//16 rzeczy, które musisz zrobić podczas wycieczki do Hiszpanii
plaża alicante co zrobić w Hiszpanii

16 rzeczy, które musisz zrobić podczas wycieczki do Hiszpanii

Wakacje już za pasem, to teraz lista rzeczy, które trzeba zrobić w Hiszpanii… Ewentualnie… czego nie robić 🙂 bo to też jest ważne na wakacjach! Fotografia tytułowa to plaża w Alicante, chętnie bym tam wróciła!

Kolejność przypadkowa, dlatego przeczytaj do końca – nie jest to poukładanie tematycznie ani według ważności. Chociaż dla mnie pierwszy punkt jest najważniejszy!

#1 Posmaruj się kremem przeciwsłonecznym.

Taaaak, i tak się opalisz, tylko że nie będziesz mieć raka skóry. Nie ma nic przyjemnego w spaleniu się pierwszego dnia, po to żeby potem cierpieć z powodu poparzonej skóry, wyglądać jak czerwonka (i rzucać się w oczy jako potencjalny turysta-ofiara, któremu można ukraść np. telefon w metrze albo wyciągnąć portfel z plecaka podczas oglądania wystawy sklepowej) i wyglądać tak na zdjęciach z wakacji. No i hodować sobie nowotwór. Niezależnie od tego, czy idziesz na plażę, na spacer czy zwiedzasz miasto (słońce i tak mocno daje!). KREM!!

#2 Pójdź na tapas.

Wytłumaczenie co to tapas i przy okazji fajne miejsca na tapas w Madrycie znajdziesz TU.

#3 Spróbuj przynajmniej 3 z wypisanych przeze mnie potraw!

…a najlepiej skosztuj wszystkich! 3 to takie minimum, jeśli jesteś tylko na weekend 😉

Calamares a la romana, czyli kalmary w panierce, ewentualnie puntillas (małe ośmiorniczki). Wydaje mi się, że już gdzieś zamieściłam zdjęcie kalmarów, ale to nic, powtarzam 🙂 Jeśli są dobrze przyrządzone, to nie będą gumiaste, zapewniam!

kalmary gdzie zjeść w Madrycie

Tortilla de patatas (hiszpański omlet, z jajka i ziemniaków, czasami zawiera też cebulę i inne dodatki.). Polecam spróbować w DOBRYM miejscu, a nie pierwszym lepszym (na pewno nie w barze czyhającym na naiwnych turystów na Rambli w Barcelonie – tam na pewno to nie będzie dobre i to jest jedna z przyczyn, dla której nie lubię Barcelony. Wpisz w internet „la mejor tortilla de patatas ….”, w miejsce kropeczek wstaw nazwę miasta, w którym będziesz i wyskoczy ci na pewno lista miejsc, w których taka tortilla jest polecana. Ja lubię tortillę jako bardziej syte śniadanie – w wielu barach jest przygotowana już od rana i czeka na amatorów ziemniaków z jajkiem. Do tego kawka z mlekiem i kawałek świeżego pieczywa – taki zestaw to ulubione śniadanie mojego męża! 

Paella. Dla Hiszpanów jest to największy przysmak tego świata. Dla Polaków… zależy. Możesz się nią zachwycić, ale możesz podejść do niej tak, jak ja, że jest to ryż z dodatkami (co prawda smaczny, ale nie zawsze wart swojej ceny). Ale spróbować… polecam, żebyś miał swoje zdanie na temat paelli!

Hiszpańskie suszone szynki. Jamón serrano (najlepiej jamón de Teruel, taki gatunek) (a jeśli masz grubszy portfel, to jamón ibérico – mmmm!).

Nie wszyscy o tym wiedzą, ale zamiast zamawiać talerzyk szynki za 20 euro w restauracji, możesz kupić którąś z tych szynek w supermarkecie, a nawet zrobić sobie degustację i kupić rożne rodzaje szynki. I owszem, najlepsza jest świeżo pokrojona szynka, a nie ta z opakowania, ale w wielu restauracjach talerzyki z szynką już są przygotowane od jakiegoś czasu i stoją czekając na klientów… PORADA: szynkę przed zjedzeniem należy wyjąć z lodówki i otworzyć opakowanie, a następnie odczekać co najmniej 15 minut, a najlepiej 30, żeby szynka osiągnęła temperaturę pokojową. Wprost z lodówki nawet najlepsza szynka smakuje jak kawałek plastiku, nie można docenić jej walorów smakowych ani zapachowych (tak, bo ta szynka nie śmierdzi, tylko pachnie 😉 ).

Pintxos w Kraju Basków (czyt. pinczos). To są bardzo wymyślne tapasy, najczęściej w postaci bogato zdobionych mini kanapeczek albo innych wymyślnych tapas. W Kraju Basków mają do nich szczególną fantazję, polecam!

Croquetas. Hiszpańskie „krokiety” to beszamelowe, smażone na głębokim tłuszczu kulki (okrągłe lub o podłużnym kształcie), na kilka kęsów, o różnych smakach. Najlepiej zrobić sobie małą degustację kilku smaków. Ale nie mają nic wspólnego z polskimi krokietami 🙂 

Gazpacho albo salmorejo. Za tym nie przepadam. Ani za jednym, ani za drugim. Są to dwa rodzaje hiszpańskich chłodników pomidorowych na bazie pomidorów, papryki, ogórka, czosnku, oliwy z oliwek i octu (to chyba ten ocet – vinagre mi nie podchodzi, nie lubię go w żadnej postaci). Dodatkowo salmorejo zawiera jeszcze zmielone pieczywo, ma przez to gęstszą konsystencję (ale i tak gładką). Mają formę jak najbardziej płynną, można dorzucić do nich dodatki (szczególnie do salmorejo: grzanki, jajko na twardo, kawałki szynki…). Ostatnio są modne wariacje na temat gazpacho, np. gazpacho z arbuza (gazpacho de sandía), które owszem, wielbicielom tego chłodnika smakują. Mnie nie. 

Ensaladilla rusa. Hiszpanie mają swoją odmianę naszej sałatki warzywnej z majonezem (takiej jak w Polsce na Wielkanoc albo na Boże Narodzenie), a nazywają ją „sałatka rosyjska”. Dodają do niej także tuńczyka i pomidora (w drobnych kawałeczkach, ale to też zależy od przepisu, ja nie gotuję, więc nie będę się sprzeczać, moja teściowa robi bez pomidora). Moim zdaniem ta hiszpańska sałatka ma znacznie więcej majonezu, ale to może dlatego, że w moim domu rodzinnym sałatki były zawsze bardzo „light” i nie miały dużo majonezu. Ja polecam – niby potrawa prawie taka sama, ale smak inny.

Caracoles – ślimaczki! Mmm! Mimo że to nie jest potrawa letnia, ale może akurat gdzieś znajdziesz?

Cocido madrileño – to tak a propos potraw, które nie są może najbardziej odpowiednie na lato, ale nie mogę o tym nie wspomnieć, jest to potrawa najbardziej popularna w Madrycie. Cocido to jest wielkie danie, oczywiście też nie znam przepisu, ale powiem co podają 🙂 Najpierw dostajemy bulion z makaronem (najczęściej typu nitki, bardzo cieniutki), bulion jest bardzo esencjonalny. Nawet powiem, że mi za pierwszym razem nie smakował, bo wydawało mi się, że jem bardzo, ale to bardzo stężony rosół. Jest też mętny (nie przejmuj się, jeśli nie będzie klarowny, takie to jest). Później dostaniesz warzywa i mięso, oczywiście wszystko to się gotowało w tym naszym bulionie. Jeśli chodzi o warzywa to najczęściej znajdziesz tam marchewkę, ciecierzycę i kapustę. Z mięs będzie o wiele większy wybór i oprócz kawałka chorizo, kaszanki i kawałka kury możesz dostać jeszcze szynkę wieprzową, kawałek mięsa wołowego, boczku, itp. Oczywiście wszystko gotowane w bulionie!

Ja powiem szczerze, że nie przepadam za kolejnością podawania tego dania i kiedy mój mąż przyrządza je w domu zimą, to wszystkie te dodatki wkładam do mojego talerza z bulionem, mam w ten sposób pożywne danie jednogarnkowe (jednotalerzowe), zupkę z makaronem, warzywami i kawałkami mięsa. Mój mąż jest przyzwyczajony do sposobu w jaki to jem, ale przypuszczam, że jakikolwiek Hiszpan by przewrócił oczami, gdyby to zobaczył, bo tak się tego cocido nie je. Tylko że ja nie przepadam za jedzeniem samego mięsa, bez niczego więcej.

Rabo de toro. Ogon byka. Brzmi okropnie, prawda? Ale jeśli jest dobrze przyrządzony, to ogon byka jest mięciutki, smaczny i smakuje jak jakieś duszone mięsko. Zwykle jest podawany na kości, z której trzeba to mięso zdjąć, jeśli jest dobrze przyrządzone, to zdejmuje się bardzo łatwo, jeden ruch noża i widelca i masz duszony ogon byka w buzi. Niektóre restauracje podają rabo de toro już bez kości – to jest moja ulubiona forma, wtedy nie trzeba babrać się z kością.

Pulpo a la gallega. Ośmiornica pokrojona w kawałeczki, położone na ugotowanych ziemniakach. Wszystko posypane papryczką i polane oliwą, podane na tradycyjnym drewnianym talerzyku. Niebo w gębie. Dobrze przyrządzona ośmiornica jest miękka, a nie gumiasta czy twarda. Piszę to, bo kiedyś usłyszałam jak ktoś mówił, że nie lubi ośmiornicy bo jest twarda i „gumowa”. Nieprawda, jeśli jest dobrze ugotowana, to nie jest ani taka ani taka. Idź spróbuj ośmiornicy do lepszego miejsca. Tak się też czasem kończy próbowanie potraw w najtańszych barach. Jest to danie dobre do spróbowania pomiędzy 2 lub więcej osób (cena nie jest niska, ale jednocześnie zjedzenie całego talerza takiego pulpo przez jedną osobę może spowodować lekki przesyt).

ośmiornica gdzie zjeść w Hiszpanii pulpo a la gallega

Jeśli uda ci się spróbować wszystkich tych potraw podczas jednego pobytu w Hiszpanii – napisz do mnie, z miłą chęcią zamieszczę twoje zdjęcie w tym wpisie, jako super zwiedzacza Hiszpanii! Jeżeli spróbowałeś tych dań podczas kilku pobytów w Hiszpanii – przykro mi, nie zamieszczę zdjęcia – ale możesz śmiało powiedzieć, że nieźle znasz gastronomię Hiszpanii ;). Oprócz tego polecam lokalne poszukiwanie dań – regiony Hiszpanii mają swoje typowe dania, które to właśnie tam są najlepsze, najświeższe, przygotowywane w tradycyjny sposób itp.

#4 Napij się caña con limón, sangría albo tinto de verano!

Chociaż już pisałam – mam wrażenie, że ci biedni turyści przyjeżdżają i dają się naciągać na sangríę. Ona jest taka droga w tych turystycznych barach 😀 caña con limón to małe piwko z dodatkiem cytrynowej Fanty. Jeśli lubisz polskie piwa smakowe albo masz ochotę na orzeźwiający napój – bierz. Tinto de verano to winko, niekoniecznie pierwszej jakości (bo tego pierwszej jakości to szkoda mieszać, ale też nie „wino marki wino”), z dodaną wodą gazowaną albo cytrynową Fantą i lodem. Ja bardzo lubię. 

#5 Przynajmniej raz, no proszę, zjedz hiszpańskie śniadanko polegające na kawce i croissancie.

…albo innej bułce i kawce, po którym będziesz głodny za godzinkę… I zrozumiesz dlaczego tak się użalam nad hiszpańskimi zwyczajami żywieniowymi.

#6 Nieważne jakie miasteczko odwiedzasz, ale jeśli jest w nim stare miasto, to pójdź tam, schowaj mapę (albo telefon z mapą…), połaź zagubiony po uliczkach.

Oby nie nocą (Hiszpania ogólnie jest bezpieczna – ale jeśli błądzić, to lepiej w świetle dziennym). Ale tak, strać na chwilę kontrolę nad tym, gdzie idziesz, skup się na tym co widzisz, a nie na nazwach ulic czy zastanawianiem się czy powinieneś pójść na północ czy na południe żeby dojść do takiego czy owego zabytku.

#7 Miło się uśmiechaj do przechodzących Hiszpanów… zakład, że odwzajemnią?

No, może nie w Madrycie w godzinach szczytu, kiedy wszyscy się spieszą do pracy, ale w mniejszych miasteczkach… Na pewno – szczególnie starsze osoby, które wysiadują na taboretach przed drzwiami swojego mieszkania. Będzie im bardzo miło, na pewno powiedzą do ciebie „buenos días”.

#8 Daj się ponieść muzyce.

Nie musisz się od razu rzucać na parkiet dyskoteki albo tańczyć flamenco. Ale jeśli usłyszysz jakąś melodię, chociaż zamknij oczy i pokiwaj się na boki. Jesteś na wakacjach! W Hiszpanii! To jaki hit będziemy tańczyć w tym roku?

#9 Utnij sobie sjestę…

Nie bądź uparty. Po obiedzie (zjedzonym oczywiście w godzinach hiszpańskich: 13.30-16) wróć do hotelu i utnij sobie drzemkę. Chociaż najbardziej prawdopodobne jest to, że obudzisz się 2 godziny później (a nie 20-30 minut, jak to robią Hiszpanie), nie będziesz wiedział czy to dzień czy to noc, czy już jest jutro czy to jest nadal ten sam dzień, ale warto dla samego poczucia błogości zapadania w sen z pełnym brzuszkiem. No i przydaje się imprezowiczom – w Hiszpanii imprezy zwykle zaczynają się grubo po godzinie 23, dlatego żeby wytrzymać na disco do rana, musisz mieć chwilę odpoczynku po południu!

Na zdjęciu jedno z moich stu ulubionych miast w Hiszpanii – Kadyks. Piszę jedno ze stu – gdyż nie jestem w stanie wybrać tylko jednego albo tylko TOP 5.

co zrobić podczas wycieczki do hiszpanii

#10 Nie wstydź się – powiedz coś po hiszpańsku!

Nie ma co się wstydzić. Nawet jeśli znasz tylko 4 słowa po hiszpańsku – warto z nich skorzystać, napotkany Hiszpan to doceni! A gdzie lepiej ćwiczyć ten hiszpański niż na wakacjach w Hiszpanii?

#11 Posmakuj oliwy z oliwek

Jestem wielbicielką masła. Według mnie smak świeżego chlebka z masłem jest nie do pobicia. Ale przyznaję: smak chlebka umoczonego w oliwie z oliwek coraz bardziej przypada mi do gustu. Szczególnie jeśli oliwa jest virgen extra („z pierwszego tłoczenia”, czy jak to się nazywa fachowo, no w każdym razie ta najlepsza). Tak samo ze świeżymi warzywami w sałatce, którą polewam oliwą z oliwek – ten smak naprawdę jest specyficzny i kilka pierwszych sałatek, które zjadłam – dość obficie polane oliwą, nie do końca mi smakowało, smak wydawał mi się zbyt mocny. Ale ponoć jest to samo zdrowie, a smak… no chyba kwestia degustacji i przyzwyczajenia 🙂

Jeśli jesteś np. w restauracji, czekasz na obiad, a kelner przyniósł w koszyczku świeży chlebek, to w oczekiwaniu na posiłek zachęcam cię do wylania kilku kropel oliwy na talerz i umoczenia w niej pieczywa. Jestem ciekawa jak ci zasmakuje 🙂

Jako ciekawostkę powiem, że kiedyś przeczytałam w jakimś hiszpańskim artykule dotyczącym odżywiania coś w stylu „mamy nadzieję, że nie jesz codziennie masła, jest to bardzo niezdrowy tłuszcz, który oczywiście należy zastąpić oliwą z oliwek” – i ja nie jestem żadnym dietetykiem ani nie zalecam nikomu jeść 100 g masła dziennie, ale czy to tylko ja jem masło każdego dnia? Czy ktoś jeszcze? Haha, może 80% Polaków? 😉 

I jeśli masz wątpliwości czy należy smażyć czy nie na oliwie z oliwek, to od razu ci powiem: 95% poznanych przeze mnie Hiszpanów smaży na oliwie z oliwek. Nic tam że się pali tłuszcz, nic tam że powstają jakieś substancje, bla bla bla. Najzdrowiej. Oczywiście dla Hiszpanów. I jeśli smażą coś na głębokim tłuszczu – także używają do tego oliwy z oliwek. Zarówno moja teściowa lat 73, jak i młody znany kucharz w telewizji. 

#12 Nie daj się oszukać

Ogólnie Hiszpania jest krajem bezpiecznym, tak samo w przypadku chodzenia po restauracjach, sklepach itp, ale nie zmienia to faktu, że chyba  każdym państwie są ludzie, którzy żyją na koszt innych i chcą wyciągnąć kasę skąd się da, nawet jeśli jest to nielegalne.  Gdzie w Hiszpanii mogą Cię oszukać albo chcieć coś od Ciebie wyłudzić?

 – W bardzo turystycznych miejscach, gdzie turyści są traktowani jak chodzące dolary, nie jak osoby. Może się okazać, że np. ceny napojów nie są wpisane do menu i że każdy napój (woda, cola itp, nie mówię o np. drinkach) kosztuje 5 euro (albo więcej) – absolutne zdzierstwo. Warto spytać wcześniej. 

 – Zawsze proś o paragon (ticket). Kiedyś byłam w popularnym barze w mieście Almería (dość tani region na tapas, nie jak Madryt) i zamówiliśmy z mężem po dwa tapaski i coca colę dla każdego z nas. Siedzieliśmy przy kontuarze, nie przy stoliku. Gdy poprosiłam o rachunek, pan kelner zza baru rzucił okiem na nasze talerze (żeby niby chyba zobaczyć co zjedliśmy) i powiedział z głowy: 19 euro. Mój mąż już wyciągał pieniądze, tak trochę nie zczaił, a się zdziwiłam, wydało mi się to bardzo drogą przekąską (chociaż już wtedy mieszkaliśmy w Madrycie i taka cena w Madrycie za 4 – lepsze – tapas i 2 napoje to nie jest jakiś wielki szok, może się zdarzyć), dlatego poprosiłam pana o paragon (¿Me podrías dar el ticket, por favor?). Pan się zmieszał, poszedł do kasy fiskalnej, coś tam nabił, po czym przyniósł nam rachunek i okazało się, że mamy do zapłacenia 11,25 euro. Zamiast 19! 

 – W Hiszpanii na ulicach bardziej turystycznych miast sprzedawane są podróbki czapek, adidasów, torebek, okularów itp. Najczęściej sprzedają je tzw. manteros – więcej o nich piszę we wpisie Hiszpania dla innych, w podpunkcie o innym kolorze skóry, ale ogólnie to nie polecam kupować takich podróbek, gdyż może okazać się, że dostaniemy mandat za kupowanie od takiego obwoźnego sprzedawcy bez licencji, na dodatek podróbki. Zwykle hiszpańska policja ma „ważniejsze” sprawy na głowie, ale żeby nie było, że nie ostrzegałam. 

 – Nie dawaj pieniędzy żebrakom. Wielu należy do zorganizowanej grupy. Rano samochód rozwozi osoby, szczególnie pochodzenia rumuńskiego czy bułgarskiego, często kalekie (i oczywiście wystawiające chore i niekompletne kończyny na widok publiczny, żeby osobom o dobrym sercu, takim jak moja teściowa, było jeszcze bardziej przykro z ich powodu), po różnych punktach miasta czy dzielnicy. Ludzie ci przez cały dzień siedzą na swoim kocu czy rozkładanym krzesełku i błagalnym tonem proszą o jakiś grosz. Nie musisz rozumieć hiszpańskiego, aby wiedzieć, że żebrzą i chcą pieniędzy. W południe ktoś na motorze przyjeżdża, zbiera łup z pierwszej połowy dnia (przysięgam – kiedyś czekając na czerwonym świetle widziałam taką dziewczynę-żebraczkę, która gdy tylko zobaczyła zbliżającą się motorynkę, wstała ze swojego miejsca „pracy” i podała woreczek z pieniędzmi osobie na motorze, która czym prędzej odjechała). Później wracają do domu albo czekają na odbiór. Ile razy widziałam takich „żebraków”, którzy „po pracy” zbierali swoje stoisko i szli razem w bliżej nieokreślonym kierunku.

Tacy żebrzący ludzie często „pracują” na ulicy w towarzystwie psów albo dzieci (bywa, że też kalekich, kto wie, czy specjalnie nie okaleczonych??). Serce mi pęka. Dając im pieniądze, nie tylko nie pomagasz tym osobom, ale wręcz wspierasz cały biznes. Kiedyś oglądałam w telewizji hiszpańskiej reportaż na ten temat, jak to świetnie jest zorganizowane w strukturę. 

Piękne miasteczko Capileira, niedaleko Grenady. Na stałe mieszka tam około 500 osób.

co zobaczyć w Hiszpanii porady

#13 Nie idź tam, gdzie to nie jest konieczne

Nie trać swojego drogocennego wakacyjnego czasu na zwiedzanie/oglądanie rzeczy, które nie są tego warte. Ja przygotowałam spis takich „atrakcji” w artykule: Czego nie musisz zwiedzać w Hiszpanii. Plus dodaj do tego punkt # 15.

#14 Poczuj wszędobylski zapach czosnku…

Kiedyś krążyła plotka, że Victoria Beckham z zespołu Spice Girls, której mąż David Beckham grał w Realu Madryt, powiedziała że Hiszpania śmierdzi (albo pachnie? SMELLS po angielsku) czosnkiem. W 2014 roku sprostowała, że to absolutnie nie jest prawdą, że to bardzo niekulturalne i ona by tak nigdy nie powiedziała, ale „powiedzonko” pozostało. I to jest prawda. Hiszpanie jedzą bardzo dużo czosnku, ale uwaga, głównie w postaci smażonej. 

Czosnku przygotowanego po hiszpańsku możesz spróbować przede wszystkim w różnych sosach (podawanych do mięs czy do ryb), daniach, np. gambas al ajillo – czyli krewetki smażone na oliwie z oliwek i wrzuconymi do tego kilkoma ząbkami czosnku i papryczkami. Może wystąpić w gazpacho albo salmorejo, we flaczkach, a także w typowej dla kuchni kastylijskiej (z Castilla-La Mancha) zupie czosnkowej sopa de ajo (inaczej zwanej sopa castellana). 

Jednak dla mnie czosnkowy król jest jeden: sos ali-oli (co poniektórzy nazywają go ajoaceite). Jest to majonezowy sos z czosnkiem, można go przyrządzić zarówno w domu, jak i kupić w butelce (jak ketchup). W restauracjach możemy znaleźć różne warianty tego sosu, a to z migdałami, a to z czymśtam, ale mój ulubiony to jest ten zwykły, klasyczny. Je się go do wszystkiego: występuje na wielu tapaskach, można jeść go z rybą, mięsem, warzywami, z paellą, a dodając go do smażonych ziemniaczków (i dodając co nieco pikantnej papryczki albo sosu w stylu tabasco) powstanie bardzo tradycyjne (i proste) danie hiszpańskie: patatas bravas.

Często przechodząc pomiędzy hiszpańskimi domostwami, nawet pomiędzy oknami kuchennymi wyglądającymi na tę uliczkę na starym mieście, po której sobie spacerujesz, możesz poczuć ten zapach, na początku być może trochę agresywny, ale później coraz bardziej przyjemny i zmuszający nasze ślinianki do pracy, tym bardziej jeśli miałeś już okazję go spróbować. 

#15 Nie rób tego, na co nie masz ochoty.

Przeczytałeś w przewodniku albo na moim blogu, że jakaś atrakcja jest absolutnie konieczna do zobaczenia, że jeśli nie zobaczysz tego i tego miejsca, to tak jak gdybyś nie był w Hiszpanii, jeśli nie zjesz tego i nie napijesz się owego, to nie zaznasz hiszpańskiego klimatu…

Nieważne czy bazujesz się na poradach z przewodnika czy na tych z mojej strony, rób to, co ci mówi serce (rozsądek, żołądek, itp). Jeśli dostaniesz na talerzu panierowane małe ośmiorniczki puntillas, które ja polecam, ale na widok ich główek i odnóży zrobi ci się słabo, to nie jedz ich. Jeżeli nie chcesz wchodzić do jakiegoś muzeum, bo wydaje ci się, że „nie czujesz” konkretnego rodzaju sztuki albo sztuki w ogóle, to nie rób tego, w zamian zajmij się czymś, co sprawi ci radość. To ty sam organizujesz sobie wakacje, chyba właśnie po to, aby przeżyć je po swojemu, nie robić tego co wszyscy, poczuć się zrelaksowanym, a nie że koniecznie musisz wejść do takiego klasztoru albo zjeść cocido madrileño, mimo że nie masz na to najmniejszej ochoty, bo jest prawie 40 stopni, ale na moim blogu i w przewodniku jest to polecane. I to nic, że ja piszę „koniecznie musisz to zrobić” – słuchaj swojego serca! Mój blog to tylko porady 🙂

#16 Zakochaj się.

Zakochaj się – niekoniecznie w przystojnym Hiszpanie czy gorącej Hiszpance. Zakochaj się w czymś, odkryj dla siebie coś wyjątkowego w Hiszpanii, to może być jakieś miejsce, muzyka, jedzenie, uczucie, którego doświadczasz tu na wakacjach… I znowu wracam do punktu #15 – niech ten wyjazd nie będzie tylko odhaczaniem kolejnych rzeczy na liście, niech te wakacje mają jakiś osobisty aspekt. Ja do niedawna wcale nie lubiłam flamenco – okazało się, że pójście na dobry spektakl flamenco, na żywo i ze świetnymi artystami powoduje, że dostaję dreszczy z przyjemności słuchania takiej muzyki i patrzenia na taniec. Ale wcześniej tego nie czułam i nie mówiłam „ale fajne jest flamenco” – Ty tak samo, jeśli czegoś nie czujesz, to nie musisz się czuć źle, że tego „nie rozumiesz”. Jestem przekonana, że każdy znajdzie w Hiszpanii coś, co go urzeknie.

#17 BONUS Pójdź na hiszpańską imprezę.

(BONUS – z sugestii czytelników 😉 ) Jeśli będziesz w Hiszpanii na Erasmusie, to problem z głowy – chcąc nie chcąc będziesz „”musiał” (hihi) pójść na jakąś imprezę. Jeśli jednak jesteś tutaj na wakacjach, to wcale to nie jest takie oczywiste. Hiszpańskie imprezy zaczynają się dość późno, ja osobiście dawno nie byłam 😛 ale zapomnij  o tym, żeby wkręcić się na hiszpańską dyskotekę o godzinie 22 czy 23 – najczęściej jeszcze nikogo tam nie ma, o ile nie są zamknięte! Piszę o hiszpańskich, bo w turystycznych miejscowościach na pewno jest mnóstwo dyskotek dostosowanych do potrzeb turystów. Miejsca te mogą być całkiem spoko, przede wszystkim jeśli pasują ci godzinowo i stylem, ale to nie będzie typowa hiszpańska impreza, uprzedzam. Im bardziej eleganckie miejsce, do którego się udajesz, tym większe mogą być wymagania estetyczne, że tak to nazwę, żeby wejść. Musisz mieć ukończone 18 lat. Moim zdaniem Hiszpanie potrafią się bawić w sposób niezwykły: mogą sobie zmontować imprezę „z niczego”, mają bardzo pozytywne nastawienie, wychodzą na miasto aby się rozerwać, a nie upić – pobić – wpaść w kłopoty. Warto brać z nich przykład. 

 

 

Uczysz się hiszpańskiego? A może chcesz zacząć się uczyć tego języka?

Mam coś dla Ciebie: bezpłatny mini kurs hiszpańskiego, na który możesz się zapisać w każdej chwili!

Wiem, że moi czytelnicy są na różnych poziomach języka, dlatego przygotowałam mini lekcje na wszystkich poziomach, od początkującego A1 do poziomu C2. Na pewno znajdziesz coś interesującego dla siebie!

bezpłatne lekcje hiszpańskiego online