wydają mi się być pozbawione głębi, wydaje mi się, że oni rozmawiają o faktach, a nie o sobie. Mój mąż na początku się oburzył, ale później, po przeprowadzeniu obserwacji przyznał mi rację, że wiele osób mówi np. że sala kinowa była pełna, a nie czy podobał się im film. Że pogoda jest ładna, a nie jak się czują danego dnia (a najczęściej to w ogóle czują się świetnie, a jak). Ja mam ochotę powiedzieć, że czasami czuję się beznadziejnie albo jakoś ponarzekać, a nie tak wszystko ciągle pozytywnie i różowo. Z tego powodu mam tylko dwie hiszpańskie dobre znajome/przyjaciółki i są to właśnie dość pesymistyczne, jak na Hiszpanki, osoby 😀 Więcej o tym, że nie lubię hiszpańskich pogawędek i że nie jestem taka ekstrawertyczna jak Hiszpanie – TU.

#18 Kiedyś bardzo się przejmowałam tym, co ktoś sobie myśli na temat mojego bloga

… do tego stopnia, że na każdą sugestię reagowałam prawie natychmiastowo, zmieniałam wpisy, dodawałam wyjaśnienia, martwiłam się, czy ktoś mnie dobrze zrozumiał. Teraz oczywiście zależy mi na tym, by wyrazić się na tyle czytelnie, żeby osoby mnie czytające zrozumiały mój przekaz, a nie coś innego, ale… Jeśli ktoś ma ochotę skomentować negatywnie, to na pewno to zrobi. I mi to wisi. Jeżeli ktoś ma konstruktywną krytykę, to jej wysłuchuję i wdrażam jeśli ktoś ma słuszne, moim zdaniem, obserwacje. Jeśli ktoś przychodzi tu żeby sobie ponarzekać, to ja mu mówię do widzenia i tyle, na dodatek nie pamiętam o nim dłużej niż 5 minut (dopóki komentarz nie znajdzie się w koszu albo bez odpowiedzi, nie wpływa jakoś szczególnie to na moje samopoczucie). Blog to moje miejsce, fajnie jeśli masz sugestie, możesz się nimi podzielić, ale ogólnie to nie mam zamiaru się podporządkować czyimś wyobrażeniom na temat bloga.

Kiedyś napisała do mnie pani z pytaniem, że dlaczego piszę bloga, skoro skończyłam prawo i mogłabym się w życiu zajmować prawem. Nie pamiętam czy jej odpisałam czy nie, czasami nie odpisuję na maile z powodu braku czasu, ale absolutnie nie poczułam się tym podkopana (nie pamiętam nawet czy ta sugestia była podana w sposób miły czy ironiczny). Tym bardziej, że taka osoba w ogóle mnie nie zna, najwyżej może się jej wydawać, że mnie zna. 100 razy bardziej wolę pisać mojego bloga niż zajmować się prawem 🙂

Co oczywiście nie zmienia faktu, że i tak lwia większość wiadomości, które otrzymuję od czytelników jest bardzo pozytywna, takie wiadomości sprawiają mi wiele radości i bardzo za nie dziękuję. Także za sugestie i pytania, które mi zadają czytelnicy, wiele z nich uznaję za bardzo przydatne! W razie czego pisz na hola@olganina.com 🙂

#19 Nie mam jakichś większych kompleksów

Już dawno minęły czasy, kiedy martwiłam się czy nie jestem za gruba, a czy mam błyszczące włosy, a czy mam dobrze wykonany makijaż, jak się prezentuję na tle innych dziewczyn, czy spojrzy na mnie taki chłopak (no dobra… od 6 lat jestem w stałym związku, nic dziwnego, a mąż codziennie mi mówi, że super wyglądam i najważniejsze: tak się czuję), czy jestem wystarczająco oczytana, czy będę umiała śmiesznie odpowiedzieć na jakieś kłopotliwe pytanie (najczęściej nie umiem: odpowiedź mi przychodzi do głowy dopiero jakiś czas później), czy moja torebka jest modna i czy moje zdjęcie na Instagramie jest piękne (bo wiem że nie jest i to akceptuję). Podziwiam dziewczyny, które zawsze są pięknie ubrane i umalowane, mają pięknie zrobione paznokcie i wyprasowaną bluzkę, bo wiem, że to wcale nie jest łatwe. Ale sama do tego nie dążę. Więc jeśli się spotkamy, a ja nie będę okazem idealności, to… znaczy że będę wyglądać jak zwykle.

Ani nie jestem niewolnicą makijażu ani nie jestem zaniedbana. Wszystko z umiarem. Oczywiście nie idę nigdy na spotkanie biznesowe bez makijażu, ale nie jestem z tych osób, które musza się pomalować, żeby pójść do sklepu osiedlowego.

Bardzo fajny tekst na ten temat napisała Agnieszka: Jak zaakceptować siebie. Zgadzam się ze wszystkim.

#20 Nie umiem wybrać: góry czy morze

No nie umiem! Moje wymarzone wakacje to plaża, ale zawsze gdy jestem w górach odczuwam takie szczęście i spokój, że od razu mam ochotę stamtąd nie wyjeżdżać.

Selfie z Kartageny 🙂 Bardzo fajne miasteczko, które polecam na co najmniej 1-dniowy pobyt, zwiedzanie i spacery.

#21 Prowadzę inne strony internetowe

Oprócz tego bloga prowadzę jeszcze 2 inne strony internetowe, w celach zarobkowych, obydwie po hiszpańsku.

#22 Całkiem lubię turystykę religijną

Nie jestem wierząca ani nie przepadam za historią, ale turystyka religijna to co innego. Nie jestem super znawczynią kościołów i klasztorów, ale od czasu do czasu lubię pójść na jakieś zwiedzanie z mężem, wielkim fanem takich atrakcji. Wszystko z umiarem: nie jestem w stanie zwiedzić 3 klasztorów i 2 innych świątyń w ciągu jednego dnia.

#23 Mam dobre relacje z większością blogerów piszących o Hiszpanii

…albo przynajmniej tak mi się wydaje. Nie wiem jak to jest z blogerami z innych krajów, ale ja z większością osób piszących o Hiszpanii i j. hiszpańskim mam dobre lub bardzo dobre relacje. Co jest śmieszne, kiedy ja zupełnie zaczynałam, napisałam wpis o tym, jak zorganizować wyjazd do Hiszpanii na kurs j. hiszpańskiego. Jakieś dwa dni później wpis na podobny temat opublikowała Dorota z bloga Hiszpański na Luzie (mająca już wtedy wiele tysięcy obserwatorów na Facebooku), a jeszcze później zmieniła szablon na taki, jaki ja ówcześnie miałam na blogu. Wzbudziło to moje podejrzenia, więc napisałam do niej, bardzo miło, ale z pytaniem, czy może się w jakiś sposób zainspirowała moim blogiem (co teraz, powiedzmy sobie szczerze, wydaje mi się śmieszne, ja miałam dopiero kilka wpisów na blogu, a ona miała pewnie już setki!). Dorota mi bardzo miło odpisała że to zupełny przypadek, podała link do mojego wpisu u siebie i tyle, sprawa rozwiązana. Ale… w taki sposób nawiązałyśmy pierwszy kontakt, który potem przerodził się w wiele innych rozmów. W innej sytuacji byłoby mi pewnie głupio się do niej odezwać, ja zupełnie początkująca, a ona taka PRO.

#24 Z moim mężem odwiedziliśmy, trzymając się za rękę, PONAD 20 krajów

Wliczając w to co prawda Polskę i Hiszpanię 😉 Ale prawda jest taka, że sporo podróżujemy, w niektórych krajach (np. we Włoszech, Francji, Grecji czy Portugalii) byliśmy już kilka razy. On sam odwiedził dwa razy tyle państw, ale mi wcale nie jest spieszno do pobicia tego wyniku, patrz punkt #2.

#25 Mając do wyboru rodzinę i karierę…

Wybieram rodzinę. Póki co mam tylko męża, dziecko w drodze i jeszcze nie doświadczyłam na sobie jak to jest musieć pogodzić życie rodzinne i zawodowe, ale wydaje mi się, że są sytuacje, w których może być niemożliwe bycie i tu i tu na 100%. 

#26 Psy czy koty?

Zdecydowanie psy. Kotki też lubię, bo lubię ogólnie wszystkie zwierzątka, ale o wiele łatwiej mi złapać kontakt z psami!

#27 Idealna praca dla mnie…

To zdecydowanie praca z domu, albo lepiej powiedziane: z jakiegokolwiek miejsca na świecie. Nie chodzi o to, że chciałabym być ciągle w podróży, ale raczej o to, żebym miała wolność wyboru jeśli chodzi o podróżowanie np. do Polski. Praca online spełnia prawie wszystkie wymogi mojej pracy idealnej.

#28 Wolałabym być bogata czy szczęśliwa?

Denerwują mnie takie pytania, które z góry nas przekonują, że albo jedno albo drugie (i w tym wypadku to nie jest praca czy kariera, które wymagają CZASU na obydwie rzeczy). Jestem przekonana, że można być i bogatym i szczęśliwym człowiekiem. Szczęśliwa się czuję, bogata jeszcze nie, ale mam nadzieję, że do tego dojdzie 😉

#29 Mój idealny kraj do zamieszkania?

Na pewno kiedyś już o tym pisałam na blogu. Hiszpania nie jest krajem idealnym dla mnie, bo jest tu za gorąco i za dużo słońca 🙂 Jestem zdecydowanie fanką krajów północnych. Jeśli ktoś by mi zaoferował coś interesującego w Norwegii albo na Islandii, to mogłabym się tam przenieść chociażby jutro! Nie przeraża mnie ani zimno ani noc polarna, nie dostaję depresji zimą. Ewentualnie rozważyłabym też Szwajcarię. A najważniejsze to żebyśmy byli w tym samym miejscu, mój mąż i ja.

#30 Dlaczego mój blog nazywa się OlgaNina.com?

Gdy go założyłam, nie miałam pojęcia o czym chciałabym pisać. Uznałam więc, że nazwę go tak samo jak się nazywam: Olga Nina (to moje dwa imiona). A potem treść się wymyśli. Z jednej strony może to nie jest pożyteczne, bo nazwa bloga nie mówi nic o jego zawartości, ale z drugiej strony… Jeśli będę chciała napisać kiedyś coś o kosmetykach czy samochodach, będę mogła to zrobić bez problemu. Jedynie fanpage na Facebooku nazywa się Olga Nina w Hiszpanii, ale to drobiazg.

#31 Moje ulubione miejsce w Hiszpanii?

Nie mam jednego ulubionego miejsca w Hiszpanii! Mam tyle ukochanych zakątków, w które mogłabym się przenieść już teraz… Oczywiście uwielbiam Madryt, bardzo lubię duże miasta typu Saragossa,Walencja, Malaga, Sewilla czy Bilbao.. Inne turystyczne miejsca także, ale bardzo lubię pojechać sobie na jakąś nieznaną plażę czy w Pireneje do wioski, w której jest 50 mieszkańców i podziwiać piękne widoki… Więc jednego, najpiękniejszego miejsca w Hiszpanii – nie potrafię określić.

 

Jestem ciekawa czy ktoś doczytał do końca, jeśli tak, to bardzo dziękuję i obiecuję nie pisać za dużo takich wpisów tylko o mnie, a nie o Hiszpanii 🙂 A ja lecę świętować urodziny z mężem, który co roku przygotowuje mi jakąś niespodziankę, zwykle weekendowy wyjazd!

Uczysz się hiszpańskiego? A może chcesz zacząć się uczyć tego języka?

Mam coś dla Ciebie: bezpłatny mini kurs hiszpańskiego, na który możesz się zapisać w każdej chwili!

Wiem, że moi czytelnicy są na różnych poziomach języka, dlatego przygotowałam mini lekcje na wszystkich poziomach, od początkującego A1 do poziomu C2. Na pewno znajdziesz coś interesującego dla siebie!

bezpłatne lekcje hiszpańskiego online